CHINY

Jedna wycieczka do Chin nie wystarczy, by zrozumieć ten kraj

Karolina Tomas, 14.06.2017

Groty Yungang w okolicach Datong

fot.: Karolina Tomas

Groty Yungang w okolicach Datong
Czy krótka wycieczka do Chin wystarczy, by zrozumieć ten kraj? Cudzoziemcowi może być trudno. Kiedy obraz zaczyna tworzyć całość, trafia się element, który do niczego nie pasuje. Brakującym spoiwem jest skradziona przeszłość.

Nad ranem niebo było błękitne, teraz Xi’an stopniowo tonie w szarości. Smog nie pomaga docenić nielicznych śladów dawnej chwały. Znane niegdyś jako Chang’an miasto było siedzibą chińskich dynastii, początkiem i końcem Jedwabnego Szlaku. Dziś wciąż jest stolicą, ale prowincji Shaanxi w środkowej części kraju.

Pierwszy spacer po ulicach metropolii przytłacza. Poruszam się w obrębie murów miejskich, które pamiętają czasy dynastii Ming (1368-1644). Początkowo trudno zorientować się w terenie, pytania o drogę zadane w języku angielskim – nawet w informacji turystycznej – pozostają bez odpowiedzi, porozumiewanie się na migi też nie idzie gładko.

NA TEMAT:

Błądzę wśród podobnych do siebie, ponurych biurowców, nie mogę odnaleźć nazw przecznic na mapie (nie wszystkie zapisane są również alfabetem łacińskim), bezskutecznie próbuję dotrzeć do pierwszego zabytku. Zrezygnowana macham na taksówkę. Na szczęście nie są tu bardzo drogie, choć w porównaniu z cenami komunikacji publicznej poruszanie się nimi wydaje się niepotrzebnym luksusem.

Pokazuję kierowcy akapit w przewodniku opisujący Wielką Pagodę Dzikich Gęsi, w nawiasie znajduje się chiński zapis nazwy. Kiwa głową, pozostaje mu zaufać.

Atrakcje Xi'an

Buddyjska pagoda jest jednym z symboli Xi’an. Została wzniesiona w VII w. Przechowywano tu sutry i figurki Buddy przywiezione z Indii przez Xuanzanga – chińskiego podróżnika i tłumacza. Obiekt był kilkukrotnie przebudowywany. Obecnie ma siedem kondygnacji i jest niezłym punktem obserwacyjnym. Znajduje się przy świątyni Da Ci’en, gdzie wciąż można spotkać mnichów oraz praktykujących buddystów. Otoczony współczesną architekturą kompleks wygląda jak wyrwany z kontekstu.

Podobne odczucie towarzyszy mi podczas wędrówki po miejskich murach. Można przemierzyć je pieszo lub rowerem. Z głośników sączy się dawna chińska muzyka, ale brzmi dość groteskowo zagłuszana przez dźwięk klaksonów i ryk silników. Panorama miasta i z tej perspektywy przygnębia.

Wszystko zmienia się po zmroku. Szarość nieba ustępuje miejsca granatowi, potem głębokiej czerni. Jaskrawe neony rozświetlają bure fasady, zabytki przyćmiewają nowoczesne, nijakie gmachy. Na schodach i placu w pobliżu Wieży Dzwonu gromadzą się ludzie. To najlepsza pora na wizytę w dzielnicy muzułmańskiej. Wystarczy minąć pobliską Wieżę Bębna, by znaleźć się w innych Chinach – kolorowych, pachnących i smakowitych.

Jedwabnym Szlakiem wędrowały nie tylko towary, ale też kultury i religie. Tak Państwo Środka poznało islam. Dziś społeczność Hui (chińskich muzułmanów) jest jedną z 55 uznanych oficjalnie mniejszości w kraju. Wracam tu w ciągu dnia, by zwiedzić Wielki Meczet z VIII w. Na próżno wypatrywać minaretów, budowli daleko do architektury znanej z krajów arabskich. W świetle dziennym dzielnica traci urok – nie odwiedzić jej nocą to jakby nie odwiedzić jej wcale.

Dzielnicę muzułmańskę w Xi'an najlepiej odwiedzić wieczorem

Dzielnicę muzułmańską w Xi'an najlepiej odwiedzić wieczorem, fot. Karolina Tomas

Terakotowa Armia

Xi’an może poszczycić się jeszcze jedną atrakcją, która sprawia, że miasto jest mocnym punktem na turystycznej mapie Chin. W 1974 r. podczas drążenia studni chłopi natknęli się na dziwne znalezisko. Spod ziemi wyłoniły się naturalnej wielkości głowy z terakoty. Archeolodzy dotarli do kolejnych figur. Przedstawiały wojowników – setki, tysiące terakotowych żołnierzy.

Ich wykonanie zlecił w III w. p.n.e. cesarz Qin Shi. Kazał pochować się z posągami. Armia prawdopodobnie miała go strzec i pomóc mu wrócić do władzy w życiu pozagrobowym.

Wojowników można zobaczyć w muzeum w dzielnicy Lintong, gdzie turystów dowożą autobusy z okolic dworca kolejowego. Znalezisko podzielono na trzy sektory.

„Trójka” nie jest duża, ale można przyjrzeć się paru żołnierzom i terakotowym koniom. Drugi jest znacznie większy, ale prawie nie widać figur – prace wykopaliskowe wciąż trwają. „Jedynka” przypomina wielki hangar. Z tarasu widokowego żołnierze robią groźne wrażenie. Ponoć każdy ma inny wyraz twarzy – do każdej rzeźby miał pozować inny człowiek. Z tej odległości trudno to stwierdzić. Sektor można obejść dookoła, po minięciu kilku rzędów wojowników patrzy się już głównie na skorupy, z których rekonstruowana jest armia. To jak układanie trójwymiarowych puzzli, przy czym pasujący element trzeba wyłowić z tysięcy podobnych.

Terakotowa Armia
Terakotowa Armia jest jedną z największych atrakcji Xi'An, fot. Karolina Tomas

Wycieczka do dawnych Chin: Pingyao

Założone w XIV w. Pingyao ma być idealnym przykładem miasta z czasów dynastii Ming i Qing. Wówczas był to ważny ośrodek gospodarczy, który przyczynił się do rozwoju prowincji Shanxi. Jednym z cenniejszych obiektów jest Rishengchang, uznawany za pierwszy bank Chin. Można zwiedzić wiele zabytkowych rezydencji i kilka świątyń. Główne ulice wpisanego na listę UNESCO miasta za dnia przypominają skansen. Wystarczy jednak odbić w boczne alejki, by zobaczyć zrujnowane domy, sterty gruzów i śmieci.

Do Pingyao przyjeżdża się ponoć odnaleźć dawne Chiny, te z wyobrażeń i mitów o smokach. Nie jest to wcale takie proste. Rewolucja kulturalna zapoczątkowana w 1966 r. przyczyniła się do zrujnowania wielowiekowego dziedzictwa. W całym kraju niszczono świątynie, zabytki, meble, księgi, dokumenty – przechowywanie jakichkolwiek pamiątek było uznawane za burżuazyjne zapędy. Władze i czerwonogwardziści postarali się, by zatrzeć pamięć o przeszłości, odebrać Chińczykom tożsamość i tym samym stworzyć podwaliny pod nowe, socjalistyczne społeczeństwo.

Spacerując po dziedzińcach rezydencji sprzed kilkuset lat, trudno pozbyć się uczucia przemijania. Takich Chin już nie ma. Tiziano Terzani pisał, że zanim komuniści doszli do władzy w 1949 r., prowincja Shanxi była jednym wielkim muzeum. Znajdowało się tu niemal 80% wszystkich chińskich świątyń. „Obecnie jest smutnym, usianym ruinami cmentarzyskiem” – kwitował w latach 80. włoski reporter.

Wieczorem Pingyao bliżej do kiczowatego jarmarku. Kolorowe reflektory podświetlają stare mury, z barów huczy muzyka elektroniczna, w innych króluje karaoke. Obok sklepu z winylami młoda kobieta wybija na tam-tamie własny rytm do chińskiej melodii. Trochę dalej można wsiąść do symulatora jazdy rollercoasterem lub wstąpić do salonu masażu. Jest tu wszystko, prócz przeszłości. Jakby ktoś próbował wskrzesić trupa, ale nie pamiętał, kim był za życia.

Wieczorem Pingyao zmienia się nie do poznania

Pingyao nocą, fot. Karolina Tomas

Datong i okolice

Prowincja Shanxi była kolebką ludu Han, z którego wywodzą się niemal wszyscy Chińczycy. Jeden z najdawniejszych ośrodków chińskiej kultury w dużej mierze zrujnowali komuniści. „Stara” część Datong powstaje niemal od zera. W bocznych uliczkach wciąż widać gruzy, z których podnosi się zrównane z ziemią zabytki.

W pobliżu przetrwały jednak wyraźne ślady dawnej świetności. Do grot Yungang dojeżdżam autobusem miejskim. W ponad 250 jaskiniach znajduje się łącznie kilkadziesiąt tysięcy posągów Buddy. Większość pochodzi z V i VI w. Buddyzm przybył do Chin z Indii, we wczesnych rzeźbach widać obce wpływy.

Tylko część grot udostępniono zwiedzającym. W trzeciej ludzie sięgają Buddzie do połowy łydki. By przyjrzeć się jego twarzy, trzeba mocno zadrzeć głowę. Kolejne jaskinie oczarowują jeszcze bardziej. Największy posąg mierzy 17 metrów, malutkich przedstawień Buddy jest jednak znacznie więcej. W niektórych wnękach ich rzędy ciągną się od ziemi aż po sklepienie. Jakby żal było marnować choć skrawek skały.

Dojazd do Xuankong Si (Wiszącej Świątyni) jest nieco bardziej skomplikowany. Decyduję się dzielić taksówkę z rodziną z Nowej Zelandii, którą poznałam jeszcze w Pingyao. Dotarcie na miejsce zajmuje ponad godzinę. Budowlę widać z daleka. Wygląda, jakby ktoś przyczepił ją do pionowej ściany skalnej tylko na chwilę. Minęło jednak 1500 lat, a ona dalej trwa w zawieszeniu ponad 50 m nad ziemią. Takie usytuowanie miało chronić ją przed powodziami.

Wisząca Świątynia wisi ok. 50 m nad ziemią

Wisząca Świątynia, fot. Karolina Tomas

Wisząca Świątynia jest miejscem kultu trzech wielkich religii Chin: buddyzmu, taoizmu i konfucjanizmu. Spaceruję wąskimi korytarzami w wielkim ścisku. Barierka oddzielająca turystów od przepaści w wielu miejscach nie sięga nawet pasa. Przed falą ludzi nie ma gdzie uskoczyć – do wnęk wykutych w skalnych zagłębieniach można tylko zajrzeć. Wypełnia je ponad 80 posągów świętych mężów trzech wyznań.

Pokolenie Chińczyków dorastało w odseparowaniu od historii, tradycji i religii. Być może dlatego dziś zwiedzam świątynię w takim tłumie. Może dlatego chińscy turyści łapczywie fotografują każdą rzeźbę. Przeszłość znów jest ciekawa. Nawet jeśli została ocenzurowana.

Wycieczka do Chin praktycznie

Loty

Korzystając z oferty linii Finnair, z Warszawy można dolecieć m.in. do Pekinu, Szanghaju, Xi’anu czy Chengdu. Rozbudowana siatka połączeń umożliwia zaplanowanie wycieczki objazdowej bez konieczności wracania do punktu startowego.

Przy wczesnej rezerwacji cena biletu na trasie Warszawa – Xi’an i Pekin – Warszawa może wynieść poniżej 2500 zł. Loty z przesiadką w Helsinkach (www.finnair.com).

Pociągi

Po Chinach najwygodniej podróżować koleją. Pociągi dużej prędkości umożliwiają pokonywanie znacznych dystansów w krótkim czasie, trzeba liczyć się jednak z większym kosztem niż w przypadku podróży regularnymi liniami. Do wyboru jest wiele klas.

Przemieszczanie się koleją jest bardzo popularne wśród Chińczyków, na obleganych trasach warto zarezerwować bilety wcześniej, np. za pośrednictwem agencji (do ceny podstawowej doliczana jest prowizja). Sama korzystałam ze strony www.travelchinaguide.com, polecana jest również www.ctrip.com. Bilety będą czekać na dworcu, mogą też zostać dostarczone pod wskazany adres.

Zwiedzanie

Wstęp do turystycznych atrakcji jest dość drogi. Na przykład, by zobaczyć Terakotową Armię, trzeba zapłacić 150 CNY (prawie 90 zł). Zwiedzanie Pingyao to koszt 130 CNY – bilet jest ważny trzy dni i upoważnia do wstępu do wszystkich zabytków.

Atoklinten - święta góra Samów
Wyprawa tygodnia Atoklinten - święta góra Samów

Jest w górach coś niezaprzeczalnie pięknego i kojącego. Jakaś tajemnicza siła, która pcha nas na sam szczyt, pomimo że ciało odmawia już posłuszeństwa i błaga o odrobinę odpoczynku. Góry niezależnie od swojej wysokości przyciągają jak najlepszy magnes.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.