Pieszo przez Lofoty.

Zimne lato

fot.: Włóczykij

Zimne lato
Lato najlepiej spędzić na północy Norwegii. Zachwycające krajobrazy podczas trekkingu, survival, nurkowanie, surfing, wędkowanie, a wszystkim tym będziemy się cieszyć podczas niekończących się dni.

Już wcześniej, gdy pierwszy raz zobaczyłem na zdjęciach te ostre i poszarpane szczyty górskie rozrzucone po burzliwych wodach Morza Norweskiego, podjąłem decyzję. Postanowiłem przejść z plecakiem archipelag Lofotów. Odległość nie robiła wrażenia. Chodziłem już dłuższe dystanse, chociażby w Nepalu. Jednak magnetyzm tego miejsca mnie przyciągał. Robiąc reserch dowiedziałem się, o najmniejszym Parku Narodowym Norwegii - Møysalen oraz o płaskowyżu Hinnøya, które leżały między lotniskiem w Evenes, gdzie miałem wylądować, a pierwszą wyspą.  Nie namyślając się dodałem je do programu podróży.


Moją wędrówkę rozpocząłem od hotelu Tjeldsundbrua. Tuż za nim droga zamienia się w most i rozwidla. Lewa odnoga prowadzi do Å, ostatniego miasta na wyspach, gdzie planowałem zakończyć wycieczkę. Maszerując dziarsko przez skandynawski “Golden Gate “ uśmiechałem się na myśl o symbolice zdarzenia. Towarzyszyło mi to cudowne uczucie gdy wkracza się na teren dotąd sobie nie znany by go odkryć. Do wioski Kongsvika szedłem wzdłuż drogi podziwiając piękne plaże i wysepki. Tam nareszcie mogłem odbić w prawo od drogi by wejść na szlak prowadzący przez płaskowyż. Minęła mnie para rowerzystów oni obładowani sakwami, ja z plecakiem. To samo miejsce, a jak różne wrażenia z niego wyniesiemy.

Po drodze do Kongsvika
Po drodze do Kongsvika

Wszedłem na teren trolli, najpierw wzdłuż rzeki, przez las. Zapach igliwia przyjemnie pobudzał zmysły. W gęstwinie dostrzegłem zagrody, gdzie Samowie zaganiają zimą swoje stada reniferów. Krótkie podejście przez las i wyszedłem na łąkę mchu. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że będzie to normą przez najbliższe pięć tygodni. Wszedłem na płaskowyż. Wpatrywałem się w jego deprywacyjny krajobraz, chłonąłem go całym sobą na zmianę robiąc zdjęcia. Postanowiłem rozbić namiot nad jednym z jezior i zostać tu na dłużej. Jednak gdy ja na kolacje zapijałem herbatą, orzechy i maliny. Ryby tańczyły przede mną, wyskakując z wody co chwile w innym miejscu. W duchu wiedziałem, że się ze mnie śmieją. Pierwszy raz widziały tu pewnie człowieka bez wędki. Rano byłem z powrotem w drodze. Zapowiadał się piękny dzień, a ja miałem wejść na teren Parku Narodowego.

Hinnøya
Hinnøya
Prywatne jezioro.
Prywatne jezioro.
Pierwszy nocleg
Pierwszy nocleg

Moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka, rozglądnąłem się podejrzliwie bo już zdążyłem przyzwyczaić się do myśli, że jestem tu sam. Nagle zza wzniesienia wybiegły wprost na mnie renifery. Przewodnik, dorodny samiec, gdy mnie zobaczył błyskawicznie zatrzymał stado w miejscu. Dzwonek zawieszony na jego szyi dał sygnał do odwrotu. Odbiegły na pobliskie wzgórze. Ściągnąłem plecak i straciłem sporo czasu uganiając się z aparatem za reniferami. Nie martwiło mnie to zupełnie, wiedziałem że długi dzień gra na moją korzyść. Śmiałem się sam do siebie bo właśnie takiej Norwegii chciałem.

Pierwsze stado, które spotkałem
Pierwsze stado, które spotkałem
Spotkałem łącznie 3 stada
Spotkałem łącznie 3 stada
WSZYSTKIE TRZY PRZYKAZANIA INKÓW
Wyprawa tygodnia WSZYSTKIE TRZY PRZYKAZANIA INKÓW

Wielu Peruwiańczyków marzy, by posiąść więcej, niż tylko czas. Wielu ucieka z prowincji i osiedla się w coraz bardziej pęczniejącej stolicy. Tu dopiero doznają przebudzenia.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.