POLSKA

Tradycje wielkanocne na Kaszubach oraz zwyczaje w innych regionach Polski. Poznaj je wszystkie

Agnieszka Morawska, Stasia Budzisz, 3.04.2020

Wielkanoc na Kaszubach. Kraszanki były symbolem płodności

fot.: Radosław Żydonik

Wielkanoc na Kaszubach. Kraszanki były symbolem płodności
Każdego roku w czasie najstarszego i najważniejszego święta chrześcijańskiego na Kaszuby wraca tradycja. Okolice wypełniają wtedy magia oraz oczyszczenie. Jak wygląda Wielkanoc na Kaszubach i jakie wielkanocne zwyczaje panują w innych regionach Polski?

Tradycje wielkanocne na Kaszubach. Idą Jastrë

Moja babcia nie lubiła świąt. Męczyły ją przygotowania: sprzątanie, gotowanie, ten cały „cyrk”. Co roku wspominała jednak młodość. Jak wszystkie Kaszubki, czekała na dygowanie, czyli chłostanie rózgami brzeziny albo jałowca. Mówiła, że rózgi ciągnęły po nogach, a jałowiec zostawiał rany, mimo to uchylała na noc okno, by pozwolić wejść do środka kawalerom. Dziewczyny chwaliły się potem jedna przed drugą czerwonymi pręgami na łydkach. W końcu była to oznaka powodzenia. Wtedy też, czyli w latach 20. XX w., do rózg dołączyło oblewanie wodą. – Wielkanoc jest zwiastunką wiosny, a z nią związane są rytuały, które dziś nazywamy wiosennymi porządkami – tłumaczy Gabriela Janik, przewodniczka z Kaszubskiego Parku Etnograficznego we Wdzydzach Kiszewskich. Kaszubi sprzątali podwórze, dom, bielili drzewa i przeganiali robactwo. Symboliczne cięgi były elementem magii oczyszczającej. Podobnie woda, choć ta kojarzona jest także z płodnością, dlatego starano się polewać nią głównie kobiety. Dygowanie, jak każdy zwyczaj, z biegiem lat uległo modyfikacjom, aż w końcu zanikło. Ale jeszcze w latach 90., w czasach mojego dzieciństwa, rytuały nie dziwiły nikogo. – Miałam naście lat i u nas na wsi nigdy na noc nie zamykaliśmy drzwi na klucz – opowiada Ilona, dziś czterdziestoletnia mieszkanka okolic Pucka. – Wtedy już nie tylko chłopcy chodzili dygować, dziewczyny też. Łaziliśmy z domu do domu, symbolicznie biliśmy po nogach rózgami i za to dostawaliśmy słodycze, jajka albo pieniądze. Ważne było trzymanie się z dala od okien, bo tam czyhało największe niebezpieczeństwo – wiadro lodowatej wody. Nawet jeśli oberwaliśmy, nie obrażaliśmy się, takie były zwyczaje.

NA TEMAT:

Wielkanocne tradycje na Kaszubach. Palmy za obraz, bazie na gardło

Zanim wiosna zadomowi się na Kaszubach na dobre, trzeba pożegnać zimę i odpokutować grzechy karnawałowe. Od tłustego czwartku po środę popielcową trwają zapusty, które zamykają okres zabawy. – Cała wieś ruszała w tany – z rozrzewnieniem wspomina młodość pani Jadzia. Dziś ma trochę ponad 70 lat i twierdzi, że Kaszuby to wszystko, co jej zostało, choć może pochwalić się siedmioma wnukami i jedenaściorgiem prawnuków. – Wierzyliśmy, że zapusty dodadzą nam sił, żeby przetrwać czas postu, ale tak naprawdę wiele z rzeczy, które robiliśmy, więcej miało wspólnego z magią niż religią. W latach 50. rybacy tańczyli z kuflami piwa wokół sieci i pilnowali, by go nie wylać, to dawało dobre połowy. A kobiety wokół kołowrotków z kądzielą w ręku. Do tego skakałyśmy, zaklinając len, by wyrósł jak najwyżej. No i oczywiście tłuste jedzenie, ale to zostało nam do dziś: plińce i purcle, czyli placki ziemniaczane i pączki. Nadal smażymy, ale nikt już nie tańczy. Potem przychodził czas na posypanie głów popiołem w kościele. A po mszy – opowiada pani Jadzia – trzeba było wyszorować i schować wszystkie naczynia, by nie został na nich ani gram tłuszczu. Zasłanialiśmy też lustra, ojciec chował akordeon i harmoszkę. Zaczynał się Wielki Post. – W czasie postu nie jedliśmy mięsa, chodziliśmy na drogę krzyżową, unikaliśmy słodyczy. W piątki zawsze był ten sam obiad: ziemniaki w mundurkach, które nazywaliśmy pulkami, i śledź w śmietanie z cebulą – mówi Ilona. Nie można było śpiewać, nawet radio nie grało. Nic dziwnego, że tak bardzo czekaliśmy na Wielkanoc. Im była bliżej, tym więcej się działo.

Wielkanocne zwyczaje na Kaszubach zaczynają się od Niedzieli Palmowej – mówi Gabriela Janik z muzeum. Siedzimy w jednej z izb skansenu i ozdabiamy mirtą palemki. – Dzisiaj raczej kupuje się je w supermarketach, gotowe i strojne, ale tradycyjne kaszubskie palmy były inne. Przystrajaliśmy je bukszpanem i czerwoną wstążeczką, która (przez swój kolor) miała chronić przed złem. Gdy po poświęceniu palmy nabierały magicznej mocy, Kaszubi zatykali je za świętymi obrazami, by zapewniały dobrobyt i chroniły od diabłów, demonów i czarownic. W niektórych domach robią tak do dziś. U babci było podobnie, a sproszkowane bazie, na które mówiła „pućki”, kazała nam łykać, kiedy bolały nas gardła. Jako dziecko bałam się chodzić do kościoła w Niedzielę Palmową. Babcia mówiła, że nie wolno zgubić żadnej pućki po drodze, bo to przynosi pecha.

 

Tradycje wielkanocne na Kaszubach. Lśniące kraszanki i zaklęcia na miłość

 

Co roku najbardziej czekałam na wielkoczwartkowe malowanie jaj, choć według tradycji jest zajęciem tylko dla mężatek. Każdy mężczyzna, który pojawił się w pobliżu malujących, przynosił pecha. Kobiety szeptały zaklęcie: „sól tobie w oczy, a w zęby piasek ”, i sypały za nim tę pierwszą. Na Kaszubach nie ma ani tradycji pisanek, ani drapanek. Są za to jednokolorowe, najczęściej czerwone, kraszanki. Gotuje się je w łupinach cebuli, soku z buraka, jagód, źdźbeł oziminy albo kory drzew. Na koniec, dla połysku, smaruje skórką słoniny. – Gdy byłam młoda – mówi pani Jadzia – obmywałyśmy twarze wodą po gotowaniu kraszanek. Wierzyłyśmy, że dodaje urody. Pamiętam, że do mojej najstarszej siostry przyszedł w konkury chłopak z sąsiedztwa. Był taki zwyczaj, że matki albo siostry malowały jaja dla synów i braci, a oni dawali je swoim wybrankom. To był sposób proszenia o rękę, nieoficjalnych zrękowin. Ojcu nie podobał się ten chłopak, więc siostra jaja nie przyjęła, a on musiał o niej zapomnieć. Magia miłosna – o niej też mówiła mi babcia. Powtarzała, że skorupki od jajek trzeba pokruszyć i podać w jedzeniu temu, który nam wpadnie w oko. Ponoć oszaleje z miłości. Surowym jajom można zadawać pytania i czytać przyszłość. Jajko odpowiada po dobie. Najpierw trzeba je rozbić, oddzielić żółtko od białka, wypowiedzieć życzenie, ale koniecznie w formie pytania, i wlać białko do szklanki z zimną wodą. Forma, którą przybierze, będzie wskazówką. I jeszcze: im więcej bąbelków powietrza wytworzy się wokół niego, tym lepiej.

 

Tradycje wielkanocne na Kaszubach. Święcenie ognia i wody

Noc z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek jest wyjątkowa. – Dorośli wieczorami opowiadali, że ukazują się wtedy błędne ognie – mówi pani Jadzia. – Wiszą ponoć tuż nad ziemią i świecą całą noc. Mają doprowadzić do skarbu. Po jego odnalezieniu trzeba zachować milczenie i wykonać trzykrotnie znak krzyża. Wtedy pilnujący go diabeł traci moc. Wyczytałam, że skarbu szukać trzeba, patrząc w górę, bo znajduje się tam, gdzie rosną jemioły. Milczałam jak zaklęta, gdy postanowiłam to sprawdzić, niestety wróciłam z pustymi rękami.Milczenie jest ważne. To składowa Płaczeboga, czyli Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. W czasie żałoby w kościele milkną dzwony i zastępują je drewniane klekotki. Modlitwy za zmarłych są wtedy szczególnie skuteczne. Babcia opowiadała, że w młodości nad drzwiami wejściowymi zatykała gałązkę cierniową, która chroniła dom od zła. Jej matka smagała domowników rózgą z krzewu agrestu. To właśnie Bożé ranë, na znak pokuty i cierpienia Jezusa. – Jednym z najważniejszych rytuałów tego okresu jest święcenie ognia i wody – mówi Gabriela Janik, a ja wchodzę za nią do kolejnej izby w skansenie. Kaszubi wierzyli że ogień poświęcony tego dnia zapewnia szczęście i bezpieczeństwo. Zabierali go do domu i na nowo rozpalali nim piece, a potem podtrzymywali, by szybko nie zgasł. Pani Jadzia nie zapomina też o wodzie. Raz do roku zabiera butelkę do poświęcenia i potem używa jej w czasie burzy, by ochronić dom, a także na choroby skóry i na oczy. Dałaby też wnuczkom na urodę, ale nie wierzą w moc wody. Na wszelki wypadek.

Tradycje wielkanocne na Kaszubach. Szukanie zająca i jajecznica na boczku

Post kończy się o świcie w Jastrową Niedzielę. O poranku dzieci szukają miejsca, gdzie zając ukrył prezenty. Rodzice też budzili mnie i moje rodzeństwo wcześnie, by potem zdążyć na rezurekcję. Do kościoła szliśmy w nowych adidasach, bluzach, z walkmanami na uszach. Dopiero po mszy można było oficjalnie rozpocząć świętowanie. Od śniadania. – Nawet w najbiedniejszych domach bogato zastawiano stół, miało to przynieść dostatek na cały rok – mówi Gabriela Janik. – Do dziś podaje się prażnicę, jajecznicę na cebuli i boczku. Ważną rolę odgrywa też święconka, ale ta na Kaszubach pojawiła się dopiero po II wojnie światowej. Moda dotarła z centralnej Polski. Mówi się, że w Wielkanoc odradza się życie. Do dziś Kaszubi pozdrawiają się wtedy „Chrystus zmartwychwstał!”, dzielą się też jajkiem ze zwierzętami gospodarczymi. Na wszelki wypadek. I mielą pućki. Na ból gardła

Tradycje i zwyczaje wielkanocne w Polsce

Święta Wielkanocne obfitują w tradycje i zwyczaje ludowe nie tylko na Kaszubach. Część z nich jest kultywowana w całej Polsce. Święcimy pokarmy, malujemy pisanki, zanosimy palmy do kościołów i oblewamy się wodą w Lany Poniedziałek nazywany też Śmigusem-Dyngusem. Jak wygląda Wielkanoc w poszczególnych regionach Polski?

 

Tradycje i zwyczaje wielkanocne na Śląsku

Święta Wielkiej Nocy na Śląsku rozpoczyna Niedziela Palmowa. Podobnie, jak na Kaszubach niektórzy jeszcze kultywują tradycje połykania kuleczek poświęconych bazi, które mają chronić przed chorobami i bólem gardła. Z palemek  rolnicy z robią krzyż i wtykają w ziemię w Wielki Czwartek. Ma to chronić pola przed suszą lub powodzią. W trakcie świąt nie wolno też wykonywać żadnych prac w polu - wtedy plony będą urodzajne. Ślązacy wyjątkowo restrykcyjnie podchodzą do ścisłego postu w Wielki Piątek - nie powinni oglądać również telewizji i słuchać radia!

Tradycje i zwyczaje wielkanocne na Kujawach

Zgodnie z tradycją wielkanocną na Kujawach w Wielki Czwartek wieczorem zbierali się chłopcy z glinianymi naczyniami do zarabiania żuru. Zaczynał się zwyczaj wybijania żuru. Był to znak,że post się powili kończy.Kawalerowie rozbijali garnek z zawartością o próg domu, w którym była panna na wydaniu. W Wielki Piątek o świcie gospodyni podnosiła pierzynę i smagała śpiących jeszcze domowników wierzbowymi lub brzozowymi gałązkami, mówiąc, że to za "boże rany". Śmigus-Dyngus to tradycja Wielkanocnego Poniedziałku. Chłopcy chodzili od domu do domu, smagając dziewczęta gałązkami wierzby lub brzozy albo oblewając wodą. Kolejnego dnia następował rewanż - panny oblewały wodą kawalerów.

Tradycje i zwyczaje wielkanocne w Małopolsce

W Małopolsce i w samym Krakowie do dzisiaj funkcjonuje mnóstwo zwyczajów i tradycji wielkanocnych, niektóre sięgają aż średniowiecza! W Wielkanocny Poniedziałek odbywa się Emaus. Odpust odbywa się na krakowskim Salwatorze przy klasztorze Sióstr Norbertanek i kościele pw. św. Norberta. To tradycja z XVI w., która nawiązuje do wędrówki Jezusa do Emaus (to w Emaus Zmartwychwstałego po raz pierwszy ujrzeli uczniowie). Przy okazji odpustu pojawiają się kramy z zabawkami, słodyczami i sercami z pierników. Wtorek po świętach to czas zabawy na Rękawce czyli odpust na Kopcu Kraka. Legenda głosi, że został kopiec został usypany z ziemi noszonej przez ludzi w rękawach. W XVII w. bogaci mieszczanie ze szczytu kopca Kraka zrzucali monety, słodycze, owoce, jajka. U stóp wzgórza czekali na te dary ubodzy, żacy i dzieci. Dziś na kopcu Kraka i pobliskim Wzgórzu Lasoty odbywa się średniowieczny festyn. W nocy z wielkanocnej niedzieli na poniedziałek mieszkańców nachodzi Siuda Baba. Czarna od sadzy, bo przez cały rok pilnowania ognia nie wolno jej się było umyć. Według podań, niegdyś we wsi Lednica Góra pod Wieliczką istniała świątynia bogini Ledy. Ku jej czci płonął wieczny ogień, którego strzegła kapłanka. Raz do roku wyruszała na łowy - szukała następczyni. Wybrana panna, której nie udało się wykupić musiała do następnej wiosny pilnować ognia.

Tradycje i zwyczaje wielkanocne na Mazowszu

Na Mazowszu podobnie, jak w Małopolsce tradycji i zwyczajów wielkanocnych jest mnóstwo. Od kurpiowskich palm w Łysych po barabanienie w Iłży pod Radomiem. Jeśli Niedziela Palmowa, to na Kurpiach. Od 1969 roku uroczystościom towarzyszy konkurs na najpiękniejszą palmę. Kurpiowskie charakteryzuje przede wszystkim rozmiar. Ich wysokość zaczyna się od 2 metrów. Powstają na bazie pnia ściętego drzewa – leszczyny albo sosny, a do ozdobienia wykorzystuje się roślinność leśną oraz kwiaty i wstążki z bibuły. Inną tradycją z Mazowsza jest najgłośniejsza msza w roku. W Iłży pod Radomiem Zmartwychwstanie Pańskie celebrowane jest w nocy z soboty na niedzielę. Od północy do 6 rano słychać dźwięk barabanu. Dziesięciu mężczyzn uderza w baraban i przechodzi przez całe miasto aby oznajmiać, że Chrystus zmartwychwstał. Baraban to ogromny bęben turecki używany przez pułki janczarskie oraz oddziały dawnych wojsk polskich. Miedziany kocioł z XVII w. jest wyjmowany raz w roku ze skarbca parafii Najświętszej Marii Panny.

 

Cały tekst Stasi Budzisz o Wielkanocy na Kaszubach przeczytasz w kwietniowych "Podróżach" dostępnych także w formie e-wydania. W specjalnej cenie kupisz tutaj.

PODRÓŻE/04/2020

Polub nas na Facebooku!

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.