KATAR

Doha – stolica na piasku. Zobacz, jak na pustyni wyrosło miasto

Joanna Szyndler, 14.02.2017

Doha z lotu ptaka

fot.: www.shutterstock.com

Doha z lotu ptaka
Doha powstała nagle, bez zapowiedzi. I chyba do końca jeszcze nie może uwierzyć w to, że istnieje.

Na fotografii widać przede wszystkim piach. Biały, gruby pasek przecina zdjęcie. Pierwszy plan stanowi droga, chyba asfaltowa, ale w oczy najbardziej rzuca się właśnie piach i pustka. Cienkie palmy w tle powyginane są od wiatru. Na ostatnim planie, wśród tej rachitycznej roślinności, widnieją dwa budynki. Jeden jest w budowie, ma dopiero trzy piętra. Drugi jest już skończony. To zapowiedź lepszego życia – pięciogwiazdkowa piramida z 371 pokojami, 26 salami konferencyjnymi, 9 restauracjami. Jest początek lat 80. Na pustkowiu powstaje hotel Sheraton.

NA TEMAT:

Doha – wymyślona stolica

– To jedno z najpopularniejszych zdjęć. Bardzo dobrze sprzedaje się w zestawie ze współczesną panoramą wybrzeża – opowiada Filipinka z zakładu fotograficznego na suku. Linia drapaczy chmur o kosmicznych kształtach w zestawieniu z piachem i pustą ulicą na wszystkich robi wrażenie. Dla podkreślenia efektu podkręcono kolory współczesnej fotografii i doklejono zniżający się do lądowania samolot.

Doha, w której na początku XX w. mieszkało zaledwie parę tysięcy osób, wystrzeliła nagle. Kiedy w 1971 r. odkryto tu największe na świecie złoża gazu ziemnego, Katar (państwo o powierzchni województwa świętokrzyskiego) z dnia na dzień stał się krajem milionerów. Stolicę trzeba było wymyślić praktycznie od początku. Z rozmachem, na który nie brakowało pieniędzy.

Do dziś miasto przypomina wielki plac budowy, a inwestycjom nie ma końca. Na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2022 buduje się trzy linie metra, dwanaście stadionów. Prawie ukończona jest już Perła Kataru – sztuczna wyspa przeznaczona na apartamentowce dla najbogatszych. Przy promenadzie stoją najnowsze lamborghini, w marinie zacumowano najnowocześniejsze jachty. Niedaleko stworzono też Katarę – zwaną wioską kultury – z amfiteatrem, operą, kinami, meczetem i centrum handlowym.

Wydaje się, że Katara, tak jak i centrum biznesowe West Bay, powstały za szybko, nienaturalnie, człowiek czuje się w nich trochę zbędnym elementem.

Doha od strony morza

Na drugiej fotografii widnieje łódź. Ledwo mieści się w kadrze, dziób jest już lekko przycięty. Na pokładzie dziesięciu mężczyzn. Jeden wciągany jest wraz z sieciami na pokład, trzech z nosami zatkanymi specjalnymi klipsami gotowych jest do zejścia pod wodę. Zanim Katar stał się ziemią milionerów, był krajem poławiaczy pereł i rybaków.

Na początku XX w. w portach Dohy stało 350 łodzi do wyławiania małż. Dziś parę z nich można jeszcze zobaczyć w porcie niedaleko Muzeum Sztuki Islamu. Katarczycy i turyści wypływają nimi na wycieczki. Na drewnianych łodziach suszy się pranie, grupka mężczyzn przygotowuje sobie posiłek. Dbają o łodzie, prowadzą wycieczki, mieszkają pod pokładem. To pewnie Pakistańczycy albo Banglijczycy – praca na łodziach jest jedną z najmniej opłacanych i decydują się na nią najbiedniejsi.

Suk Waqif – spotkanie z Katarczykami

Populacja Kataru w ciągu niecałych dwudziestu lat z pół miliona skoczyła do prawie dwóch i pół. Katarczycy stanowią dzisiaj ok. 15% społeczeństwa. Kraj potrzebował rąk do pracy. Do dziś z takich krajów jak Nepal, Filipiny, Bangladesz, Sri Lanka, Pakistan ściąga tu tania siła robocza. Pracownicy przyjeżdżają do konkretnej pracy, załatwianej przez agencje jeszcze w ich kraju.

Tutaj praktycznie nie ma bezrobocia, mieszkasz w Katarze, dopóki trwa twój kontrakt. Firma zapewnia ci pokój dzielony z 4-5 innymi osobami, pensję w wysokości 400 dolarów i lot do domu raz na dwa lata. Rodzinę mogą ściągnąć ci dobrze zarabiający, czyli Europejczycy na kontraktach w korporacjach. W Dosze można spędzić dni, miesiące, a nawet lata i prawie nie mieć kontaktu z Katarczykami. W turystyce, w urzędach pracują imigranci.

Jedyną okazję, by przyjrzeć się nieco Katarczykom, mam na suku Waqif. Tu bije serce Dohy, panuje gwar i ożywiona atmosfera. To jedno z niewielu miejsc, gdzie zobaczyć można budynki sprzed magicznego roku 1971. Choć większość budowli jest współczesna, wybudowano je zgodnie z tradycją.

Suk Waqif
Doha: suk Waqif, fot. Joanna Szyndler

Targ pachnie miętą i kardamonem, pełen jest świecideł, bibelotów. Tu znajduje się większość niehotelowych restauracji, jest też część, w której sprzedaje się domowe zwierzęta. Piętrzą się klatki z tysiącami kolorowych papużek. Są też wielkie ary, którym podcięto skrzydła, by nie odleciały. Klatki z psami, kotami i królikami wzbudzają nieco mniejsze zainteresowanie. Przy stoiskach całe rodziny wybierają maskotki dla najmłodszych. Kobiety w abajach od stóp do głów, nie umiem poznać, które z nich to Katarki, które imigrantki czy turystki z krajów arabskich. Zwracam uwagę na dodatki: torebki, okulary, buty. Wydaje mi się, że dzięki nim rozpoznam, do którego świata należą.

Weekend na pustyni

– Ta na pewno cię zainteresuje… – mówi pani tym razem ze Sri Lanki i otwiera album na fotografii dziewczynek. Kolejnego dnia wróciłam do zakładu na suku, aby jeszcze raz pooglądać czarno-białe zdjęcia. Rzeczywiście fotografia ma mnóstwo uroku. Małe Beduinki w tradycyjnych strojach siedzą na ziemi przed drewnianymi drzwiami. Zajęte są jakąś grą. Jedna z nich, ta najstarsza o najszerszym uśmiechu, podrzuca mały biały przedmiot, pozostałe trzy w skupieniu obserwują, co wypadnie.

Katar to kraj piasku. Choć miasto zabiera pustyni coraz więcej przestrzeni, poza stolicą ciągną się prawie wyłącznie suche wydmy. Dzień przed naszym przyjazdem spadła ulewa, co jest wydarzeniem tak wielkim, że poświęcono mu jedynki lokalnych gazet. Proszono kierowców o uważną jazdę, gdyż drogi mogą być wciąż śliskie.

Dziś katarscy Beduini oczywiście nie wędrują już przez pustynię. Ta stała się przede wszystkim miejscem weekendowej rozrywki. W czwartek wieczorem (wolny jest piątek i sobota) przy wyjeździe z Dohy tworzą się korki. Dżipami, motocyklami, quadami Katarczycy będą ścigać się po wydmach. Na kolację, a być może i na cały weekend zostaną w rodzinnych obozowiskach na pustyni. Będą palić sziszę, jeść grillowane mięso, hummus, sałatkę z dużą ilością natki i cytryny. Być może wezmą ze sobą sokoły. Obok koni arabskich są one największą miłością Katarczyków. Jeden ptak potrafi kosztować nawet milion dolarów.

– Cena zależy od tego, czy sokół jest „fit” – opowiada przewodnik z Nepalu, z którym odwiedzamy sklep z drapieżnikami, a także specjalny szpital, gdzie leczone są ptaki.

Niewiarygodne miasto

– Kto przede wszystkim kupuje stare fotografie, miejscowi czy turyści? – podpytuję sprzedawczynię, która zawija mi w papier trzy zdjęcia. Zawiozę je do domu jako pamiątki z Dohy. – Głównie turyści, ale zdarzają się i Katarczycy. Pewnie miło popatrzeć na czarno-białe zdjęcia, powspominać stare czasy. Uwierzyć, że to nie miraż, że to się dzieje naprawdę.

Doha praktycznie

Lot i wiza

Doha jest węzłem lotniczym linii Qatar Airways (www.qatarairways.com/pl). Sam Katar nie jest popularnym kierunkiem wakacyjnym, ale lot w inną część świata warto zaplanować tak, by zobaczyć Dohę albo pojechać na wycieczkę na pustynię. Jeżeli przesiadka jest dłuższa niż 5 godzin i krótsza niż 96, linia Qatar Airways zapewnia swoim pasażerom wizę. Wystarczy złożyć wniosek przez internet.

Jeżeli podróżujecie innymi liniami lub planujecie dłuższy pobyt – wizę można kupić też po przylocie na lotnisku. Płatność tylko kartą – 100 QAR, czyli ok. 100 zł.

Strój

Turystki nie muszą nosić chust, ale zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn obowiązuje skromny strój. Bez koszulek na ramiączka i szortów.

Noclegi

Brakuje taniej bazy noclegowej. Ceny w hotelu w pokoju dwuosobowym zaczynają się od 250 zł za noc.

Wycieczka na pustynię

Jazda po wydmach wcale nie jest prosta, najlepiej wybrać się na wycieczkę z doświadczonym kierowcą, samochodem 4x4. Lepiej nie jeść nic bezpośrednio przed safari, jazda po wydmach przypomina czasem roller coaster. Jedną ze sprawdzonych firm jest Gulf Adventures (www.gulf-adventures.com).

Na Wschodnim Szlaku Rowerowym Green Velo w Świętokrzyskiem
Wyprawa tygodnia Na Wschodnim Szlaku Rowerowym Green Velo w Świętokrzyskiem

Na wyjazd na szlak rowerowy Green Velo czekaliśmy około trzech lat. Tyle czasu minęło od pierwszych plotek o rowerowej autostradzie w Polsce wschodniej do naszej pierwszej wycieczki. Czy 300-milionowa inwestycja zmieniła turystykę rowerową w Polsce?

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.