Pomorze Zachodnie

Tropem historii Pomorza Zachodniego: Niechorze i Trzebiatów

Bartek Kaftan, 5.08.2015

Morze Bałtyckie: Niechorze

fot.: www.shutterstock.com

Morze Bałtyckie: Niechorze
W obu niepozornych miejscowościach tropienie historii Pomorza Zachodniego dostarcza mnóstwa przyjemności. Jej ślady widać niemal na każdym kroku.

Dwunastkę na Morzu Bałtyckim przeżyłem. Na pełnomorskim kutrze się pływało, nawet trzydzieści mil w Bałtyk wychodziliśmy – wspomina z dumą barczysty rybak. Dziś już nie łowi. Sprzedał kuter i w porcie w Dźwirzynie założył małą wędzarnię ryb. Mówi, że takich jak on jest więcej. Wielu zachęciły oferowane przez Unię Europejską odprawy, swoje zrobiły też ponoć limity połowów. Przy betonowym nabrzeżu cumuje tylko kilka niedużych kutrów. Wystrzępione chorągiewki trzepoczą na wietrze, ponad spłowiałymi od słońca i soli linami. Podobny widok wita nas w sąsiednim Mrzeżynie – tylko trzy czy cztery macierzyste kutry, poza tym pojedyncze ze Świnoujścia, Ustronia Morskiego, a nawet dalekiej Jastarni.

Niechorze

morze bałtyckie - niechorze

W Niechorzu (zdj. shutterstock.com), kolejnej z miejscowości nad Morzem Bałtyckim, utworzono nawet Muzeum Rybołówstwa, jakby w obawie, że ten prastary fach popadnie wkrótce w zapomnienie. W zabytkowej willi można zobaczyć najróżniejsze rodzaje sieci, przyrządy nawigacyjne, a nawet piasek z plaż Goa, Australii, Beninu, Azorów czy swojskiego Bornholmu.

Z wystawionych za szkłem dokumentów spoglądają uwiecznione na czarno-białych fotografiach twarze bałtyckich rybaków. Nie wszystko zamknięto w muzealnych gablotach. Z Niechorza na połowy wyruszają jeszcze dwie załogi. Nie ma tu typowego portu. Traktor z doczepioną stalową liną wyciąga wprost na plażę wysłużone kutry – NIE 4 i NIE 20, jeden zielony, drugi żółty. Kolor burt i sterówki to kwestia upodobań kapitana, ale barwę chorągiewek na bojach, do których przymocowane są sieci, precyzyjnie określają przepisy. – Te z czarnymi to sieci denne, można spokojnie przepływać górą, na czerwone trzeba uważać, mogą się wkręcić w śrubę – fachowo objaśnia długowłosy rybak i odcina łeb kolejnej flądrze.

XIX-WIECZNA LATARNIA MORSKA

Z przystani rybackiej ruszamy plażą na zachód, a po chwili zakosami wspinamy się na stromy, porośnięty lasem klif. To tu wznosi się symbol Niechorza – latarnia morska. Wybudowali ją w 1866 r. Niemcy, by wypełnić lukę w systemie nawigacyjnym między Świnoujściem a Kołobrzegiem. Ośmioboczna wieża, wyrastająca z ceglanego budynku z zielonymi okiennicami, uchodzi za jedną z najpiękniejszych latarni w polskiej części wybrzeża Bałtyku. W sezonie setki turystów wspinają się po przeszło 200 stopniach na taras, by podziwiać widok na morze, wydmy, klify i przybrzeżne jezioro Liwia Łuża. Maleńkie, pękate kutry na plaży wyglądają stąd jak rozrzucone w piasku zabawki.

NA TEMAT:

Trzebiatów

To nie pierwsza latarnia morska w tych stronach. Aby zobaczyć dawniejszą, jedziemy do Trzebiatowa, miejscowości położonej prawie 10 km od brzegów Morza Bałtyckiego. Przed wiekami na dzwonnicy tutejszego kościoła pw. Macierzyństwa NMP rozpalano światło, które wskazywało kapitanom statków drogę do portu.

Mierząca 90 metrów wieża i potężna bryła świątyni wyraźnie dominują nad resztą zabudowań i już z daleka przypominają przyjezdnym, że prowincjonalny dziś Trzebiatów był dawniej jednym z najważniejszych miast Pomorza. Wrażenie to potęguje okazały rynek. Ratusz z wieżą zegarową otaczają kilkusetletnie kamieniczki z ozdobnymi szczytami, o żółtych, zielonych, różowych fasadach.

BASZTA I MURY Z XIV WIEKU

Spacerujemy po placu, zaglądamy w zaułki, wreszcie jedną z pustych, wąskich uliczek docieramy pod Basztę Kaszaną i mury miejskie z XIV w. Trzebiatów rywalizował wówczas z sąsiednimi Gryficami o kontrolę nad szlakiem żeglugowym na Redzie. Spoglądając na potężne fortyfikacje, aż trudno uwierzyć, że wzniesiono je z powodu zatargu o leniwie płynącą w dole rzekę.

NAJSTARSZA APTEKA NA WYBRZEŻU I NIETYPOWE SGRAFFITO

Ale w Trzebiatowie wiele kamienic i świątyń skrywa tajemnice, których na pierwszy rzut oka nie zdradza ich współczesny wygląd. Przy rynku, pod numerem 5, wciąż działa najstarsza ponoć apteka nad Bałtykiem, a w niepozornej kaplicy św. Ducha w 1534 r. obradował sejm, który uchwalił wprowadzenie protestantyzmu w całym Księstwie Pomorskim.

Na bocznej ścianie kamienicy pod numerem 26 nieznany artysta uwiecznił inny epizod z dziejów miasta. Czarno-białe sgraffito przedstawia słonicę z odrobinę za małym łbem i potężnym zadem. Słonica Hansken urodziła się na Cejlonie. Do Europy trafiła jako podarunek dla władcy Niderlandów. Fryderyk nie wiedział, co począć z tak osobliwym prezentem. Użytek z egzotycznego zwierzęcia zrobił dopiero pewien treser. Jego także uwiecznił trzebiatowski malarz – stoi obok Hansken, która sięga po leżący na ziemi rapier. Słonica świetnie władała bronią. Najwyraźniej to właśnie numer z fechtunkiem był gwoździem programu podczas występu w Trzebiatowie w 1639 r. Ciekawe, czy Hansken zaprezentowała też inne sztuczki? Potrafiła ponoć strzelać z muszkietu, wymachiwać flagą, podnosić trąbą pieniądze.

Nazywa się Pico del Teide
Wyprawa tygodnia Nazywa się Pico del Teide

By wejść na sam brzeg krateru, na 3718 m npm potrzebne jest zezwolenie z dyrekcji Parku Narodowego. To jest wydawane bezpłatnie w wielu biurach turystycznych na wyspie.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.