Pomorze Zachodnie

Świnoujście: atrakcje polskiej twierdzy surferów

Bartek Kaftan, 19.06.2017

Stawa Młyny to symbol Świnoujścia

fot.: Julia Zabrodzka

Stawa Młyny to symbol Świnoujścia
Zaczynało jako port pruskiej marynarki i kurort dla cesarzy. Dziś w Świnoujściu panuje luźny, plażowy klimat.

Czasem bywa to pomnik – rzeźba miejscowego włodarza-dobrodzieja, wieszcza albo mitycznego stwora z herbu. Czasem wieża ratusza czy kościoła albo i cała budowla. Na rynku, deptaku, głównej alei – koniecznie gdzieś w centrum. W końcu to symbol.

W Świnoujściu symbol miasta stoi pośród morza. Cztery skrzydła wystawia ku falom, które przy silniejszym wietrze przelewają się przez falochron i rozbijają o podmurówkę. Dziś jest spokojnie, spacerowicze beztrosko robią sobie zdjęcia z białym wiatrakiem.

Ale nie ustawiono go ku uciesze wczasowiczów. Stawa Młyny od ponad 140 lat wskazuje kapitanom drogę do portu. A przy okazji, zwrócona twarzą ku horyzontowi, a plecami do ulic, podkreśla, że w Świnoujściu najważniejsze jest morze. W końcu to jedyne miasto w Polsce położone wyłącznie na wyspach. I jedyne bez lądowego połączenia z resztą kraju.

NA TEMAT:

Historia Świnoujścia

Świnoujście zrodziło się z portu. I z twierdzy – Piotr Piwowarczyk zaczyna opowieść o dziejach miasta. – W średniowieczu grody budowali tu Wolinianie, potem Duńczycy. Podczas wojny trzydziestoletniej Pomorze zdobyli Szwedzi, a w 1720 r. Wolin i Uznam odkupili Prusacy. Zapłacili krocie, ale uchodząca do Morza Bałtyckiego między wyspami Świna stała się dla nich oknem na świat. Założyli tu port do przeładunku towarów z pełnomorskich statków, dla których rzeka była za płytka.

Z czasem powstała i twierdza – ciągnie Piotr, gospodarz jej najstarszej części, Fortu Gerharda, i mieszczącego się w nim Muzeum Obrony Wybrzeża. – Prusacy długo nosili się z budową fortyfikacji. Przesądziła o niej wojna w połowie XIX w., kiedy to jedna duńska fregata wpłynęła do ujścia Świny i na kilka miesięcy zablokowała główny szlak handlowy. Pruscy generałowie uznali, że taka sytuacja nie może się powtórzyć. Wzniesiono reditę i półkaponierę – wskazuje ceglane budowle. – Zaraz się zresztą wszystkiego dowiecie – dodaje na widok grupy, z którą zwiedzimy fort.

Fort Gerharda

– Baczność! – wita nas przewodnik w mundurze fizyliera. Pruska twierdza, to i dryl pruski. Ruszamy jako grupa kadetów. Tunelem, ciasnym i zakrzywionym, by nie dało się przez niego strzelać, przeciskamy się na dziedziniec. W korytarzu prochowni omijamy zapadnie – pułapki na dywersantów

Sześćset sześćdziesiąt beczek prochu po 25 kg każda stało tu w temperaturze 10 stopni i wilgotności 55-60%. – I w całkowitej ciemności, by nie ryzykować wybuchu – dodaje przewodnik. – Prochowników obowiązywał 87-punktowy kodeks, w którym szczegółowo opisano wszystkie sekwencje wykonywanych w mroku ruchów.

Z placu prochowego idziemy na taras artyleryjski ze stanowiskami dla dział. – Kaliber 21 cm, pociski po 150 kg. 12-osobowa załoga oddawała salwę w trzy minuty – wylicza przewodnik. W kazamatach opowiada o nieudanych próbach samobójczych nieszczęśliwie zakochanego komendanta von Wedella, w redicie pokazuje mundur kanoniera i czapkę marynarza, mapy i kredki sztabowe, epolety i peryskopy – niektóre z dwóch tysięcy zgromadzonych przez muzeum eksponatów. Na koniec pałaszem pasuje wszystkich na fizylierów, wbiega na wał i wypala z armaty. – Ku chwale fortu! – krzyczą kadeci równo z wystrzałem.

– To była kompletna ruina: zarośnięte dziedzińce, budowle przykryte półtorametrową warstwą ziemi – Piotr Piwowarczyk pokazuje na zdjęciach, w jakim stanie przejęli twierdzę w 2001 r. Opuszczona, niszczała ponad 30 lat. – Gdy zaczęliśmy tu gospodarować, szukałem opracowań. Okazało się, że nikt się nią nie interesował. Znalazłem tylko kilkustronicową broszurę! A przecież to jeden z najlepiej zachowanych XIX-wiecznych pruskich fortów w Europie – podkreśla.

Świnoujście Fort Gerharda
Przewodnik w pikielhaubie szykuje się do salwy w Forcie Gerharda, fot. Julia Zabrodzka

Podziemne Miasto

Takich militarnych unikatów jest w Świnoujściu więcej. Jeden z najpilniej strzeżonych trafił pod opiekę Muzeum Obrony Wybrzeża w sylwestra 2013 r. – Kilka lat się o niego staraliśmy. Zgodnie z przepisami miał zostać zniszczony – opowiada ubrany w mundur kaprala Marcin Godek. – 30 grudnia zadzwonił telefon: „Jutro o czternastej przejmujecie obiekt!”. Okazało się, że sprawa musi zostać załatwiona do końca roku – śmieje się, prowadząc nas przez las porastający wydmy na obrzeżach Świnoujścia.

Nie rozumiemy jeszcze, o co było tyle zachodu. Gdzie okiem sięgnąć, tylko sosny, jałowce i jagody. I nic dziwnego, Podziemne Miasto należało do najtajniejszych obiektów w Polsce.

– W latach 30. Kriegsmarine wybudowała tu baterię artylerii. Po wojnie przejęli ją Polacy i połączyli schrony kilometrem tuneli – Marcin otwiera stalowe drzwi do podziemi. Ruszamy ciasnym korytarzem, mijamy maszynownię, agregaty, pomieszczenia łącznościowców pełne kabli i słuchawek. Na ścianie morze i okręty namalowane przez żołnierzy pragnących choć trochę oswoić betonowy labirynt. – Wartownicy nie mieli pojęcia, czego pilnują. Gdy pytaliśmy ich o podziemia, bezradnie rozkładali ręce – wspomina Marcin. Ich sekret znali tylko najwyżsi rangą wojskowi, którzy mieli dostęp do schronu B.

W półmroku pod pancerną kopułą widać stoły sztabowe i przezroczyste plansze. Na ścianach mapy, na nich strzałki, linie frontu, kierunki natarcia. I niepozorne obłoczki, czerwone albo niebieskie. Dopiero po chwili dociera do nas, że każdy z nich oznacza miejsce ataku jądrowego, radzieckiego lub amerykańskiego. Pod suchą formułką: „Położenie stron na ZTW o 20.00 25 maja”, kryje się 18. dzień III wojny światowej. Świnoujście wyznaczono na jedno ze stanowisk dowodzenia. Sztabowcy mieli pokierować stąd natarciem na Skandynawię.

Kurort Świnoujście

Bezleśny pas na wydmach ma kilkanaście, może 20 m szerokości. Po jednej stronie poszczerbione słupki z betonu, po drugiej drewniane paliki, między nimi rozpięta siatka z drutu i tabliczka. „Siedlisko gniewosza plamistego” – czytamy. Dowiadujemy się, że dawna ziemia niczyja to idealne miejsce dla chronionego gatunku węży. Że nie są jadowite. I że z zimnowojennego klimatu nic na granicy nie zostało.

Linię dawnych zasieków co rusz swobodnie przekraczają spacerowicze i rowerzyści. Najdłuższa w Europie transgraniczna promenada od sześciu lat wiedzie ze Świnoujścia do Ahlbecku, Bansinu i Heringsdorfu. Poza nią sąsiadujące kurorty łączy tradycja Kaiserbadów, sięgająca przełomu XIX i XX w. Były one wówczas ulubionymi kąpieliskami niemieckich i austriackich cesarzy oraz berlińskiej socjety. Wdychać bałtycki jod przyjeżdżali tu Tomasz i Henryk Mannowie, Maksym Gorki i Lew Tołstoj, z Bauhausu przybywał malarz abstrakcjonista Lyonel Feininger, z dalekiego Wiednia – Johann Strauss.

W Świnoujściu, po odkryciu wód solankowych, powstała nadmorska dzielnica uzdrowiskowa. Od centrum oddziela ją elegancki Park Zdrojowy, od morza – promenada z ciągiem przedwojennych sanatoriów. Jeszcze bardziej okazały rząd fasad podziwiamy w Ahlbecku. Wszystkie w bieli i pastelach. Jedne secesyjne, ozdobione wzorami kwiatowymi i twarzami kobiet, inne z klasycyzującymi tympanonami i pilastrami, jeszcze inne ze stromymi dachami w stylu szwarcwaldzko-alpejskim.

Prowadząca wzdłuż nich żwirowa alejka poszerza się w końcu w nadmorski skwer. Wśród przystrzyżonych drzew elegancki pan śpiewa operetkowe arie, w pawilonie restauracyjnym na molo pobrzękują kieliszki i filiżanki. Obok kuracjusze wchodzą na pokład „Adlera Vinety”, załoga oddaje cumy i mruży oczy, statek odpływa ku wiszącemu nisko słońcu. Secesyjny zegar na skwerze wybija szóstą, ale który to rok? Łatwo stracić poczucie czasu i zacząć wypatrywać wśród plażowych koszy gimnastykujących się dżentelmenów w pasiastych strojach kąpielowych albo wózka zaprzężonego w dwa bernardyny, który przed stu laty woził tu dzieci. Jutro przekonamy się, że obecnie na plażach Świnoujścia w modzie są zupełnie inne rozrywki.

Świnoujście
Plażowanie w stylu retro. W eleganckich koszach można opalać się i w Ahlbecku, i w Świnoujściu, fot. Julia Zabrodzka

Surfing w Świnoujściu

– Patrz, Adam leci na switcha! – Tomek wskazuje kolegę, który ślizga się wzdłuż plaży z tylną nogą postawioną z przodu. Potem sam rzuca deskę na wodę, biegnie za nią, wskakuje, na falce wybija się w powietrze. Samek sunie, balansując na jednej nodze. Sypią się triki i nazwy. Shuv-it, obrót deski, body varial, obrót ridera. Trudno nadążyć.

– Sam spróbuj – Tomek podaje mi deskę. Ruszam biegiem, wskakuję, na chwilę łapię równowagę i ląduję w morzu. A raczej na piasku, bo ślizgamy się po kilku centymetrach wody. Chłopaki mówią, że to optymalna głębokość do skimboardingu. – Mamy w Polsce jedną z największych scen. Za mekkę uchodzi Trójmiasto, tam rozgrywane są zawody Polish Skimboarding Open, kończące cykl pucharowy w Europie. Ale Świnoujście to też świetna miejscówka. Gdy morze lekko się cofa, tworzy się tu trzystumetrowa autostrada – Samek wskazuje szeroki łuk plaży od falochronu z wiatrakiem aż po szkółkę surfingową KiteJunkies.

Gdy zaczynali, żadnych szkółek nie było. Uczyli się na własnych błędach. Samek na skimboard trafił z deskorolki, Tomek trenował wcześniej capoeirę i akrobatykę. – Pewnego razu kumpel wrócił z Helu z deską. Tak mnie to wzięło, że uprosiłem go, by mi ją odsprzedał. Szliśmy w kilku nad morze, ślizgaliśmy się na zmianę godzinami, świata poza tym nie widzieliśmy – wspomina. – Mam tę naszą pierwszą deskę w garażu – śmieje się Samek. – Często chodziliśmy na małą plażę nad kanałem portowym. Większe statki zaciągają za sobą wodę i tworzy się świetna płycizna. Pewnie nie wiedzieli, że nam pomagają. Ale my zawsze im machaliśmy.

Potem rozjechali się po Polsce – Samek na AWF, Adam na logistykę. Latem wracali do domu, chodzili na plażę, gadali. Z tego gadania powstało Take It Easy. – Nigdy nie mieliśmy ciśnienia na rywalizację – przekonuje Samek, choć podczas ostatniej edycji Polish Skimboarding Open dotarł do półfinałów. – Gdy któremuś nie wychodził trik, mówiliśmy: „Stary, nie spinaj się, zrób to na miękko. Take it easy”. Została z nami ta nazwa – dodaje Tomek.

Ze szkółką jeżdżą po całej Polsce, uczą dzieciaki. – Tor można rozłożyć wszędzie: w parku, w mieście, nad rzeką. Ale prawdziwy klimat jest na plaży. A w Świnoujściu plaża jest wspaniała, szeroka – rozmarza się Samek. – No i piasek. Nigdzie takiego nie ma – w Chorwacji, Czarnogórze, na Krecie. Gdy wracam i czuję go pod stopami, aż chce mi się płakać.

Świnoujście
Samek, Tomek i Adam – ekipa Take It Easy w komplecie na plaży, fot. Julia Zabrodzka

Świnoujście praktycznie

Transport

Wschodnią i zachodnią część miasta łączą bezpłatne, kursujące całą dobę promy. Po dzielnicy nadmorskiej najprzyjemniej jeździ się rowerami. Wypożycza je i dowozi w uzgodnione miejsce firma Baltic Bike (26 zł/dzień, dowóz dodatkowo 5 zł). www.balticbike.pl

Statki Adler Schiffe pływają dwa razy dziennie do Ahlbecku, Bansinu i Heringsdorfu (bilet w jedną stronę – 55 zł, powrotny – 76 zł). www.adler-schiffe.de

Gdzie spać

Najlepiej w dzielnicy uzdrowiskowej, gdzie działa mnóstwo hoteli i pensjonatów, a także Camping Relax z domkami (w czerwcu od 190 zł/4-os., w VII-VIII od 245 zł) i miejscami na namioty (50 zł/2 os.). www.camping-relax.com.pl

Atrakcje Świnoujścia

Fort Gerharda najlepiej zwiedzać z przewodnikiem (ok. 75 min). Można wykupić bilet łączony (26 zł) i zobaczyć też Podziemne Miasto (ok. 2 godz.). www.fort-gerharda.pl

Warto wspiąć się na pobliską latarnię morską, najwyższą nad Bałtykiem (wieża ma 65 m). Wstęp – 6 zł. www.latarnia-morska.org

Na zachodnim brzegu Świny można zwiedzić Fort Anioła, gdzie odbywają się wystawy i koncerty. Bilet normalny – 9 zł. www.fortaniola.pl

Informacje o wydarzeniach organizowanych przez ekipę Take it Easy można znaleźć na profilu: www.facebook.com/tieskimboard Szkołę najróżniejszych sportów wodnych oraz wypożyczalnię sprzętu prowadzą KiteJunkies. www.kitejunkies.pl

Szwajcaria. Europejska stolica sztuki cz. 1
Wyprawa tygodnia Szwajcaria. Europejska stolica sztuki cz. 1

W trakcie naszej pierwszej podróży po Szwajcarii nastawiamy się z Mamą na obcowanie ze sztuką, co tutaj na pewno nie będzie nastręczać trudności. Zaczynamy od Bazylei, następnie trasa poprowadzi przez Zurych, Lucernę, Berno, Altdorf, Lozannę i Genewę.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.