RIO DE JANEIRO

Rio de Janeiro – Copacabana vs. fawele

Joanna Szyndler, 11.04.2016

Copacabana w Rio de Janeiro

fot.: www.shutterstock.com

Copacabana w Rio de Janeiro
Do słońca i dobrej zabawy prawo ma każdy carioca, nieważne czy mieszka w faweli, czy w apartamencie na Ipanemie. Są chwile w Rio de Janeiro, gdy kontrasty stają się mniej widoczne.

Plaże w Rio de Janeiro

„Do pracy biegnie się w kostiumie kąpielowym pod ubraniem i chwilę przed wejściem do biura można jeszcze poserfować. To tutaj zupełnie normalne”, mówi Dayane, która urodziła się i wychowała w Rio de Janeiro. Gdy pracowałam zaraz przy Copacabanie bardzo często wykorzystywałam przerwy na pływanie czy plażowanie”, wspomina z utęsknieniem. W położonym nad Zatoką Guanabara Rio de Janeiro plaże ciągną się kilometrami. Ta najsłynniejsza – Copacabana z widokiem na Głowę Cukru, samotną, szpiczastą górą, będącą symbolem Rio, obrosła w legendy, wygrała niejeden ranking na plażę „naj”.

Ci, którzy wolą więcej spokoju, miejsca mniej turystyczne i zdecydowanie czystsze, wybierają plaże Leblon czy Botafogo. My decydujemy się spędzić dzień na Ipanemie. Choć to środek tygodnia plaża pełna jest ludzi, zarówno różowych turystów, jak i śniadych cariocas, czyli mieszkańców Rio de Janeiro, ubranych w mikroskopijne kostiumy kąpielowe, którzy potrafią całymi godzinami i rodzinami przesiadywać nad oceanem. Tak jak i oni sączymy chłodne mleczko wprost z orzecha kokosowego, wpatrując się w fale oceanu.

NA TEMAT:

Atrakcje Rio de Janeiro

Corcovado

Rio de Janeiro

Rio de Janeiro (shutterstock.com)

Kolejnego dnia ruszamy na odkrycie największych atrakcji Rio de Janeiro. Niewielkim busem, przez tropikalny las wjeżdżamy prawie na sam szczyt wzgórza. Pod stopy Chrystusa Zbawiciela prowadzą jeszcze ruchome schody. Tłum turystów jest niewyobrażalny, przecież każdy odwiedzający miasto pragnie znaleźć się na szczycie Corcovado. I nic w tym dziwnego, widok na 12-milionowe Rio de Janeiro położone na wzgórzach jest niesamowity!

Ogród botaniczny

Wprost z Corcovado udajemy się następnie do Ogrodu Botanicznego, założonego dwa wieki temu, kiedy Rio de Janeiro było rzeczywistą stolicą królestwa Portugalii. Mijamy krzewy herbaciane, goździkowce i ananasy, aby na koniec przejść się aleją 134 królewskich palm. Natomiast plan na popołudnie to Santa Teresa.

Santa Teresa

„Lapa to królestwo muzyki, na Ipanemie mieszkają pisarze i aktorzy, Santa Teresę upodobali sobie malarze i rzeźbiarze”, mówi Andre de la Cruz, scenarzysta i reżyser teatralny, urodzony w Rio de Janeiro. W porównaniu z innymi dzielnicami miasta jest tu cicho i spokojnie, brukowane, wąskie uliczki prowadzą między willami. W XIX i na początku XX wieku swoje rezydencje budowali tu najbogatsi mieszkańcy Rio, do dziś istnieje tu wiele galerii i artystycznych kafejek. Do jednej z nich wchodzimy na caipirinię, narodowy drink brazylijski z limonką, cukrem trzcinowym i cachasą – wódką na bazie soku trzcinowego.

Lapa

Możliwości spędzenia wieczoru w Rio de Janerio są jednak tysiące. „To miasto słynie z życia nocnego”, mówi Dayane. „Jednym z najlepszych miejsc na wieczór jest Circo Voador (www.circovoador.com.br) na Lapie ze świetnymi koncertami i imprezami”. O dzielnicy Lapa świat usłyszał dzięki filmowi „Madame Sata”, opowiadającemu o drag queen, złodzieju i kameleonie w jednej osobie, który swoją karierę rozpoczął w spelunkach Lapy. Wraz z popularnością wśród turystów zniknęła podejrzana i zadymiona atmosfera dzielnicy, to wciąż jednak najlepsze miejsce na wieczór z muzyką na żywo, w kameralnej atmosferze, przy dźwiękach bossa novy.

Fawele

„Teraz jest tu fawela, czy też neofawela. Zbudowana z cementu, uzbrojona w ciemne zaułki i złowrogą ciszę, z krzykami przerażenia u zbiegu ulic i niepewnością na rozstajach. Nowi mieszkańcy przynieśli ze sobą śmieci, puszki, skundlone psy, (…), targi w środy i w niedziele, stare robaki w dziecięcych brzuchach, rewolwery, zawieszonych na szyjach orixas, kury na ofiarę, sambę, hazard loterii zwierzęcej, głód, zdradę, śmierć, krzyżyki z Jezusem na zerwanych łańcuszkach, biedę, która chce się wzbogacić”, opisuje fawele Paulo Lins w książce, która stała się podstawą dla fabuły głośnego filmu Katii Lund i Fernanda Meirellesa „Miasto Boga”.

W Rio de Janeiro dzielnice biedy, prowizoryczne domki porastające wzgórza miasta bezpośrednio sąsiadują z luksusowymi hotelami i biurowcami. Ze względu na położenie kontrast ten jest tu widoczny jak nigdzie indziej. Umacniany przez liczne filmy, teledyski i wiadomości o porachunkach policji z gangami narkotykowymi wizerunek faweli stał się jednym z symboli Rio de Janeiro. Zaczęto również organizować wycieczki turystyczne do objętych programem państwowym Unidade de Polícia Pacificadora, najbezpieczniejszych faweli.

Program ma na celu uspokojenie dzielnic biedy, ich rozwój, zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom – mówi Andre. – Łatwo oczywiście nie jest. Gdy wypędzi się gang narkotykowy z jednej faweli, od razu zaczyna on rządzić w dwóch sąsiednich.

O zorganizowanych wycieczkach do faweli Paweł Kucharczuk, prezes Fundacji Kultury Brazylijskiej "Macunaima", wyraża się bardzo dosadnie: „fascynacja bogatych biedą ma w sobie coś z sadyzmu.” „A może to zwykła ludzka ciekawość, chęć poznania, zobaczenia innego życia...”, tłumaczę ciekawskich. A właściwie to tłumaczę samą siebie, wspominając, jak i mnie ciągnęło w zaułki faweli.

Fawele w Rio de Janeiro

Fawele w Rio de Janeiro (shutterstock.com)

Ciemna strona Rio de Janeiro

Taksówką wjeżdżamy w ciemne i kręte uliczki. Jedziemy wraz z poznanym na couchsurfingu Augustem, u którego śpimy w luksusowym apartamencie w Ipanemie i jego kolegą Francuzem Mathiasem, który na Lapie otworzył kawiarnię. Ulica robi się tak wąska, że musimy wysiąść z taksówki i dalej iść na piechotę. Maszerujemy razem z grupą młodych ludzi, stukają obcasy dziewczyn ubranych w błyszczące topy i spódniczki tak mini, że ledwo co zakrywają pośladki. Z tłumu wyróżniamy się wszystkim: ciuchami, kolorem skóry, zachowaniem pełnym zdezorientowania, ciekawości i obawy. Na szczęście nikt nie zwraca na nas uwagi, wszyscy zajęci są sobą, krzyczą, śpiewają, poszturchują się.

Po kilku minutach docieramy na plac, który cały drży, podskakuje w rytm ostrego funku. Jest sobota, po północy, gorąco, głośno, że uszy bolą. Impreza w faweli dopiero się rozkręca. Namówił nas na nią Mathias. „Będzie świetnie i bezpiecznie, nic nie ma prawa się wam stać”, uspokaja, widząc nasze podekscytowane i zarazem pełne obaw twarze. „Białasy z bogatych dzielnic to główni klienci narkobiznesu. Jeśli gościowi coś się stanie, pójdzie fama, biznes ucierpi, a odpowie za to sprawca kradzieży czy pobicia, a także cała jego rodzina. Dla wszystkich wyrok śmierci”. Po tym „uspokojeniu” boję się jeszcze bardziej. Trudno, idziemy.

Funk carioca narodził się w fawelach Rio de Janeiro, ale ze zwykłym funkiem niewiele ma wspólnego. Od lat 90. towarzyszy praktycznie wszystkim imprezom w biednych dzielnicach miasta. Mocna muzyka, wyraźny rytm, teksty o seksie, przemocy, niesprawiedliwości, rasizmie. Z całej ściany głośników ustawionych przy placu, bez ustanku, na cały regulator leci funk carioca. Wokół placu przez całą noc otwarte są sklepiki, sprzedają piwo, kanapki. W bocznych uliczkach odchodzących od placu poustawiano też puste stoliki, przy których stoją rośli mężczyźni w kapturach i okularach przeciwsłonecznych. „Klient musi wiedzieć, na co ma ochotę, towar jest zbyt cenny, by wykładać go niesprana blat”, tłumaczy Mathias.

Nagle tańczący tłum rozstępuje się i przez szpaler przechodzi banda dzieciaków. Zamieram z przerażenia. Co drugi trzyma w ręku karabin lub pistolet, którym wymachuje w rytm muzyki. „Spokojnie, to najbezpieczniejsza część imprezy, takiej ochrony, jak tu i teraz, nie ma w całym Rio de Janeiro”, na Mathiasie całe wydarzenie nie robi wrażenia. Po dzieciakach idą poubierani w luźne bluzy, czapki z daszkiem i złote łańcuchy mężczyźni. Wyglądają nie tyle jak amerykańscy raperzy, co jak ich parodia. Po chwili znikają, tłum znów zwiera się w masę, impreza jak gdyby nigdy nic toczy się dalej, wszyscy przypomnieli sobie, kto tu rządzi, można w spokoju tańczyć. Moja zwykła ludzka ciekawość, by zobaczyć fawele, została zaspokojona aż nad to.

W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów
Wyprawa tygodnia W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów

Plan zakłada cztery dni w Tarnopolu i sześć w Kijowie. Choć już w drodze wiem, że mi się spodoba, ani na chwilę nie przychodzi mi na myśl, z jak niezwykłą serdecznością się tu spotkam i jak wiele mnie zadziwi.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.