Wasze wyprawy

Budziszyn dwojga narodów.

Makieta Budziszyna na rynku miasta

fot.: janusz

Makieta Budziszyna na rynku miasta
Tysiąc lat temu praktycznie całe Niemcy Wschodnie były zasiedlone przez Słowian. Wielu Niemców ma słowiańskie korzenie. Obecny Budziszyn, czyli 2 języki, 8 muzeów, 17 wież, 20 rodzajów musztard, 80 pubów i ponad 1000 lat historii.
Widok na stare miasto z mostu nad Sprewą
Widok na stare miasto z mostu nad Sprewą
Przystanek busów turystycznych
Przystanek busów turystycznych

Janusz Plewniak

Budziszyn dwojga narodów

Mieszkaliśmy w pensjonacie „Pod ręcznikiem”. Tak się zwał ten wąski, z oddali przypominający kolorowy ręcznik kąpielowy, najstarszy dom w Budziszynie. Sześć pięter, na każdym piętrze tylko jeden, zajmujący całe piętro pokój gościnny, wszystkie lokale z widokiem na ratusz i wieżę katedry, do wszystkich kondygnacji po stromych schodach. Windy nie było. Był za to sympatyczny barman, zarazem recepcjonista, który zamienił nam czwarte piętro na pierwsze. Niżej się nie dało; na parterze był bar.

Ten ciasny architektoniczny „ręcznik”, to najstarszy dom w Budziszynie; postawiony w 1480 (!), gruntownie odnowiony po sześciu wiekach, w roku 2003. W naszym apartamencie mieliśmy na wyposażeniu wszystkie współczesne wygody, z klimatyzacją, Wi-Fi, elektrycznym czajnikiem i ekspresem do kawy, płaskim tv, jasnym oświetleniem (co rzadkie w hotelach) i nawet łazienka była obszerna.

Dlaczego odwiedziliśmy właśnie Budziszyn, po niemiecku Bautzen?

Dawno temu, w czwartej klasie szkoły podstawowej usłyszałem od nauczyciela o Słowianach za Odrą, takim małym plemieniu nie niemieckim, takiej enklawie Słowiańszczyzny w germańskim otoczeniu. Temat co lat kilka powracał, a to w jakimś artykule, a to w audycji, a to po prostu, przejeżdżając autem z Niemiec do Polski, nagle za Dreznem w kierunku na Gőrlitz (Zgorzelec) pojawiały się tablice, drogowskazy, nazwy miast w dwu językach; po niemiecku i po łużycku. Łużycki bardzo polskiemu, a może czeskiemu także, podobny. W każdym razie dla nas zrozumiały.

Zawitaliśmy zatem do Bautzen po niemiecku, do Budyšina po łużycku, do Budziszyna po polsku. To stolica kraju łużyckiego. Słowianie byli tu od najdawniejszych w kronikach opisywanych czasów.

Serbowie Łużyccy, najmniejszy naród słowiański żyje w południowo wschodnich Niemczech od 1400 lat. Ma własny język, hymn i flagę, ale nigdy nie utworzył własnego państwa. Pozostało ich około 60 tysięcy. W większości są katolikami.

Serbołużyczanie, Łużyczanie i Serbowie łużyccy, aż tyle nazw, bo chociaż są nieliczni, to w dwóch podgrupach-górno Łużyczanie i dolno Łużyczanie i nawet językowo się różniący, pierwsi mówią podobnie polskiemu, drudzy czeskiemu, w rzeczy samej łatwo zrozumieć wszystkich zamieszkujących Łużyce, ziemie leżące na terytorium Niemiec. Historycznie Łużyce obejmują także niewielkie fragmenty terytorium Polski i Czech.

Tysiąc lat temu praktycznie całe Niemcy Wschodnie były zasiedlone przez Słowian. Wielu Niemców ma słowiańskie korzenie. W czasach Lutra słowiańskie plemiona zamieszkiwały okolice Berlina i Drezna. Język Obodrytów w enklawie koło Hanoweru przetrwał do połowy XVIII wieku. Nawet w końcu XIX wieku starsze mieszkanki wsi nosiły tam - jak można się dowiedzieć w Muzeum Łużyckim w Chociebużu (Cottbus) - typowo słowiański ubiór. Teraz po Obodrytach i po innych Słowianach prócz nazw miejscowości śladu nie ma. Ostały się jedynie te dwa małe łużyckie narody. Jeden chroniony przez spreewaldzkie bagna, drugi - przez swój katolicyzm i w miarę liberalną politykę władz Saksonii.

Łużyczanie są dwujęzyczni i często mierziło to władców tej krainy.

W XVIII wieku doszło do tego, że duchownym nakazano, aby nie dopuszczali do pierwszej Komunii dzieci, które kiepsko mówią po niemiecku. W 1896 r. nadprezydent Brandenburgii zażądał od swoich urzędników doszczętnego zniemczenia pozostałości łużyckich przede wszystkim w szkole, Kościele i życiu publicznym.

To doprowadziło do utworzenia organizacji narodowych, którym najpierw przewodzili duchowni, potem nauczyciele i inteligencja miejska. W 1912 r. powstała Domowina, Związek Serbów Łużyckich, którego działacze za cel najważniejszy postawili pielęgnowanie języka i tradycji. W latach nazistowskich Domowina znalazła się wśród organizacji zakazanych. Mimo to na wsiach tliło się życie narodowościowe, a może przede wszystkim to spowodowało, że zaraz po zakończeniu wojny Łużyczanie się ożywili z nadzieją na utworzenie własnego państwa. Z wyjątkiem Serbów Łużyckich wszystkim narodom słowiańskim udało się stworzyć własne państwa. Łużyczanie pozostali diasporą w Niemczech.

Władzom NRD-owskim zależało na tym, aby ta mniejszość była na świeczniku, wspierały więc działaczy, organizacje, wydawanie książek i czasopism. Może dlatego, że pierwszy prezydent NRD Wilhelm Pieck był Łużyczaninem z Gubina?

Ożywienie obumierającej kultury jest bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Sto lat temu ożywiono przecież w Palestynie zupełnie martwy język hebrajski. Dla Żydów był to jedynie język świętych ksiąg i modlitwy, nikt nim na co dzień nie mówił. Łużyczanie są w lepszej sytuacji.
W Budziszynie, największym skupisku Serbołużyczan, funkcjonuje Niemiecko-Łużycki Teatr Narodowy, Instytut Serbski, stoi Dom Serbski, są redakcje periodyków i wydawnictwo książkowe oraz muzeum. Filie tych instytucji znajdują się w Chociebużu (Cottbus).

Diaspora słowiańska nadal zachowuje swój język, tradycje i barwne zwyczaje.

Budziszyn, czyli 2 języki, 8 muzeów, 17 wież, 20 rodzajów musztard, 80 pubów, kawiarni, restauracyjek w centrum miasta, ponad 200 rekonstrukcji dinozaurów w parku i ponad 1000 lat historii. Niewątpliwie Budziszyn to jedno z najpiękniejszych miast w Niemczech. Romantyczne spacery wąskimi uliczkami, schodami, między domami z ozdobnymi fasadami i niemal całkowicie zachowanym średniowiecznym murem miejskim oferują kontemplacyjne widoki.

Budziszyn pojawia się jako słowiańskie warowne miasto już w 1004 roku, gdy zostało zdobyte przez cesarza Henryka II. W 1018 roku zawarto tu pokój między polskim księciem Bolesławem Chrobrym i cesarzem Henrykiem II. Na jego mocy została zakończona wojna toczona od 1015 roku. Przy Polsce pozostały niezależne od cesarza Łużyce i Morawy. Bolesław uzyskał też posiłki zbrojne na wyprawę kijowską, mającą na celu osadzenie na tronie kijowskim zięcia Bolesława – Świętopełka.

Zabytki starego miasta Budziszyna usytuowane są blisko siebie, w odległości krótkiego spaceru. Budziszyn jest słusznie nazywany miastem wież. Ponad 20 wież i baszt zdobi panoramę miasta, aż dziesięć z nich można oglądać jednocześnie w naturalnej panoramie z mostu nad Sprewą.

Z okien naszego pensjonatu oglądaliśmy ratusz z trzema zegarami; jednym na dzień, drugim na noc i trzecim na słoneczną pogodę-wyjaśniła przewodniczka, gdy nazajutrz skorzystaliśmy z objazdowej wycieczki. Faktycznie ten trzeci to zegar słoneczny. Tuż za ratuszem widoczna kolejna wieża katedry świętego Piotra.

Katedra św. Piotra w Budziszynie (Katedrala swj. Pětra) jest jednym z największych symultanicznych kościołów w Niemczech i najwyższym budynkiem w Budziszynie. To jeden z najważniejszych domów kościelnych w Saksonii i najstarsza lokalizacja kościoła w Łużycach. Także najstarszy kościół symultaniczny w Niemczech.

Już około 1000 roku hrabia Eido von Rochlitz wybudował pierwszy kościół parafialny na miejscu dzisiejszej katedry, a w 1430 roku katedra zyskała swój obecny wygląd. Po reformacji w 1524 roku katedra stała się de facto jednoczesnym kościołem rzymskokatolickim i luterańskim. Była zatem pierwszym symultanicznym kościołem w Niemczech i jednym z trzech takich świątyń w Niemczech Wschodnich. Po długich sporach między luteranami i katolikami Bautzener Rat i Domstift zawarli w 1543 roku pierwszy traktat regulujący korzystanie z kościoła przez oba wyznania chrześcijańskie.

W Niemczech dzisiejszych nadal istnieją aż 64 kościoły jednocześnie ewangelickie i katolickie. Znajdują się w dziewięciu krajach federalnych lub inaczej, w 18 biskupstwach.

Klimat Budziszyna jest łagodny, jednak często wietrzny. Popularne wśród Budziszan przysłowie mówi „Gdy wiatr nie wie, gdzie iść, wieje nad Budišin” („Weiß der Wind mal nicht wohin, weht er über Budissin.“ ) Z drugiej strony, Budziszyn był szczególnie w średniowieczu znany z dobrego powietrza, ponieważ wiatr znacznie zmniejszał klasyczne zapachy uliczne.

Swoją meteorologiczną funkcję spełnia też 83-metrowa wieża katedry. Wspięliśmy się nań po 238 stopniach na ogólnie dostępny taras na wysokości około 53 metrów. Duło potężnie, odmiennie niż na spokojnym placu katedralnym.

Budziszynianie powtarzają starą zasadę, że zła pogoda się zbliża, gdy katedra „orgelt” (słychać jej organy). Wynika to z faktu, że ze względu na konstrukcję wieży kościelnej, przez burzliwy wiatr generowany jest stały świst, hałas, który brzmi jak wycie i jest szeroko słyszalny w mieście. Ponieważ gwałtowne wiatry często poprzedzają burze, zwłaszcza podmuchy wiatru są zwiastunami burz, legendarne „organy” wieży katedry są postrzegane jako znak zmian pogodowych.

Dwa dni w Budziszynie, mieście dwóch nacji i języków, katedry dwojga wyznań i dwudziestu gatunków musztardy za nami. Symultaniczny Budišin da się lubić.

(C) Janusz Plewniak, w lipcu 2019

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.