WŁOCHY

Matera: starożytne miasto z kamienia we Włoszech

Dorota Niedźwiedzka, 7.04.2017

Włochy, Nad najstarszą dzielnicą – Civita – góruje Cattedrale di Matera

fot.: shutterstock.com

Włochy, Nad najstarszą dzielnicą – Civita – góruje Cattedrale di Matera
Plątanina skalnych pomieszczeń i tajnych przejść intryguje. Matera, kamienne miasto zbudowane w miejcu, gdzie Włochy z buta stają sie obcasem, należy do najstarszych miast na Ziemi.

To jedno z nielicznych miejsc na świecie, których mieszkańcy mogą poszczycić się, że żyją w tym samym domu, co ich przodkowie sprzed dziewięciu tysięcy lat – Alberto, 23-letni student prawa, oprowadza nas po mieście, które wyrosło ze skalnych grot, wyżłobionych wzdłuż wąwozu rzeki Graviny. Czujemy się tu jak w zbudowanym przez pomysłowego olbrzyma labiryncie: ciasne przesmyki, panoramiczne tarasy, dachy domów, które chwilę później stają się chodnikami.

Gdy tylko warkot skutera pędzącego wokół Sassi – historycznej części miasta – cichnie, a w powietrzu opadają wzniecone przez maszynę kłęby pyłu, zaczynam rozglądać się dookoła. Porozrzucane tu i ówdzie wapienne skały z pieczarami strukturą przypominają monstrualne bryły pumeksu. Z drugiej strony wąwozu układanka nieregularnych domów, pobudowanych jeden na drugim bez ładu i składu, kojarzą mi się z sękaczem przygotowanym przez niewprawną gospodynię. Z mnóstwem nierówności, zagłębień i wypustek.

Domy w Sassi w większości są opuszczone. W części z nich funkcjonują restauracje i hotele z charakterystycznymi, wydrążonymi w wapieniach pomieszczeniami, które urzekają fantazyjnością kształtów – wyjaśnia nasz przewodnik, wskazując na jeden z lokali.

Nad wapiennymi klockami starych domostw Sassi di Matera sterczą nowoczesne wieżowce nowej Matery: z biurami, sklepami, a nawet ośrodkiem Włoskiej Agencji Kosmicznej ASI. Wyrastający nad budynkami dźwig kręci się to w prawo, to w lewo, przypominając o intensywnym tempie, w jakim żyje się w miastach.

NA TEMAT:

Sassi di Matera

Tu, w Sassi, czas jakby się rozleniwił. A może całkiem zatrzymał wskazówki na latach 60. minionego stulecia. Spacerując, zaglądamy przez otwarte drzwi do kolejnych domów, które w tamtym okresie były zamieszkane (jeszcze w połowie XX w. ludzie mieszkali tu w skalnych grotach!). Ze środka ciemnych, pozbawionych otworów okiennych pomieszczeń wydobywają się wilgoć i chłód.

– Mylisz się! Wygrają, ja ci to mówię! – przecina powietrze ostry, energiczny głos. Oglądam się. Na obrzeżu Piazza San Pietro Caveoso, jednego z największych i najbardziej eksponowanych placów starego miasta, czterech mężczyzn żywo gestykuluje. Dwóch z nich rozsiadło się na rozkładanych krzesłach, tuż za rzędem ciasno zaparkowanych samochodów, dwaj opierają się swobodnie o mur. AC Milan, ACF Fiorentina – wychwytuję z szybko wypowiadanych zdań znane mi nazwy. Po bezpośrednim tonie rozmowy wnoszę, że panowie dobrze się znają, ale niekoniecznie podzielają piłkarskie preferencje.

– Tak musiało kiedyś wyglądać tutaj życie – próbuję sobie wyobrazić atmosferę, gdy Sassi była jeszcze zamieszkana. Ze względu na panujący w domach mrok ludzie wykonywali większość codziennych zajęć na podwórkach. Sąsiedzi wspólnie wyplatali kosze, szyli, prali i dużo rozmawiali. Podczas tych zbiorowych prac ci, którzy mieszkali wokół tego samego podwórka, czyli tzw. vicinati, tworzyli specyficzne dla swojej małej wspólnoty kulturę i dialekt. I jedno, i drugie zanikło w latach 50., gdy większość mieszkańców przesiedlono do nowych dzielnic, rozdzielając zaprzyjaźnionych ze sobą sąsiadów.

Mieszkańcy Matery
Mieszkańcy Matery, fot. Dorota Niedźwiedzka

Matera jako plan filmowy

Fani futbolu z Piazza San Petro Caveoso rozprawiają raz głośniej, raz ciszej. A my kierujemy się do niewielkiego straganu z pamiątkami, który jest tuż obok nich. Wśród widokówek i różnojęzycznych przewodników dostrzegam zdjęcie z planu filmowego „Pasji” Mela Gibsona – jednego z 20 filmów, do których sceny kręcono w Sassi. Na zdjęciu James Caviezel, ucharakteryzowany na Chrystusa, stoi na tle monstrualnej skały zwieńczonej cienkim krzyżem. Podnoszę wzrok znad zdjęcia. Tuż przede mną, niemal nad moją głową, wyrasta ta właśnie skała.

– To kościół Madonna dell’Idris – odczytuję podpis pod widokówką. Tak! Mimo że wyglądem wcale go nie przypomina. W okolicy, na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, znajduje się aż sto takich kościołów. Ten kryje się w ogromnym bloku skalnym, z wnętrzem utworzonym przez zespół naturalnych jaskiń. Schody, które do niego prowadzą, są niepozorne i mocno ukryte. Wchodząc po nich, Alberto opowiada nam o reżyserach, którzy zdecydowali się nakręcić w starej Materze swoje dzieła.

Matera
Kościół Madonna dell’Idris w Materze, fot. Shutterstock.com

– Jednych urzekła tajemnicza aura, którą oddali w mrocznych dreszczowcach i filmach fantasy. Patty Jenkins w najnowszym kręconym tu filmie „Wonder Woman” wykorzystała panoramę Sassi do opowiedzenia o superbohaterce z komiksów Williama M. Marstona. Innych – jak Piera Paola Pasoliniego – zaintrygowało podobieństwo do starożytnej Jerozolimy. – Stara Matera wygląda zupełnie tak jak opisywane w I w. n.e. przez historyka Józefa Flawiusza Święte Miasto – wyjaśnia nasz przewodnik. Niektórzy mówią, że nawet słońce świeci tu tak samo.

Miasto-muzeum

Wspinam się dalej, żeby dotrzeć do wieńczącego główny szczyt miasta Piazza San Francesco. Stojąca na nim katedra zaprasza dźwięczną melodią dzwonu. Jesteśmy przekonani, że dostaniemy się tam w zaledwie kilka chwil. Nic bardziej mylnego. Przechodzimy przez szerokie tarasy, z których rozpościera się bajeczny widok na leżące poniżej podwórka. Mijamy urocze ogródki z ogromnymi, umieszczonymi w doniczkach kaktusami i miniaturowymi palmami, to znów przeciskamy się przez wąskie tunele między domami. Katedra raz po raz znika nam z oczu. Miasto-muzeum – tak zaczynam nazywać je w myślach.

Swoją drogą to prawda: od 1993 roku widnieje na Liście światowego dziedzictwa UNESCO. Myśląc o nim jako o jednym wielkim zabytku, przejeżdżam delikatnie dłonią po murach. Są chropowate. Pozbawione ozdób. Jedynie na co którymś daje się wyczuć ledwo widoczne zdobienia.

Matera
Matera została wpisana na listę UNESCO, fot. Shutterstock.com

Matera po zachodzie słońca

Gdy docieramy na szczyt, słońce zaczyna chować się za horyzontem, a miasto rozbłyskiwać latarniami. Z pobliskiej restauracji dochodzi zapach świeżo pieczonego chleba. Dopiero teraz na ulicach robi się gwarno. Z restauracyjnych ogródków dobiegają szmer rozmów i żywiołowa muzyka. Uśpiona w ciągu dnia Matera staje się pełna wigoru.

Nam też udziela się ten nastrój i decydujemy się wejść do restauracji Baccanti, która już samą nazwą, nawiązującą do towarzyszek Dionizosa, zachęca do zabawy. Wewnątrz co prawda nikt nie zaprasza do tańca, ale i tak jest miło. Przed nami piętrzą się kolejne dania: cavatelli due dita con funghi cardoncelli, czyli makaron w kształcie muszelek z grzybami, crema di zucca e pecorino – krem z dyni i serem, oraz costolette di agnello con bietoline e patate piccanti – kotleciki jagnięce z burakami i pikantnymi ziemniakami.

– Słyszycie? – Alberto teatralnie zniża głos, sugerując nam, że dzwony katedry nadal dzwonią, choć tu, w piwnicach, nie mamy szans ich usłyszeć. – W katedrze, którą przed chwilą widzieliście, od XIII wieku znajduje się czczona przez tutejszych pasterzy figurka Matki Bożej, Madonna della Bruna – zaczyna opowiadać. – 2 lipca organizuje się tu uroczystą procesję ku jej czci. Elegancko ubraną wkładają do specjalnie przygotowanej na ten dzień karocy. Robią ją ze specjalnej masy papierowej, z której wykonuje się także maski weneckie – oczy Alberta pobłyskują w blasku świecy, znów mówi szybciej: – Radosna procesja okrąża katedrę, a potem, gdy figurka jest już bezpieczna w środku, tłum rzuca się na karocę, drąc ją na strzępy. Każdy chce wziąć do domu jej fragment, bo traktują ją jako cenną relikwię.

Wyobrażam sobie tę scenę. Wracam myślami do katedry na Piazza San Francesco, do jednego z najstarszych na świecie miast, ścielącego się u naszych stóp. O tej porze, gdy przy akompaniamencie zachodzącego słońca zapalają się uliczne latarnie. Kiedy wychodzimy z Baccanti, na ulicach jest wesoło i gwarno. Młodzieniec z modnie przystrzyżoną blond czupryną gra na gitarze. Melodia odbija się echem od wybrukowanych kamieniami ulic. Tu, w Kamiennym Mieście, także dźwięk brzmi inaczej.

Matera praktycznie

Dojazd

Samolotem z lotniska Chopina w Warszawie do Bari (ceny od 119 zł) i autobusem z Bari do Matery (podróż trwa ok. 1 godz., bilet: 3 do 6 EUR). Samochodem jedzie się ok. doby płatną autostradą adriatycką A14 i drogą SS99.

Noclegi

Warto przenocować w hotelach w skałach: Caveoso Hotel zlokalizowany w centrum miasta (poza sezonem łóżko + śniadanie od 65 EUR, www.caveosohotel.com); Casa del Sole (poza sezonem łóżko + śniadanie od 55 EUR, www.casadelsolematera.it).

Jedzenie

Restauracje I Due Sassi (www.trattoriaiduesassi.it) i Il Mare nei Sassi (www.ristorantesassidimatera.com) serwują domowe jedzenie w przytulnych wnętrzach.

Atrakcje

W Localita Sasso Caveoso można zobaczyć, jak wyglądały wnętrza mieszkań Sassi 100 lat temu. Składający się z kilku jaskiń kościół Madonna dell’Idris słynie z XV-wiecznych fresków i zabytkowej krypty.

W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów
Wyprawa tygodnia W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów

Plan zakłada cztery dni w Tarnopolu i sześć w Kijowie. Choć już w drodze wiem, że mi się spodoba, ani na chwilę nie przychodzi mi na myśl, z jak niezwykłą serdecznością się tu spotkam i jak wiele mnie zadziwi.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.