Tomek na tropie Czerwonej Pandy

W sobotę w Nepalu jest wolne.

fot.: Włóczykij

W sobotę w Nepalu jest wolne.
Nepal kojarzy wam się drogim sprzętem, ośmiotysięcznikami i ekspedycjami. Można inaczej. Himalaje Małe czyli pieszo z Kathmandu do Ilam.

Samolot między szczytami kołował do lądowania. Pod nami w dole przycupnęła kotlina Kathmandu. Dachy z falistej blach, połyskiwały w południowym słońcu tworząc jasne plamy na tle pól ryżowych. Stolica Nepalu przywitała mnie ogłuszającym krzykiem klaksonów, naganiaczy i aktualnie strajkujących. Wszystko to spowijała nuta tajemniczości wprost z dziewiętnasto- wiecznej powieści.  Tamel, dzielnica backpackerów to inny stan umysłu. Polecam  sprawdzić tam dosłownie wszystko na co się natchniecie. Poczynając od przejażdżki rowerowa riksza  po odwiedziny w klubie go .go. Tam znajdziecie najtańsze noclegi.  Nie poddawajcie się przy szukaniu smakołyków i zamiast w hotelowej restauracji, wybierzcie się na obrzeża dzielnicy. Tam szukajcie niskich wejść, najczęściej zasłoniętych kotarą. Jadłodajnie dla miejscowych. Najlepsze historie i najlepsze chowmain gwarantowane. To właśnie w jednej z nich poznałem Sajana i postanowiłem wyruszyć na poszukiwania Czerwonej Pandy.

Z Kathmandu, przez Bhaktapur i Himalaje Małe do Ilam, stolicy nepalskiej herbaty. To właśnie tam Brian Williams otworzył projekt badawczy nad Czerwoną Pandą, Który dziś obejmuje już nawet tereny Birmy.  

Kathmandu
Kathmandu
Thamel
Thamel

Sajan mówił o swoim ludzie. Tamangowie, opuścili Tybet ponad tysiąc lat temu, osiedlili się w górach na zachód od Everestu, po czym rozproszyli się po całym Nepalu. Dotknął ich los całej Azji: ucieczka z roli. Wioski zamieniają się w getta ludzi pozbawionych zmysłu przedsiębiorczości, chorych i starych. Często wsie stawały się własnością posiadaczy ziemskich, którzy mieszkali gdzieś daleko.  Kathmandu zostało zalane imigrantami ze wsi, miejska infrastruktura legła w gruzach, z mostów do rzek wyrzucane są kaskady śmieci, butelki po chińskim piwie i całe stosy plastiku, życie polityczne przeżarła korupcja. Sajan kochał swoją wioskę, jednak tam nie było przyszłości.


-Wszyscy wyjeżdżają. Nie tylko do Kathmandu, ale do Indii, Zatoki Perskiej, nawet dalej. Moja rodzina składała się z dziesięciu osób i byliśmy szczęśliwi. Od czterech lat mnie tam nie było. Kiedy przychodzą zimowe święta, tylko mnie brakuje. Raz do roku rozmawiam z matką przez telefon, tylko żeby usłyszeć jej głos.

Zapłakał na myśl, że matka pozostanie już do końca życia dla niego tylko głosem w telefonie. Pożegnałem młodego Tamanga w Bhaktapurze. Gdy opuszczałem miasto, dookoła na placach odbywała się młócka i suszenie ziaren. Kobiety, okutane w bordowe i niebieskie chusty drewnianymi grabiami przeczesywały zboże. Mężczyźni odprawiali modlitwy w świątyniach, a dzieci obracały  gliniane garnki by  schły na słońcu równomiernie.

Kathmandu
Kathmandu
Kotlina Kathmandu, pola ryżowe
Kotlina Kathmandu, pola ryżowe
Sianokosy
Sianokosy

W miarę jak posuwałem się do przodu, na wschodzie rozwierał się zalesiony wąwóz, wycinający olbrzymi korytarz przez góry. Maszerowałem ścieżką omijając materace ciernistych krzaków. Mijałem czyste i gwałtowne rzeki, które wiały chłodnym magnetyzmem.

Niemal tego nie zauważając, dotarłem do wioski. Piaskowce wznosiły się nad bardziej od nich kruchymi chałupami. Wszedłem do izby, gdzie przez głębokie okna sączyło się martwe światło. Pod ścianą złożyłem bagaż. Pojedynczy plecak, wyglądał nadmiernie na tle tego co posiadała rodzina. Młode małżeństwo z dwójką dzieci przyjęło mnie bez słowa sprzeciwu.  Nie miałem zamiaru nadużywać ich gościnności. Odwdzięczyłem się pomocą w przygotowaniu opału na zimę. Zapadał zmierzch, jej mąż siedział przed chatą. Miał zamglone, marzycielskie oczy i wypytywał mnie o świat. Jaki on jest? Opowiadał o szepczącym wietrze. Ludzie wierzą, że z każdym powiewem wiatr unosi z flagi modlitwę w świat, by złagodzić cierpienie odczuwających istot. Poza tym modlitwy obłaskawiają kapryśnych górskich bogów strzegących przełęczy. Flagi mienią się pięcioma podstawowymi barwami symbolizującymi ziemię, powietrze, ogień, wodę i niebo. Podobnie jak młynki modlitewne wokół świętych miejsc albo obracające się w dłoniach mnichów, Flagi zbawiają świat magią słów. Na wielu widnieje wietrzny koń, niosący mantry na grzbiecie pokrytym klejnotami, na innych święty Padmasambhawa, który przyniósł buddyzm do Tybetu. Niektóre są tak wytarte, że teksty modlitw przypominają pajęczyny. Słowa już jednak wyryły się w powietrzu. Okrążam flagi w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara.

Rzeki z topniejącą z lodowców wodą
Rzeki z topniejącą z lodowców wodą
Trekking na dachu Afryki Północnej
Wyprawa tygodnia Trekking na dachu Afryki Północnej

Co zrobić, gdy jesienno-zimowa aura utrudnia chodzenie po polskich górach? Moja recepta na to, to poszukać miejsc, gdzie pogoda jest dużo znośniejsza. Na przykład w Maroku.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.