Wasze wyprawy

Widzę... Gdzie? Przed oczyma duszy mojej.

Wszystko zaczęło się raczej przypadkowo i raczej nie w pełni świadomie, a także niechronologicznie...

" Widzę... Gdzie? Przed oczyma duszy mojej." ( podtytuł - "Cudze chwalicie, swego nie znacie !!!" )

Wielokrotnie opowiadałam historie dotyczące dzieciństwa i wczesnej młodości naszych wieszczów narodowych oraz późniejszego życia -szczególnie Adama Mickiewicza. Przekazywać wiadomości młodym ludziom, rozbudzać ich zainteresowanie naszą narodową literaturą i historią, to we współczesnych czasach nielada sztuka, szczególnie jeśli dotyczy to młodzieży gimnazjalnej Najlepiej więc byłoby najpierw samemu zobaczyć i poznać te miejsca.Wszystko zaczęło się raczej przypadkowo i nieco nieświadomie, i także niechronologicznie, jeżeli weźmiemy pod uwagę biografię poety.Kierunek Paryż w 1995 roku.

Tradycyjna wycieczka... Brak szans, żeby zwiedzić coś na własną rękę. Nic bardziej mylnego. Oto jeden dzień do mojej dyspozycji./ nie pojadę do Disneylandu, mała strata/. Może uda się zobaczyć autentyczny, opisywany przez Mickiewicza w swoim arcydziele "paryski bruk" i przejść się uliczkami, którymi on chadzał już od końca lipca 1832 r., czasu na odnalezienie skromnego hoteliku, w którym zamieszkał razem z przyjacielem Domeyko, nawet sobie nie dawałam, zakładając, że na pewno już nie istnieje.

Na szczęście trafiam do Muzeum A.Mickiewicza mieszczącego się w gmachu Biblioteki Polskiej / teraz chętnie zawitałabym po raz kolejny, na pewno po generalnym remoncie w 2004 r. prezentuje się okazale/, a spacerując kasztanową nadbrzeżną aleją wzdłuż Sekwany mam okazję podziwiać pomnik Wielkiego Pielgrzyma. Na kolejną paryską wizytę zostawiam sobie między innymi kościół Saint-Louis d'Antin, gdzie Mickiewicz wziął ślub z Celiną Szymanowską, ulicę de la Pepiniere, przy której razem zamieszkali, College de France,gmach Biblioteki Arsenału- ostatnie mieszkanie poety oraz kościół św. Magdaleny, w którym odbyły się uroczystości pogrzebowe wieszcza.

Drugim etapem podążania śladami naszego narodowego wieszcza stało się Wilno i Kowno, i to dwukrotnie: w maju 2004 i 2006.I właśnie drugim razem miałam więcej szczęścia i lepszą okazję, aby dogłębniej poznać pamiątki i miejsca związane z autorem "Pana Tadeusza" dzięki przewodniczce- polonistce wileńskiej szkoły.Trafiłam do wszystkich najważniejszych miejsc znanych dobrze z przewodników: do Muzeum Mickiewicza w zaułku Bernardyńskim nr 11, przed dom Piaseckich, w którym jakiś czas gościł, na Uniwersytet Wileński i bramę, którą często przechodził, spiesząc się na wykłady, do drukarni, w której ukazał się debiutancki tomik " Ballady i romanse" w 1822r.,do celi Konrada stale remontowanej i niestety z tego powodu omijanej przez turystów i mniej zagorzałych przewodników/ za pierwszym razem nawet nas tam nie zaprowadzono/. Obowiązkowe zdjęcie oczywiście jeszcze przed zamyślonym wieszczem - pomnikiem na niewielkim skwerku tuż obok najpiękniejszego kościoła wileńskiego, nie licząc Ostrej Bramy - św. Anny, mojej patronki.

Koło miejscowości Bolcienniki niestety tylko przejeżdżamy. Z okien autokaru wypatruję dużego głazu, który został postawiony na pamiątkę ostatniego potajemnego spotkania zakochanego Adama i jego muzy- Maryli Wereszczakówny.Miga mi przed oczyma, więc jestem usatysfakcjonowana.Pozostaje jeszcze Kwno. w którym młody Mickiewicz był nauczycielem.Trzeci najważniejszy i najbardziej świadomy wyjazd związany z postacią Mickiewicza, ale nie tylko, odbył się w listopadzie 2007 r. Decyzję o wyjeździe musiałam podjąć niemalże w ciągu kilku minut-wyjazd dokładnie za tydzień, a dodatkowo potrzebna jest wiza, na którą czeka się właśnie dokładnie tydzień. Ale jak tu odmówić sobie takiej okazji- wreszcie zobaczę Nowogródczyznę.Tak, pojadę, nieważne są w tym momencie żadne osobiste plany czy zawodowe zobowiązania.DZIEŃ PIERWSZY

15 listopada rano staję się jednym z uczestników wycieczki- " ŚLADAMI WIELKICH POLAKÓW na BIAŁORUSI" .Pierwsza miła niespodzianka już w luksusowym autokarze, naszym przewodnikiem przez cztery kolejne dni, czyli czas wyprawy, jest p. Stanisław, który od początku urzeka i oczarowuje wszystkich swoimi barwnymi opowieściami i nadzwyczajną polszczyzną- kresową, niezwykle dowcipną, niepowtarzalną oraz ogromem wiedzy, faktów, dat, wspomnień. Na granicy w Kuźnicy Białostockiej niestety musimy swoje odczekać, brakuje jednemu z uczestników stempla wizowego. Sprawa do wyjaśnienia. Stratę cennego czasu na szczęście zniwelujemy cofnięciem zegarków, ale dopiero przy powrocie do kraju .W końcu dojeżdżamy do celu, błyskawiczne zakwaterowanie w hotelu " Turyst", aby zobaczyć Grodno jeszcze przed zmrokiem.Chociaż potem niektórzy mają wrażenie, że może lepiej zwiedzać wieczorową porą, gdyż rozświetlone ulice wyglądają atrakcyjniej. Najpiękniej wygląda Niemen, trzecia co wielkości rzeka Białorusi i główna wodna arteria /dł.937 km/, połyskujący, oświetlony lampami, wijący się, rozbudzający naszą wręcz narodową , a na pewno polonistyczną wyobraźnię, przywołujący Mickiewiczowskie wersy...Potem poznajemy kolejne historycznie ważne miejsca m.in. Stary i Nowy Zamek, Glebę na Kołoży, cmentarz katolicki- grób E.Orzeszkowej, kościół farny pw. św. Franciszka. Mamy także wyjatkową okazję autentycznie cofnąć się w czasie, gdy zasiadamy w dawnych ławkach w domu Elizy Orzeszkowej i wsłuchujemy się w wykład o pisarce przekazywany przez nieco stremowaną/ gdy usłyszała, że zawitali polscy nauczyciele z p. Poczobutem/ p. kustosz. Robimy pamiątkowe zdjęcia, zachowując w pamięci wiele ciekawostek, niekoniecznie pochlebnych o autorce " Nad Niemnem", ale to nie jest ostatnie spotkanie z jej przeszłością.Na koniec oczywiście kupuję pamiątki/ nie trafiam na dzwonki, którw przywożę z odwiedzanych miejsc/, ale za to przewodniki w języku polskim i komplet dawnych pocztówek Napoleona Ordy, bo tu właśnie mijający 2007 rok jest jego Rokiem jubileuszowym.DZIEŃ DRUGI

Nazajutrz wyruszamy zaraz po śniadaniu/ smaczym i obfitym podobnie jak kolacja dnia poprzedniego/, zapalamy znicze nad grobem Jana i Cecylii oraz pochylamy zamyślone twarze nad mogiłą powstańców z 1863 r., zbieramy nawet szyszki na pamiątkę. Na usilną prośbę jednej z uczestniczek/ miała specjalną misję do spełnienia/ nadprogramowo zajeżdżamy do powieściowej, rozsławionej osady Bohatyrowicze.Dzisiaj to zaledwie kilka domeczków, / pada oferta kupna jednego z tych raczej jedynie letniskowych domków, kiedy schodzimy nad brzeg Niemna, dokładnie tam, gdzie o różnych porach siadywała p. Eliza, pisząc kolejne rozdziały swojej najgłośniejszej powieści- a może by tak potraktować tę propozycję poważnie - taka myśl chodzi mi po głowie !!!/. Centralnie ruiny dworku, w którym Orzeszkowa spędzała wakacje i pisała" Nad Niemnem" i Bohatyrowiczka, która opowiada nam o współczesnych losach kolejnego pokolenia.Spotkanie niezwykle wzruszające, nasze łzy i jej pogodny uśmiech, zdjęcia, a przy rozstaniu drobne prezenty z Polski i miły gest- machanie na pożegnanie aż do momentu, kiedy nie znikniemy z zasięgu jej oczu. Do dzisiaj właśnie ta chwila najbardziej utkwiła mi w pamięci.

Wczesnym popołudniem dojeżdżamy do Nowogródka/ pierwsze wzmianki pochodzą już z 1044 r./, więc w końcu to miejsce, które tak bardzo chciałam zobaczyć. Zimowo, śnieżnie, wręcz mroźno. Udjemy się do dworku- Muzeum Adama Micewicz położonego w samym centrum, tuż na przeciwko kościół św.Michała Archanioła, rzeczywście tak blisko, że gdy zdarzył się wypadek i jako młody chłopiec wypadł z okna, jego matka mogła natychmiast biec i prosić o cudowne uzdrowienie. I szkoła, do której uczęszczał mały Adaś. Najpierw kilka zdjęć póki jest jeszcze widno, z bliska, z daleka, aby móc wybrać w domu najciekawsze ujęcia.Jestem zdziwiona, że tyle tu pamiątek, że mogę tu wszystko podziwiać, że to rzeczywiste miejsce dzieciństwa przyszłego genialnego poety, że ... Mickiewicz nosił okulary, autentyczne są eksponatem / nigdy nie trafiłam na podobiznę artysty w okularach/, autentyczne również lustro, w którym się przeglądał i stylowe mebelki jego ukochanej Maryli z Tuchanowicz, ... że można robić zdjęcia, u nas by to było zabronione. Chcę jak najwięcej zachować w pamięci i jak najwięcej utrwalić na zdjęciach.

Potem zostaję wciągnięta w kolejny magiczny świat, zaledwie po przejściu stu metrów... osnieżona Góra Zamkowa i widok z niej na miasto, ruiny zamku książąt litewskich, tuż obok Kopiec Mickiewicza usypany w latach 1924-31 przez samych mieszkańców Nowogródka, którzy znosili garściami ziemię z miejsc, w których przebywał młody Adam./ to dla mnie nowa informacja/ i pomnik na Małym Zamku, podobno najładniejszy ze wszytkich wizerunków, bo przedstawiający Mickiewicza zakochanego.Potwierdzam, może się podobać.

Zwiedzamy jeszcze kościół pw. Przemienienia Pańskiego, gdzie znajduje się pamiątkowa tablica chrztu Adama, który odbył się 12 lutego 1799 r.

Po tych emocjach, które rozbudziły wyobraźnię,niestety opuszczam to magiczne miejsce z daną sobie obietnicą, że muszę tu kiedyś powróćić piękną letnią porą. Przede mną kolejny wytęskniony punkt programu wycieczki - jezioro Świteź. Wypatruję je z okien autokaru, dobiegają do mnie coraz częstsze obawy współuczestników, że już nic nie zobaczymy, bo za chwilę zapadnie zmrok. Oby nie, to niemożliwe, przecież to kolejna główna atrakcja.Niestety nasze przewidywania sprawdzają się, gdy podchodzimy pod brzeg, jest już ciemno. Nawet na nocnej funkcji aparat nie rejestruje tafli jeziora. Jaka szkoda !! Wchodzimy na pomost całą grupą i w jaki sposób rekompensujemy niepowetowaną stratę ... chóralnie recytujemy "Świteziankę" zaczynającą się od słów: "Jakiż to chłopiec piękny i młody...". A echo opiewanego przez Mickiewicza jeziora / które w mojej wyobraźni jawiło się większe, bardziej tajemnicze, nieodgadnione/ powtarza cichutko: "Jakiż...".

Dla tej chwili warto tu było przyjechać, nawet o zmroku !

My, poloniści nie dajemy jednak za wygraną i negocjujemy powtórny przyjazd nad Świteź nazajutrz w dzień.Jaka radość, pilot wycieczki słysząc w naszych głosach nizwykłą determinację, zgadza się. Euforia / nie jestem pewna, czy dla wszystkich zrozumiała !! /DZIEŃ TRZECI

Po noclegu w Domu Pielgrzyma w Baranowiczach - kierunek Zaosie. Kolejne fascynujące miejsce. To tu urodził się Mickiewicz w noc wigilijną, chociaż rodzinna legenda głosiła, że przyszedł na świat w karczmie położonej w połowie drogi między Nowogródkiem a Zaosiem /mało prawdopodobne/.Trzeci pokój, zwany dawniej bawialnią, jest tym, w którym zapewne urodził się Adaś. Wezwana akuszerka przecięła pępowinę noworodka na książce/ która dziś jest jednym z eksponatów/, "chcąc go przeznaczyć na rozumnego". Po dawnym folwarku nie zachował o się prawie nic.Jednak siedziba Mickiewiczów w 1998 r. została zrekonstruowana i cały kompleks muzealny zaplanowano jako tradycyjny folwark szlachecki z przełomu XVIII/XIX w. z centralnie położonym domem, na przeciwko niego piętrowym spichlerzem/ to tutaj podobno spędzał noce Mickiewicz, gdy zbyt póżno wracał po spotkaniu z ukochaną Marylą- w czasach, kiedy jako młodzieniec przyjeżdżał na wakacje/,obok- oborą i gumnem. Jedynie pobliska stara lipa może pamiętać najdawniejsze zdarzenia. W pomieszczeniach muzeum prezentowana jest ekspozycja: "Powrót Pana Tadeusza". Można więc w przedsionku podziwiać trofea myśliwskie, zasiąść przy stole w jadalni, sprawdzić autentyczność cymbałów czy obejrzeć gabinet przyszłego poety. To wszystko przy pięknej recytacji fragmentów epopei. Czas goni, a ja chcę nacieszyć się tym miejscem, przeżyć niezapomniane spotkanie z dawną przeszłością." A przecież mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się... Adam"

Wszyscy wracamy do autokaru w jak najwolniejszym tempi- pobyć tu jeszcze prze chwilę, poczuć powiew historii, tradycji, dawnych zdarzeń...

Potem Mir, Nieśwież i Hruszówka -historia, i jeszcze raz historia. Miejsca, które czekają na pełną rekonstrukcję. Świteź niestety ponownie zobaczylibyśmy wieczorną porą, więc rezygnujemy ku niezadowoleniu większości.DZIEŃ CZWARTY - OSTATNI

Tyle opowieści, tyle historii, tyle niezapomnianych wrażeń, jeszcze wczorajsze spotkanie z młodzieżą i nauczycielami w polskiej szkole w Baranowiczach, a potem wieczornica " Wspólne dziedzictwo".Dziś przed nami Mereczowszczyzna i Muzeum Tadeusza Kościuszki, Skoki, Bereza Kartuska i Brześć. Niestety te miejsca nie wywołują już we mnie takich emocji.

Najpierw przy pożegnaniu przewodnika, a potem przy przekraczaniu granicy dziwne uczucie: zarówno zadowolenia i satysfakcji, że znalazłam się dokładnie w tej grupie, z tymi ludźmi, że zobaczyłam wszystkie miejsca znane do tej pory z literackich kart wspomnień, jak i rozżalenia, że to tylko 4 dni, które minęły zdecydowanie za szybko.PS.

Czy trzeba zdobywać Mount Everest, znaleźć raj na Ziemi lub dotrzeć tam, gdzie nikt przed nami nie był, aby spełnić swoje marzenia ???

Czasami tak. Ale częściej ważniejsze jest, by zapełnić tę niewidzialną, ale jakże odczuwalną w sercu i duszy, niestety trudną do określenia... pustkę

i poczuć szczęście, które musi trwać do następnej wymarzonej wyprawy, niekoniecznie na koniec świata.

Dokąd następna wyprawa ? Jeżeli się uda ją zrealizować, to z Panem Adamem na Krym- Auszta w dzień i w nocy, stepy, Akerman, Bakczysaraj...

A kolejne- być może śladami Norwida, zaczynając od Laskowo- Głuchy, miejscowości, w której się urodził.

Spełnienie marzenia 15 - 18.11.2007

Cena 525 złotych od osoby zawierająca przejazd w obie strony, zakwaterowanie, wyżywienie-2 posiłki dziennie, obsługę pilota, ubezpieczenia.

Dodatkowe koszty: wiza białoruska 6 USD /obecnie już droższa/, bilety wstępów do zwiedzanych obiektów ok. 10 USD, jedzenie na podróż w obie strony oraz kieszonkowe+oczywiście pieniążki na pamiątki i dzwonki

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.