Pomorze Wschodnie

5 fajnych rzeczy do zrobienia na Wybrzeżu Słowińskim (gdy zaczną cię nudzić wydmy i Morze Bałtyckie)

Grzegorz Dzięgielewski, 25.07.2016

Łupawa, Odbicie SUP-em od brzegu bez wchodzenia do wody nie jest wcale takie proste

fot.: Artur Kot

Łupawa, Odbicie SUP-em od brzegu bez wchodzenia do wody nie jest wcale takie proste
Przeszedłeś już ruchome wydmy w Słowińskim Parku Narodowym? Widziałeś prehistoryczny las odsłonięty niedawno przez Morze Bałtyckie? Myślisz, że w okolicy ma już nic do roboty poza opalaniem się na plaży? Smołdziński Las, choć to istna oaza spokoju, może cię jeszcze zaskoczyć.

1. Zażyj relaksu w pensjonacie z klimatem

Smołdziński Las otoczony jest nie tylko przez Morze Bałtyckie i jeziora Łebsko i Gardno ale też przez Słowiński Park Narodowy. Z tego względu brak tu dużych hoteli, ale wcale nie oznacza, to, że nie ma tu miejsca do spania. Przeciwnie - wśród licznych tutaj agroturystyk i pensjonatów znajdziemy naprawdę urokliwe  miejsca z klimatem. Jednym z nich jest jest Pensjonat Kalmus. Rankiem na tarasie słychać tu śpiew ptaków, brzęczenie owadów oraz człapanie Łatki. Czarno-biały psiak podbiega do nowych gości i z wdziękiem przewala się na grzbiet, dopraszając o poranne głaskanie. Pensjonat stoi przy lasku, trochę na uboczu, choć w Smołdzińskim Lesie trudno właściwie mówić o jakimś centrum. Wieś tworzą rozrzucone wśród zieleni domy. Krystyna Batruch, właścicielka Kalmusa, opowiada, że za sprawą restrykcyjnych przepisów w parku narodowym i jego otulinie nie wystraszy nas warkot quadów i motorówek ani dyskoteki. Mówi, że czasem widuje zbłąkanych wczasowiczów z Łeby i Rowów. W klapkach, a niekiedy na szpilkach dźwigają dmuchane krokodyle i są zdziwieni, że trzeba iść tak daleko do plaży. Jednak głównie trafiają tu wtajemniczeni, którym chodzi nie tyle o morze, co o bliskość przyrody. Sama zauroczyła się tymi stronami przed laty i swój pensjonat postawiła właśnie tutaj.

Pensjonat Kalmus w Smołdzińskim Lesie

Pensjonat Kalmus w Smołdzińskim Lesie, fot. Artur Kot. 

2. Zjedz w ekologicznej knajpce w kontenerach

Podobna jest historia Asi Staszkiewicz i Magdy Winkowskiej. Dziewczyny otworzyły w Smołdzińskim Lesie ekologiczną restaurację Łąka. Przyjeżdżały tu od dziecka na niemal każde wakacje, a teraz same goszczą wczasowiczów. Też chcą wpasować się w otoczenie, więc kontenery, w których jest  kuchnia i jadalnia, pomalowały na sosnową zieleń. Większość gości będzie siedzi jednak na zewnątrz, w hamakach, na leżakach i kocach, czyli zgodnie z nazwą – na zielonej łące. Asia i Magda opowiadają, że jej przestrzeń wykorzystywana może być też na kino plenerowe i koncerty, choć te drugie z uwagi na bliskość parku narodowego będą w modnej ostatnio formie silent disco. Ich kuchnia jest mocno osadzona w lokalnych klimatach. Wykorzystują tak „bezużyteczne” składniki jak pędy sosny, młode pokrzywy czy miód z mniszka lekarskiego. W zmieniającym się menu nie brakuje również świeżych ryb. Te można dostać codziennie rano prosto od rybaków. Wystarczy wiedzieć, gdzie i kiedy przyjść.

NA TEMAT:

3. Zobacz rybacki połów

Rybacy wypływają o piątej rano, więc gdy inni dopiero piją w pracy pierwszą kawę, oni są już po fajrancie. Tona świeżo złowionych ryb posortowana do kolorowych skrzynek i załadowana na ciężarówkę zaraz wyruszy do przetwórni. Kto jednak zjawi w przystani w Gardnie Wielkiej się na przystani nieco przed dziesiątą, zobaczy, jak wypełnione rybami łódki dobijają do brzegu, a z sieci wysypują się okonie, leszcze czy karasie. Słychać szum trzcin, plusk lejącej się z węża wody i naturalnie rybaków dogadujących sobie nawzajem. Połów i sortowanie ryb można nie tylko obejrzeć, ale też uszczknąć z nich nieco dla siebie. Między rybakami przeciska się pani rozpytująca o węgorza. Dziś było go mało, ale znajdą się trzy nie najgorsze sztuki.

Rybacy z Gardny Wielkiej łowią w pojedynkę na niewielkich łodziach

Rybacy z Gardny Wielkiej łowią w pojedynkę na niewielkich łodziach, fot. Artur Kot. 

4. Odwiedź Krainę w Kratę

Wymuskane, czyste sieci (już bez ryb i ich zapachu) pooglądać można w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. W skansenie są też szałasy stawiane dawniej nad brzegiem morza, aby wykorzystać dobrą pogodę na połów i nie wracać każdego dnia do wioski. Oko cieszą stare domy szachulcowe w charakterystyczną kratę. Zbudowane bez piwnic i fundamentów, z dbałością o lekkość konstrukcji, tak by nie osiadały w piaszczystym i podmokłym gruncie. Przy nich suszy się poukładany w stosy, świeżo wydobyty torf. Słychać tu głównie klangor żurawi niosący się znad trzcinowisk wokół jeziora Łebsko.  

Kluki to jeden z ważniejszych punktów na szlaku Kraina w Kratę

Kluki to jeden z ważniejszych punktów na szlaku Kraina w Kratę, fot. Artur Kot. 

5. Posurfuj po rzece

Fani sportów wodnych od Łebska wolą mniejsze i nie tak zarośnięte Gardno. Do dyspozycji mają tylko ćwiartkę jeziora przy południowym brzegu. Ale granica chronionego obszaru nie jest przecież narysowana na wodzie, surfującym nieraz zdarza się wypuścić dalej. W latach 90. modne były deski z żaglem, teraz większość woli łapać wiatr w kolorowe latawce. Podmuchy na Gardnie są równie silne jak na Morzu Bałtyckim. Nawet gdy wiatru praktycznie nie ma, surfcamp nie da nam się nudzić. Można wypożyczyć kajaki i spłynąć Łupawą (w górnym odcinku jest wymagająca jak górska rzeka) albo pobawić się na SUP-ie, czyli w wiosłowanie na stojąco.

Łupawa, Odbicie SUP-em od brzegu bez wchodzenia do wody nie jest wcale takie proste

Łupawa, Odbicie SUP-em od brzegu bez wchodzenia do wody nie jest wcale takie proste, fot. Artur Kot. 

Zachęceni przez obsługę kempingu, zamiast kręcić się w kółko po jeziorze, startujemy na rzece. Deska SUP wywodzi się od surfingowej. Jest dużo lżejsza od kajaka, a przez to bardziej zwrotna. I wywrotna. Cały czas trzeba balansować, by nie zanurzyć się w rześkiej wodzie. Dodatkowym utrudnieniem jest nurt Łupawy. Tempo mamy więc bardziej ślimacze niż kajak, ale nam to odpowiada. Słychać tylko miarowy plusk wioseł. W tle delikatny szelest zarośli, roje owadów i mewy nad naszymi głowami. To najlepsza muzyka na wakacje, jaką można sobie wyobrazić.

Konno przez dolinę Viñales
Wyprawa tygodnia Konno przez dolinę Viñales

O poranku zostawiłam za sobą podniszczone kamienice Hawany i wyruszyłam na łono natury. Po opuszczeniu gwarnej stolicy, krajobraz zupełnie się zmienił. Ulicami ciągnęły stare ciężarówki, konne zaprzęgi, a nawet woły, które człapały z wolna.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.