Wasze wyprawy

1100 km na siodełku

w drodze do Wilna..

fot.: wyprawy

w drodze do Wilna..
Trasa zaplanowana i Przejechana o własnych siłach na rowerze z sosnowca woj Śląskie do Wilna na Litwie.

22.06.2008 r /Niedziela/

Dzień wyjazdu. Zbiórka o godzinie 14.00. Zjeżdżamy się wszyscy i po krótkich przepakowaniach jedziemy w drogę, jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i można ruszać. Kierujemy się w stronę Klimontowa. Na Klimontowie pierwsza ` kraksa`, ale szybko zbieramy się i jedziemy spokojnie dalej. Koło `Balatonu` skręcamy w lewo i jedziemy w stronę Strzemieszyc. Tam kilkuminutowy odpoczynek na `colę` i ciasto domowej roboty. Zbieramy manatki i jedziemy dalej. Przed nami `tragiczny` podjazd w Niegowonicach. Jednak przed tak dużym wysiłkiem posilamy się w okolicznym sklepie i już pełni enrgii możemy jechać dalej. W okolicach Zawiercia ciężkie podjazdy, ale z każdej góry trzeba też zjechać – i to nas cieszy. Warto było się męczyć pod górę bo teraz mamy piękny zjazd z długiej góry. Na liczniku 61 km/h i coraz bliżej na miejsce spoczynku w Kroczycach. Po milutkiej jeździe docieramy do Kroczyc. Czekamy jeszcze tylko na nasze bagaż, które tylko dzisiejszgo dnia mają być przywiezione nam i z którymi dzisiaj nie musieliśmy się męczyć. Teraz kolacja, mycie i spanie.

Dystans dzienny 65 km

Czas jazdy 3 godz.

Średnia prędkość 22 km/h

23.06.2008 r /Poniedziałek/

Po `sytym` śniadaniu i pakowaniu się o 9.00 wyruszamy z Kroczyc. Jedziemy czasami z góry i czasami pod górę – i to jest mniej cieszące. Zbliżamy się do Szczekocin, a nad nami zaczynają zbierać się ciemne chmury. Mijając tabliczkę z napisem SZEKOCINY zaczyna `pięknie` padać, grzmieć i do tego jeszcze te chlapiące auta – przepięknie. Kończą się Szczekociny i wraz z nimi kończy się brzydka pogoda – i oby tak pozostało. Słoneczko zaczyna przedzierać się przez chmury. Jedziemy w pełnym słońcu, mijamy kilka kałuży, połamane drzewa, ale my `pełni sił` brniemy dalej. Nasza trasa jak zwykle ulega niewielkiej korekcie ale po spojrzeniu na mapę ustalamy nowy jej przebieg. Zbliżając się do Małogoszczy skręcamy w prawo i na stacji benzynowej spożywamy zasłużony obiad. Kupujemy w sklepie na stacji 2 butelki coca coli i możemy w końcu napić się czegoś zimnego. Zjadamy pyszny i cieplutki bigosik, trochę odpoczywamy i czas zbierać się do dalszej jazdy. Przejeżdżamy Małogoszcz i okoliczne wioski i docieramy do Chęcin. Teraz czas na zwiedzanie zamku. Jednak przy podjeździe jedna dętka nie wytrzymuje napięcia i postanawia sobie pęknąć. Teraz czas na szybkie zwiedzanie ruin – szybkie, bo chcą od nas zapłatę za wstęp, ale dzięki naszym wrodzonym talentom i sprytowi udaje nam się zrobić kilka zdjęć i pooglądać piękną panoramę i to wszystko za darmo. Jedziemy dalej. W okolicznym sklepie `ładujemy` nasze bidony i już możemy `pędzić` w dalszą podróż. Jeszcze kilka górek, skrętów, skrzyżowań ze światłami, małe pogubienie się i już jesteśmy w Kielcach. Teraz czas na szukanie odpowiedniej ulicy, na której mamy nocleg. Szybko znajdujemy odpowiednią drogę przy pomocy miejscowej ludności. Udało się. Znaleźliśmy `nasz domek`. A teraz czas się umyć, rozpakować, zjeść dobrą kolację i spać. Jutro czeka nas kolejny dzień pełen wrażeń.

Dystans dzienny 115 km

Czas jazdy 5.40 godz.

Średnia prędkość 20 km/h

Liczba wymienionych dętek 1 szt.

24.06.2008 r /Wtorek/

I wrażenia są, ale o tym za chwilę.

Najpierw czas wstawać, poranna toaleta, śniadanko, pakowanie sakiew i wyjazd o 9.30. jeszcze tylko zakup wody w sklepie i już można jechać. Kierujemy się w stronę Daleszyc. Męczymy się pod górki, a za zakrętem ..... kolejna górka. Teraz przed nami długi, prawie pięciokilometrowy, odcinek drogi podjazdowej na Św. Krzyż . droga bardzo męcząca, ciężka i długa. Za każdym zakrętem kolejny podjazd pod górę i to coraz bardziej stromo. Męczymy się strasznie ale w końcu dojeżdżamy do dzisiejszego pierwszego celu – Św. Krzyż [ Łysa Góra 595 m. n.p.m.]. Trochę zwiedzamy, kilka fotek i czas na przyjemny zjazd. Teraz kierunek Ostrowiec Świętokrzyski. `Sympatyczne` górki nas nieopuszczają. Nigdy nie wiadomo co `czai się` za następnym zakrętem. Góry Świętokrzyskie są `nieobliczalne`, a na dodatek jedna z dętek znowu odmawia dalszej współpracy. Czs ją wymienić na `noszy model`. Jedziemy dalej. Tabliczka z napisem Ostrowiec Świętokrzyski 28 km spędza nam sen z powiek bo czujemy się jakbyśmy przejechali już z 60 km. Niestety trzeba jechać dalej. Po kilku krótkich postojach docieramy do Ostrowca. Tutaj wspaniały sklep `Biedronka`, w którym kupujemy obiad ze słoika, podgrzewamy go i delektujemy się nim. Po obiedzie zasłużony odpoczynek i już trzeba zbierać się do dalszej jazdy. Teraz udajemy się w kierunku .niespodzianka – kończą się strome podjazdy, a zjazdów jest dość dużo. I to nas ogromnie cieszy. Docieramy główną trasą do Krzemionek – kopalnia niesety jest zamknięta, więc jedziemy dalej – do Bałtowa. Park Jurajski już zamykają, ale spotykamy kierownika parku i po krótkiej rozmowie zwiedzamy dinozaury za 5 zeta. Zwiedzamy cały park, kilkanaście fotek i już jest późno, więc zostajmy tam n noc dzięki życzliwości pana kierownika. Rozbijamy namioty. Przygotowujemy kolację, zjadamy, jeszcze czas na `kąpiel` w źródełku i idziemy grzeczni spać.

Dystans dzienny 97 km

Czas jazdy 5.12 godz.

Średnia prędkość 18 km/h

Liczba wymienionych dętek 1 szt.

25.06.2008 r /Środa/

Wstajemy rano. Śniadanko, składanie namiotów i w drogę. Kierunek – Solec nad Wisłą. Docieramy do Solca – droga bardzo przyjemna, a miasto hm..... zawiodło nasze oczekiwania. Myśleliśmy, że to będzie trochę większe i ładniejsze miasto. Malutkie zakupy i już zmierzamy na prom. Wsiadamy na prom, kilka fotek, i za chwilkę jesteśmy już na drugim brzegu Wisły. Trzeba jechać dalej. Teraz jedziemy drogą, aż do Kazimierza Dolnego. Tutaj dłuższy postój na obiad w barze z niemiłą obsługą. Kilka zdjęć, zwiedzanie, odpoczynek w cieniu drzewa i jedziemy dalej. Żar leje się z nieba cały dzień. Co chwila robimy postoje w okolicznych (rzadko rozmieszczonych) sklepach i uzupełniamy zapasy wody w naszych bidonach – bo pić musimy bardzo dużo. Po wielkich trudach docieramy do wioski, w której szukamy noclegu, jednak tam zostajemy odprawieni z kwitkiem, więc robimy tylko zakupy w sklepie i jedziemy dalej do Ułęża, gdzie w okolicznej OSP przyjmują nas z otwartymi rękami. Więc rozkładamy się, kolacja i mimo przeszkód grzecznie idziemy spać....

Dystans dzienny 113 km

Czas jazdy 5.55 godz.

Średnia prędkość 18 km/h

Liczba wymienionych dętek 2 szt.

26.06.2008 r /Czwartek/

Pobudka 6.00. Wstajemy, śniadanie, pakowanie się i czas jechać dalej. Jedziemy piękną drogą, a obok nas przejeżdżają wielkie tiry, które robią dużo wiatru, ale trzymamy się twardo. I kolejne koło odmawia dalszej współpracy, jednak w końcu docieramy do Radzynia Podlaskiego, gdzie w okolicznym parku odpoczywając pod drzewem podziwiamy piękny zespół pałacowy. Po krótkim odpoczynku zbieramy się do dalszej drogi. Teraz przed nami Międzyrzecz Podlaski. Jadąc główną trasą jesteśmy pozdrawiani przez przejeżdżające tiry oraz kolumnę motocyklistów. Cały dzień zmagamy się z silnie wiejącym wiatrem, który niestety nie pomaga nam w jeździe lecz przeszkadza. Jadąc rowerami nasze liczniki wskazują ok. 12 – 15 km/h co i tak jest bardzo dobrym wynikiem, podczas gdy wcześniejsze dni pokonywaliśmy z wiele większą szybkością. Ale my jesteśmy twardzi i śmialo mkniemy dalej. Docieramy wreszcie do kolejnej miejscowości, w której jest sklep. Małe zakupy, miła wymiana zdań z panią w sklepie i już „gotujemy” obiad. Teraz czas na odpoczynek poobiedni. Jeszcze tylko mala wymiana zdań z miejscową ludnością i już cieszymy się blogim spokojem no a później jeszcze kilka zdjęć na pamiątkę. No, a co dobre szybko się kończy więc czas jechać dalej bo Siemiatycze czekają na nas z noclegiem. Droga do Siemiatycz jest spokojna, miła i przyjemna. Docieramy do mostu, pod którym płynie rzeka Bug. Jak zwykle robimy zdjęcia, zachwycamy się pięknym widokiem i podziwiamy całą okolicę rzeki. Czas jechać dalej. Jeszcze tylko kilka zakrętów i już widzimy tabliczkę z napisem Siemiatycze. Od tego momentu dostajemy „jakiś” sił i brniamy dalej. Mijamy okoliczne domki i wjeżdżamy do centrum miasta z ładnym rynkiem. Dalej kierujemy się do sióstr karmelitanek, które cudownie nas przyjmują i goszczą w swoim domu. Teraz czas na kolację, kąpiel i wieczorny spacer po mieście no i oczywiście fotki. Teraz czas spać, bo jutro kolejny dzień z cudownymi widokami…

Dystans dzienny 140 km

Czas jazdy 6.46 godz.

Średnia prędkość 19 km/h

Liczba wymienionych dętek 0 szt.

27.06.2008 r /Piątek/

Pobudka, pakowanie się i ogromne zdziwienie śniadaniem jakim siostry dla nas przygotowały. Teraz czas ruszać w dalszą drogę. I tutaj znowu pech. Kolejna guma. Trzeba zrobić zapas w sklepie. Ale najpierw trzeba go znaleźć. I znowu dzięki miejscowej ludności docieramy do sklepu i roim zakupy kilku dętek. Teraz już można jechac dalej. Kierujemy się w stronę Grabarki, by tam na Świętej Górze podziwiać słynną cerkiew oraz krzyże przyniesione przez pątników. Kikanaście zdjęć i ruszamy dalej. Po drodze podziwiamy wspaniałe krajobrazy „dziczy” oraz okoliczne cerkwie. Docieramy do Kleszczeli, tutaj zakupy w okolicznym sklepie i już zmierzamy w kierunku Białowieży. W Topidle .... C.D.N.

Siedem odsłon Malty
Wyprawa tygodnia Siedem odsłon Malty

Niewiele jest takich państw na świecie, które pomimo niewielkiej powierzchni jaką zajmują, mogą zaoferować całe mnóstwo atrakcji nawet najbardziej wymagającemu podróżnikowi. Malta kusi bogactwem kulturowym, urokliwą architekturą i błękitnymi lagunami.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.