BAHAMY

Kurs na Bahamy! Wakacje na wyspie Eleuthera

Bartek Kaftan, 20.12.2016

Grobla w Governor’s Harbour łączy stały ląd z Cupid’s Cay, gdzie domy budowali pierwsi osadnicy

fot.: Julia Zabrodzka

Grobla w Governor’s Harbour łączy stały ląd z Cupid’s Cay, gdzie domy budowali pierwsi osadnicy
Na wyspie Eleuthera są palmy, turkusowy ocean, białe plaże. Ale to nie dla nich ludzie z najdalszych stron świata od wieków ciągną na tę wyspę Bahamów, by spędzić tu nie tylko wakacje lub całe życie.

Najpierw pojawia się kreska – cieniutka, pionowa, tuż nad widnokręgiem. Potem kolejne, skupione po kilka to tu, to tam. W końcu cały horyzont jeży się słupkami jak wykres sejsmografu. Wydaje się, że świat pęka i rozłazi się na szwie. Kreseczki pęcznieją, zlewają się w jedno długie pasmo. A więc tak to wygląda. Pierwszy raz żegluję po oceanie. Pierwszy raz widzę, jak w szczelinie między wodą a niebem rodzi się wyspa.

Odkładam lornetkę, sięgam po mapę. Długa kreska to pewnie wieża telekomunikacyjna w Tarpum Bay, garb po lewej – wzgórza w Governor’s Harbour. Z locją łatwiej odczytać tę abstrakcję. Myślę o tych, którzy kilkaset lat temu płynęli tu w nieznane. Całymi dniami modlili się, by ląd okazał się żyzny, zasobny w słodką wodę i drewno. Aż wreszcie jakiś marynarz krzyknął z rei: „Ziemia!”. Rzucili się do falszburty, wyciągali głowy, wpatrywali w chimerę wyspy na horyzoncie. Wiedzę o niej mieli żadną, za to nadzieje wielkie. Już wcześniej nazwali ją Eleuthera, od greckiego słowa „wolność”.

NA TEMAT:

Bahamy: Historie z wyspy Eleuthera

Silnik wyje wściekle. Chłopak pochyla się nad kierownicą, motor gna groblą i znika wśród zabudowań na lądzie. Nad zatoką zapada cisza. Nie na długo – za chwilę pruje z powrotem na wysepkę. Tam wzrokiem śledzi go banda chłopaków. Sączą na spółkę kilka piw i patrzą, jak ten na motorze objeżdża miasteczko dookoła piąty raz w ciągu kwadransa. Na drinki i rum w barze u Ronniego pewnie ich nie stać. Frachtowiec pocztowy dawno odpłynął, wieczór dopala się najcudowniejszym z różów. Lepszej rozrywki w Governor’s Harbour, stolicy Eleuthery, dziś już nie będzie.

– To najstarsza osada na całych Bahamach. Tu obradował pierwszy parlament – podkreśla Alfija, którą spotykam nazajutrz w Haynes Library, ponadstuletniej miejskiej bibliotece. O miasteczku mówi „osada” nie tylko ze względu na rozmiary. Określenia tego używają mieszkańcy kilkunastu innych miejscowości Eleuthery, nanizanych na pas lądu długi na 180 km i na ogół nie szerszy niż 2 km. Nie „towns”, nie „villages”, tylko „settlements”. Jakby pionierski duch był ciągle żywy.

– Tam się osiedlili, na drugim końcu grobli – opowiada Alfija, wskazując na połączoną z lądem wysepkę, gdzie wczoraj chłopcy pili piwo. Kawał skały długi na 600 m, szeroki na 200. Przybyło ich kilkudziesięcioro – sami purytanie, Anglicy z kolonii na Bermudach. Gdy władzę przejęli tam prezbiterianie, archipelag okazał się za mały dla dwóch wyznań. Purytanie sprzedali dobytek, kupili statek, załadowali go żywnością, narzędziami i bronią. Angielscy kapitanowie powiedzieli im o tajemniczych wyspach. Powiedzieli też, że są bezludne – Arawaków, zamieszkujących dawniej Bahamy, hiszpańscy konkwistadorzy wybili albo wywieźli na plantacje. Ta wiedza purytanom wystarczała. W akcie założycielskim The Company of Adventurers przyznali sobie działki ziemi, której żaden z nich nie widział na oczy. Podzielili zyski z ewentualnych kopalni, zawarowali wolność religijną, na jej cześć nazwali odległy ląd i w 1648 r. ruszyli w morze.

Spanish Wells ma piękną plażę, ale hoteli działa tu niewiele. Miejscowi utrzymują się głównie z połowów

Bahamy, Spanish Wells ma piękną plażę, ale hoteli działa tu niewiele. Miejscowi utrzymują się głównie z połowów, fot. Julia Zabrodzka

Nie wiadomo, czy chcieli trafić właśnie na tę spośród kilkuset wysp tego archipelagu na Karaibach. Może po wielu dniach rejsu na widok ziemi stracili czujność? Może rozpętał się sztorm? Jak by nie było, pokonawszy prawie tysiąc mil, statek roztrzaskał się o rafy u brzegów Eleuthery. W falach przepadł jeden z osadników i znaczna część zapasów. Ocalała szalupa z żaglem, na której przywódca ekspedycji, William Sayle, z ośmioma mężczyznami wyruszył po pomoc dooddalonej o kilkaset mil angielskiej kolonii w Wirginii. Gdyby nie jej wsparcie, przygoda Adventurers skończyłaby się szybko. Ale i tak nie było łatwo. Kopalnie okazały się mrzonką, ziemia kamienista i zarośnięta buszem. Gdy po roku przypłynął okręt, by sprawdzić, jak radzą sobie pionierzy, prawie połowa z ulgą porzuciła niedoszły raj.

Więcej o Bahamach przeczytasz w styczniowym wydaniu magazynu Podróże.

Podróże 1/2017

STANĄĆ BOSYMI STOPAMI NA CIEPŁYM PIASKU …. W LUTYM …. BEZCENNE!!
Wyprawa tygodnia STANĄĆ BOSYMI STOPAMI NA CIEPŁYM PIASKU …. W LUTYM …. BEZCENNE!!

Gdy wsiadaliśmy do samolotu w Polsce było -23°C. Ubrana w ciepłą kurtkę i czapkę, szłam po zaśnieżonej płycie lotniska w balerinkach.....

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.