Podkarpacie

Bieszczadzki zakapior o miłości do gór. Wysłuchaj „śpiewu polskiej duszy”

Maria Brzezińska, 30.09.2016

Zakapiory szukają w Bieszczadach wolności

fot.: www.shutterstock.com

Zakapiory szukają w Bieszczadach wolności
Gawędziarz, rzeźbiarz, poeta i muzyk Adam Glinczewski zwany Łysym, żyje w Bieszczadach od 30 lat. Przybrany bieszczadnik z Wrocławia jest dziś jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w regionie, bieszczadzkim zakapiorem, który jak mało kto zna i rozumie góry...

W góry

Ruszam w najdziksze góry w Polsce. Ze Starego Sioła w Wetlinie prowadzi żółty szlak na Przełęcz Orłowicza. Można z niej odbić w prawo na Połoninę Wetlińską – mój dzisiejszy cel. Trasa według znaków liczy 4,5 godziny, ale łagodne zbocza wręcz zachęcają do szybszego marszu i ostatecznie Chatka Puchatka (słynne, najwyżej położone w Bieszczadach schronisko) ukazuje mi się po około dwóch godzinach.

Przede mną rozpościera się szeroka przestrzeń. Grzbiety połonin porastają jasne trawy, a całość układa się w falujące aż po horyzont linie, każda o innym odcieniu. Oddalam się od budynku, a tym samym gromady otaczających go ludzi, i przysiadam z boku na skałach. Prawdziwy klimat gór można poczuć, kiedy słońce chyli się ku zachodowi, a na połoninie zostają tylko górscy wyjadacze, którym nie straszny nocleg w schronisku bez prądu, bieżącej wody i kanalizacji. Ba, dla niektórych właśnie niepowtarzalny klimat jest największą atrakcją Bieszczad. Dziś jednak atmosfery typowej dla tych gór poszukam gdzie indziej. Zbiegam w dół na Przełęcz Wyżną i kieruję się w stronę Czarnej, gdzie czeka na mnie gawędziarz jakich mało.

NA TEMAT:

Mów mu Łysy

Kto czytał „Majstra Biedę” Andrzeja Potockiego, ten wie, o kim rzecz. Ale jak to z książkami bywa, nie zawsze idealnie odpowiadają rzeczywistości, mnie zaś ciekawi wątek słynnych bieszczadzkich zakapiorów. Przyjeżdżali tu i romantycy w poszukiwaniu wolności, i awanturnicy, goniący za męską przygodą, i rozbitkowie bez swego miejsca na ziemi.

trojkat

Przyjeżdżali tu i romantycy w poszukiwaniu wolności, i awanturnicy, goniący za męską przygodą, i rozbitkowie bez swego miejsca na ziemi.

Alkoholem zapijali zadrę w sercu lub zwykły trud egzystencji; wielu odeszło w ten sposób na tamten świat. Najtwardsi przetrwali, tworząc bieszczadzką legendę. Ile w nich prawdziwie niespokojnego ducha, a ile zwykłej ucieczki od codzienności?

Przed rozmową ze skazanym na bluesa rzeźbiarzem Adamem „Łysym” Glinczewskim, układałam sobie w głowie pytania, jednak z chwilą przekroczenia progu pracowni czuję, że to spotkanie będzie rządzić się własnymi prawami. Wita mnie mocny, konkretny uścisk dłoni, a ja już wiem, że dobrze trafiłam. Za chwilę zresztą upewnia mnie w tym sam Łysy, kiedy wspomina Jerzego Harasimowicza i Stare Dobre Małżeństwo.

− Oni owszem, pisali pięknie i wspaniale, ale to wciąż spojrzenia ludzi z zewnątrz. To taka cukiernia zza szyby; my zaś jesteśmy w cukierni po tej właściwej stronie, gdzie jest zaplecze, gdzie jest prawdziwie. Jeśli ktoś chce posłuchać piosenki bieszczadzkiej, niech jedzie do Rycha Szocińskiego w Cisnej, do mnie albo do Chmiela.

I tak zaczyna się parogodzinna gawęda Łysego, której się w głównej mierze przysłuchuję. Jedna historia przywołuje następną, gdzieś w tak zwanym międzyczasie na stole pojawia się pyszna wiśniówka, a opowieściom zaczyna towarzyszyć delikatne brzdąkanie gitary.

Bieszczady. Łysy

Bieszczadzki zakapior Adam "Łysy" Glinczewski, fot. Maria Brzezińska

− Kiedy przyjechałem w Bieszczady, miałem 26 lat, uporządkowany stosunek do służby wojskowej i zawód, ale bieszczadnikiem zwą się ludzie, którzy rzeczywiście z tego terenu w jakiś sposób żyli. Na początku pracowałem w lesie przy wycince. Dziś, po 30 latach, już się tam nie da przejść – wszystko odrosło. Przyroda ma swoją siłę, trzeba jej tylko dać czas i możliwość.

Przygrywa mocniej i śpiewa pieśń, w której odzwierciedlenie znalazło kilka lat w charakterze drwala. Podkreśla, że w typowej bieszczadzkiej piosence turystycznej w ogóle się o pracy nie śpiewa, a „mówiąc najprościej i po męsku, żeby w Bieszczadach przeżyć, trzeba było zapier...”. Ma mocny, szorstki głos, w którym kryje się jednak jakaś niewypowiedziana tęsknota.

Zerkanie na gryf to nie jest dowód nieśmiałości – wyjaśnia Łysy. – Mam uszkodzoną lewą dłoń, dlatego nie wyjdę poza pewną barierę techniczną, ale czasem stwarza to fajne sytuacje. Trafiają się przyjezdni, którzy chcą mnie wspomóc muzycznie, biorą gitarę i gramy razem. Zdarzyło się w Cisnej, że podłączyło się sześciu muzyków, w tym jeden Niemiec. To był ostatni koncert Bieszczadzkich Aniołów [Festiwal Sztuk Różnych „Bieszczadzkie Anioły”, którego inicjatorem był lider Starego Dobrego Małżeństwa, odbywał się w latach 2001-2009 w Cisnej. Jego miejsce zajęły Bieszczadzkie Spotkania ze Sztuką w Rozsypańcu, podczas których można posłuchać poezji śpiewanej, piosenki turystycznej i spotkać się z twórcami].

– Kiedy zaczęliśmy grać, najpierw zabrakło ludzi pod festiwalową sceną, później zapełnił się chodnik koło nas, a potem przez drogę w Cisnej nie dało się przejechać – śmieje się.

I tak mija nam dzień, opowieść po opowieści, blues za bluesem – o trudach pracy i o pierwszej miłości, o przyjaźni i o starości, o ludziach i o trwałości. Jeśli więc chcecie otrzeć się o bieszczadzki świat i posłuchać „śpiewu polskiej duszy”, zajrzyjcie do Czarnej, ale nie powiem wam dokładnie, gdzie jest pracownia Łysego – kto ma trafić, sam znajdzie.

Siedem odsłon Malty
Wyprawa tygodnia Siedem odsłon Malty

Niewiele jest takich państw na świecie, które pomimo niewielkiej powierzchni jaką zajmują, mogą zaoferować całe mnóstwo atrakcji nawet najbardziej wymagającemu podróżnikowi. Malta kusi bogactwem kulturowym, urokliwą architekturą i błękitnymi lagunami.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.