Wasze wyprawy

W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów

Widok ze Wzgórza Wołodymira na Podil, dolną część Kijowa

fot.: Kora17

Widok ze Wzgórza Wołodymira na Podil, dolną część Kijowa
Plan zakłada cztery dni w Tarnopolu i sześć w Kijowie. Choć już w drodze wiem, że mi się spodoba, ani na chwilę nie przychodzi mi na myśl, z jak niezwykłą serdecznością się tu spotkam i jak wiele mnie zadziwi.

Tarnopol nie jest dużym miastem (liczy nieco ponad 215,000 mieszkańców) i przejście go z jednego końca na drugi nie stanowi wyzwania, ale do odkrycia jego zakamarków przydaje się spacer z osobą, która zna miasto od podszewki, a najlepiej z dwiema – studentka medycyny Kasia i jej chłopak Maksym doskonale sprawdzają się w roli przewodników. Na początek idziemy na spektakl do Teatru im. Tarasa Szewczenki (narodowego wieszcza Ukrainy): komedia o historycznej ukraińskiej wsi i perypetiach miłosnych jej młodych mieszkańców co chwila wywołuje na sali salwy śmiechu i nawet brak znajomości ukraińskiego nie przeszkadza nam w zrozumieniu dlaczego. Szybko przekonujemy się też, dlaczego Ukraińcy są tak oddani swojej tradycyjnej kuchni – jest po prostu przepyszna! Odwiedzamy restauracje „Tarnopolska kraina” (muzyka na żywo!) i „Stary Młyn”. Ta druga, stylizowana na typowy dom ukraińskiej wsi, gdzie kelnerzy noszą tradycyjne stroje, a dania podawane są na drewnianych podstawkach, uzyskała nawet złote wyróżnienie „Rewizora”: ukraińskiego krytyka kulinarnego, na którego uznanie trzeba ciężko zapracować. Na rozpoczęcie uczty próbujemy „narkotyku”, czyli chleba posmarowanego czosnkiem i smalcem z ziołami; przepis miał ponoć zdradzić obsłudze jej najbardziej znany gość, czyli Bohdan Stupka, bodaj najsławniejszy ukraiński aktor (grał również w polskich produkcjach, między innymi Chmielnickiego w „Ogniem i mieczem”). Później na stół wjeżdżają zielony barszcz w chlebie, wareniki (ukraińskie pierogi) z wiśniami, placki ziemniaczane z sosem grzybowym oraz goriszki, czyli ciasteczka w kształcie orzechów z orzechowym nadzieniem. Na każdym kroku będę się przekonywać do znanych mi też z kuchni polskiej tradycyjnych smaków, które na Ukrainie nigdy nie wyszły z mody.

Neoklasycystyczna fasada Teatru im. Tarasa Szewczenki w Tarnopolu
Neoklasycystyczna fasada Teatru im. Tarasa Szewczenki w Tarnopolu
Uśmiech za milion dolarów w restauracji Stary Młyn
Uśmiech za milion dolarów w restauracji Stary Młyn
Kasia smaruje pajdy chleba smalcem z dodatkami według przepisu Bohdana Stupki - kocham ukraińską kuchnię!
Kasia smaruje pajdy chleba smalcem z dodatkami według przepisu Bohdana Stupki - kocham ukraińską kuchnię!

Wizyta w tarnopolskim Muzeum Więźniów Politycznych budzi u mnie mieszane uczucia – w jednej z sal wystawiona jest maska pośmiertna Stepana Bandery, obok wiszą flagi Ukrainy i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a z głośnika płynie pieśń sławiąca czyny działacza. Tu, w zachodniej Ukrainie, cieszy się on statusem bohatera narodowego. Ukraińcy są bardzo otwarci, ale akurat ten temat nie spotyka się z entuzjazmem: trudno ustalić, czy zdają sobie sprawę z ludobójstwa ludności polskiej dokonanego na rozkaz Bandery i nie chcą o tym mówić, czy też nie przyjmują tego do wiadomości.

W lepszy humor wprawia mnie wizyta w Muzeum Sztuk Pięknych. Skromne zbiory mieszczą się w dwóch salach, ale jest kilka dzieł, które od razu zwracają uwagę: „Droga do Emmaus” rokokowego rzeźbiarza Johanna Georga Pinzela, „Letni wieczór” dwudziestowiecznej ukraińskiej malarki Tatiany Jabłońskiej oraz... szereg obrazów autorstwa Juliusza Fałata, Wojciecha Kossaka i Józefa Mehoffera. Okazuje się, że dyrektorem placówki jest Polak z Krakowa, który wyemigrował do Tarnopola wraz z rodziną w wieku 5 lat. Osób związanych z Polską w trakcie tego wyjazdu spotkam jeszcze wiele: od portiera na dworcu kolejowym, który pracował w firmie budowlanej w Opolu po studiującą w Gdańsku Tatarkę z Krymu.

W tarnopolskim Muzeum Sztuki, obok mnie stoi dyrektor placówki
W tarnopolskim Muzeum Sztuki, obok mnie stoi dyrektor placówki

Pobyt w obwodzie tarnopolskim nie byłby pełen bez odwiedzin w pobliskiej Ławrze Poczajowskiej – jednym z trzech kompleksów świątyń prawosławnych mających na Ukrainie status ławry (pozostałe dwa to Ławra Kijewsko-Peczerska oraz Ławra Świętogórska). Mam szczęście zobaczyć pielgrzymów w dniu ukraińskiego Święta Zmarłych, które przypada na niedzielę tydzień po Wielkiejnocy. W nawie głównej Soboru Zaśnięcia Matki Bożej wyłożono stół, na którym wierni składają bochenki chleba i paschki, czyli babki drożdżowe pokryte lukrem, wypiekane tradycyjnie na Wielkanoc. Jak tłumaczą mi Kasia i Maksym, później zostaną one rozwiezione do pobliskich sierocińców i domów opieki. W równym stopniu jak architektura (Sobór Trójcy Świętej pokryty jest w od góry do dołu mozaiką) zachwycają śpiewy wiernych. Godzina 10 okazuje się być idealna na zwiedzanie Ławry: najwięcej osób przyjeżdża wcześnie rano, tak więc nie ma tłumów, co sprzyja kontemplacji fresków i ikon, ale jednocześnie jest na tyle dużo osób, aby dało się zaobserwować prawosławną religijność. Po powrocie do Tarnopola cieszymy się piękną (wreszcie majową) pogodą i spacerujemy wdłuż ogromnego sztucznego jeziora wybudowanego w centrum miasta w XVI wieku. Zwiedzamy również Starą Cerkiew, katedrę greckokatolicką i powracamy na Plac Szewczenki, gdzie przyglądamy się pomnikowi Solomyi Kruszelnickiej, pochodzącej z okolic Tarnopola słynnej śpiewaczki operowej. Po drodze mijamy też dom, w którym Sergyi Kuzminskyi, frontman zespołu Braty Hadiukiny („ukraińskich Rolling Stonesów”, jak tłumaczy Maksym) miał napisać piosenkę o Tarnopolu. „Fajne miasto Tarnopol” szybko stało się wizytówką miasta i nie bez powodu – utwór nie tylko ma chwytliwą melodię, ale też stwierdza fakt niezaprzeczalny. Tarnopol to fajne miasto, bez dwóch zdań.

Główny plac Tarnopola, Teatr Szewczenki w tle
Główny plac Tarnopola, Teatr Szewczenki w tle
W tym domu powstała piosenka o Tarnopolu autorstwa Sergieja Kuzminskyiego, co upamiętnia tablica przed wejściem
W tym domu powstała piosenka o Tarnopolu autorstwa Sergieja Kuzminskyiego, co upamiętnia tablica przed wejściem
Atoklinten - święta góra Samów
Wyprawa tygodnia Atoklinten - święta góra Samów

Jest w górach coś niezaprzeczalnie pięknego i kojącego. Jakaś tajemnicza siła, która pcha nas na sam szczyt, pomimo że ciało odmawia już posłuszeństwa i błaga o odrobinę odpoczynku. Góry niezależnie od swojej wysokości przyciągają jak najlepszy magnes.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.