POLSKA

Małe Ciche – Narty, wycieczki w góry i ciekawe miejsca, które warto tu zobaczyć

Bartek Kaftan, 28.10.2016

Małe Ciche, widok ze stoku na Zadnią Polanę

fot.: Julia Zabrodzka

Małe Ciche, widok ze stoku na Zadnią Polanę
Przez lata Małe Ciche, wierne swojej nazwie, długo strzegło swych sekretów. Dziś ta urokliwa wioska pod Tatrami nie ustrzegła się tłumów przybywających na narty i wycieczki w góry, ale wciąż jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Co warto tu zobaczyć i czego spróbować?  

Małe Ciche – nazwa jak z prospektu reklamowego górskiego kurortu, ale nie wymyślił jej piarowiec. Pochodzi z czasów, gdy jeszcze nikomu nie śniło się, że do podtatrzańskiej wsi będą zjeżdżać turyści z całej Polski. Już 20 lat temu, gdy jako dziecko po raz pierwszy spędzałem tu ferie, bywała przedmiotem żartów. Wtedy do wsi, zagubionej gdzieś w dolinie między Murzasichlem a Bukowiną Tatrzańską, docierali nieliczni – studenci zmęczeni po górskich wędrówkach, samotnicy szukający pośród podtatrzańskich borów i łąk ucieczki od miejskiej szarzyzny. W sierpniu pomagali w sianokosach, jesienią znikali wśród świerków na długie godziny, by powrócić z koszami pełnymi rydzów. Potem siadywali z gospodarzami. Zmęczone plecy opierali o ściany, od których biło ciepło pracowitego dnia. Odpoczywali, rozmawiali. I z drewnianych ławeczek patrzyli, jak do Małego Cichego idzie nowe.

Małe Ciche, Czujny owczarek pilnuje jednego z ostatnich gospodarstw na Tarasówce

Małe Ciche, Czujny owczarek pilnuje jednego z ostatnich gospodarstw na Tarasówce, fot. Julia Zabrodzka

Najpierw przyszła droga. Kilka kilometrów traktu z Kośnych Hamrów, po dziś dzień jedyne połączenie wsi ze światem zewnętrznym, wyasfaltowano na początku lat 70. Wkrótce wybudowano murowaną szkołę, zainstalowano wodociąg. W Małym Cichym zaczęły powstawać większe domy, z myślą o coraz liczniejszych turystach. Pierwsze telefony, najpierw stacjonarne, potem komórkowe, znam już nie tylko z opowieści starych bywalców. Pojawiły się kilkanaście lat temu. 

Widoki na Tatry

Na początku zasięg w dolinie zanikał. Żeby zadzwonić, wychodziło się na łąki ponad ostatnimi zabudowaniami wsi. To były rozmowy z widokiem. Im wyżej wspinało się na stoki Zgorzeliska, tym szersza stawała się panorama Tatr. Do zwalistych grzbietów Koszystej i Wołoszyna dołączały po kolei słowackie olbrzymy – Wysoka, Gerlach, Lodowy.  Po drugiej stronie, w oddali, rysowała się grań Czerwonych Wierchów, której łagodną linię przełamywał nagle klin Giewontu. Z tej perspektywy zupełnie nie przypominał śpiącego rycerza, którt to widok jest jedną z atrakcji Zakopanego. Jeśli dotarło się na sam szczyt górującego nad Małym Cichym wzniesienia, na wschodzie widok uzupełniał Hawrań. Góra idealna, śnieżna piramida, którą od przesadnej symetrii ratował wyżynający się ze zbocza skalny cios niższego Murania. Całe Tatry jak na dłoni, od Bielskich po Zachodnie.

Małe Ciche na narty

Dziś góry stoją jak stały, zmienił się za to pierwszy plan. Gładką biel zbocza przecina ciemna kreska, ciągnąca się od ostatnich chałup aż po szczyt. Po obu jej stronach migają kolorowe punkciki. O wyciągu w tym miejscu mówiło się w Małym Cichym od dawna. Działały już co prawda krótkie, kilkusetmetrowe orczyki na polanie Błociska i łące przy remizie, ale oczy narciarzy i potencjalnych inwestorów coraz częściej kierowały się w stronę Zgorzeliska. Latem 2004 r. warkot śmigłowca instalującego na łące stalowe słupy obwieścił mieszkańcom Małego Cichego, że po raz kolejny idzie nowe.

Małe Ciche na narty. Szeroki, stosunkowo łagodny stok Zgorzeliska jest idealny do nauki

Małe Ciche na narty. Szeroki, stosunkowo łagodny stok Zgorzeliska jest idealny do nauki, fot. Julia Zabrodzka

Długi na prawie półtora kilometra wyciąg krzesełkowy był tylko zapowiedzią zmian. Wkrótce na stoku powstały bary dla narciarzy, szałasy z pieczonymi kiełbaskami i oscypkami, a w dolinie wielki parking. Przy biegnącej przez wieś drodze pojawiły się wypożyczalnie nart i stragany z wełnianymi skarpetami. Dawne chaty dla gości rozrosły się. Dziś to prawdziwe pensjonaty, mają po kilkanaście, czasem dwadzieścia parę pokojów, w każdym obowiązkowo łazienka i telewizor. I internet, bezprzewodowy. Zasięg jest nawet w dolinie.

Na łące, trochę powyżej kapliczki, dostrzegam grupkę narciarzy. Piętnaście, może dwadzieścia osób, w większości nastoletni chłopcy i dziewczyny. Co chwilę ktoś rusza, wycina w puchu dwa, trzy skręty, zatrzymuje się bokiem do stoku i mozolnie, krok po kroku wspina na nartach z powrotem na grzbiet. Zjazdom przypatruje się para dorosłych. – Sami tak kiedyś podchodziliśmy – uśmiecha się mężczyzna. – Pierwszy dzień jest najgorszy, trzeba udeptać stok – jego towarzyszka nalewa z termosu herbatę. Prowadzą obóz narciarski z pięćdziesięcioletnią tradycją. Kiedyś sami ćwiczyli eleganckie skręty na łąkach Tarasówki, dziś uczą kolejne pokolenie, czasem dzieci znajomych z młodzieńczych wyjazdów. Rok w rok przyjeżdżają do tego samego gospodarstwa, tej samej gaździny. Na narty w starym stylu, z czarno-białych fotografii – bez wyciągów, ratraków, armatek śnieżnych. Jakby czas płynął tylko gdzieś w dolinie, a tu, na Tarasówce, ścinał go siarczysty, styczniowy mróz.

Biegówki pod Tatrami

– Gdzieś na strychu są jeszcze stare narty Seweryna – mówi Gaździna. Pamiętam je dobrze z pierwszych ferii – śladówki z klonowym liściem i dumnym napisem „Made in Canada”. Seweryn, jeden z tych, co bywali w Małym Cichym na długo przede mną, zjeżdżał na nich ze Zgorzeliska. W kopnym śniegu zostawał głęboki, pojedynczy ślad. Przymierzam buty, są trochę za duże, ale to nic. Ruszam dnem doliny w stronę Tatr, leśna droga znika pośród świerków. Słychać głosy, to pracują drwale. Koń ciągnie kłodę, z mokrego grzbietu bucha ciepło i para. Wychodzę na Zadnią Polanę. Dookoła miękka, sypka biel. Kluczę, podążam za śladami jeleni i saren, zapadam się po kolana. Zdyszany staję przy ostrewkach do suszenia siana. Najwyraźniej ktoś tu jeszcze kosi. Spoglądam na stok Zgorzeliska, pod wyciągiem trwa białe szaleństwo, w dół i w górę, w dół i w górę. Jeszcze godzina i zacznie się zmierzchać. We wsi nad dachami unoszą się smużki jasnego dymu, jakby na znak, że czas wracać. Obiad pewnie już czeka. Może Gaździna ulepiła dziś pierogi? Podobno tego lata jagody nie bardzo obrodziły, ale trochę z Gazdą nazbierali. Mają kawałek lasu, wysoko, prawie na grzbiecie Zgorzeliska, tam zwykle chodzą. W tym roku też byli. Pierwszy raz pojechali na jagody wyciągiem.

Małe Ciche, na biegówkach przez Polanę Lichajówki

Małe Ciche, na biegówkach przez Polanę Lichajówki, fot. Julia Zabrodzka

NA TEMAT:

Wycieczki w góry

Z Małego Cichego koniecznie trzeba wybrać się na wycieczkę na Rusinową Polanę w Tatrach Wysokich. W pobliżu miejscowości (ok. 30-40 min piechotą, można podjechać samochodem) zaczyna się niebieski szlak, którym mniej więcej w 1 godz. dociera się do sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej na Wiktorówkach. To najwyżej położony kościół w Polsce, zbudowany w miejscu, gdzie w 1860 r. Maryja miała objawić się pasterce Marii Murzańskiej. Znajduje się tu też symboliczny cmentarz osób, które zginęły w górach.

Spod kościółka szlak w 15 min wyprowadza na Rusinową Polanę. Roztacza się stąd jeden z najpiękniejszych widoków na Tatry Bielskie i Wysokie, od Hawrania po Rysy. Ambitni piechurzy mogą wspiąć się na Gęsią Szyję (ok. 45 min). Trzeba jednak mierzyć siły na zamiary – wydaje się, że szczyt jest na wyciągnięcie ręki, ale z polany widać zaledwie jedną trzecią podejścia.

Małe Ciche, spacer grzbietem Zgorzeliska

Małe Ciche, spacer grzbietem Zgorzeliska, fot. Julia Zabrodzka

Stoki narciarskie

Stok w Małym Cichym jest łagodnie nachylony, idealny do nauki i doskonalenia jazdy na nartach czy snowboardzie. Od tego sezonu do głównego, 4-osobowego wyciągu krzesełkowego dołączy drugi, o długości 750 metrów, umożliwiający szusowanie w górnej części stoku, na nieco bardziej stromej trasie. Osobny wyciąg przygotowano dla najmłodszych narciarzy, a początkujący mogą korzystać z 200-metrowego orczyka na polanie Zgorzelisko, obok Hotelu Tatry. Wszystkie trasy są oświetlone, a w razie potrzeby sztucznie naśnieżane.

Atrakcje wokół Małego Ciechego

16 km od Małego Cichego leży Białka Tatrzańska, a w niej – Terma Bania. Baseny termalne, sauny, Instytut Wellness&SPA – kompleks należy do największych w Polsce. Strefa relaksu 35-85 zł, strefa rozrywki 29-75 zł, 2 strefy + saunarium 55-109 zł.

Okolice ulicy Lichajówki doskonale nadają się do biegania na nartach – to jedno z najlepszych miejsc pod Tatrami. Do wyboru trasy płaskie i nieco trudniejsze, z podbiegiem i zjazdem na polanie Bafiówki.

STANĄĆ BOSYMI STOPAMI NA CIEPŁYM PIASKU …. W LUTYM …. BEZCENNE!!
Wyprawa tygodnia STANĄĆ BOSYMI STOPAMI NA CIEPŁYM PIASKU …. W LUTYM …. BEZCENNE!!

Gdy wsiadaliśmy do samolotu w Polsce było -23°C. Ubrana w ciepłą kurtkę i czapkę, szłam po zaśnieżonej płycie lotniska w balerinkach.....

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.