ALGIERIA

Północna Algieria i Sahara tropem Tuaregów!

Monika Witkowska, 28.01.2016

Algier, stolica Algierii

fot.: www.shutterstock.com

Algier, stolica Algierii
Polscy turyści jakby zapomnieli o Algierii, a przecież to jeden z najbardziej fascynujących krajów basenu Morza Śródziemnego.

Dla większości turystów przygoda z Algierią zaczyna się od Algieru. Mówi się o nim białe miasto. Rzeczywiście – budynki, przynajmniej te w centrum, są białe z niebieskimi wykończeniami. Rozlokowane na wzgórzach nad portową zatoką Morza Śródziemnego sprawiają wrażenie zadbanej metropolii. Do tego szerokie ulice, parki, ukwiecone skwery i ludzie ubrani zupełnie po europejsku. I pomyśleć, że jestem w stolicy kraju uważanego za konserwatywny i ogarnięty wojną (nic bardziej mylnego – wojna skończyła się kilka lat temu). Czuję się jak we Francji – architektura, pisane po francusku nazwy ulic... Trudno się dziwić – Francuzi wkroczyli na te tereny w 1830 roku, i aż do 1962, Algieria była ich kolonią.

NA TEMAT:

Zabytki, puby – atrakcje Algieru

Dzień na zwiedzenie Algieru to mało, bo prawie 2-milionowe miasto jest bardzo rozległe. Samo kluczenie wąskimi uliczkami Kazby, najstarszej części miasta, zajmuje kilka godzin. Zaglądam w ciasne podwórka, zagaduję rzemieślników z przydomowych warsztatów. Kazba to takie miasto w mieście – trochę przypomina warszawską starą Pragę.

Algieria, Algier

Algieria, Algier (shutterstock.com)

Po filiżance pysznej arabskiej kawy w przytulnej knajpce wracam do bardziej cywilizowanych dzielnic. Zwiedzam muzeum Bardo z interesującym działem etnograficznym, następnie idę do stanowiącej doskonały punkt widokowy bazyliki Notre Dame d’Afrique, gdzie spotykam polską zakonnicę. Już następnego dnia taksówką jadę pod pomnik Męczenników Rewolucji. Wzniesiony w 1982 roku na jednym ze wzgórz stumetrowej wysokości betonowy monument, widoczny z wielu punktów miasta, to dzieło Mariana Koniecznego. Naszych rodaków kiedyś w Algierii było mnóstwo – do pracy przyjeżdżał personel medyczny, nasi inżynierowie budowali tu drogi, na miejscowych uczelniach kształcili się polscy studenci. Poniekąd pozostałością po tamtych czasach są mieszane rodziny, które do tej pory można spotkać m.in. w Algierze.

Siedząc w jednym z algierskich pubów, obserwuję młode dziewczyny. Większość z nich ma na sobie ciuchy nieróżniące się od noszonych przez ich rówieśniczki z Europy, ale zdarzają się i takie, które mimo dżinsów i bardzo modnej bluzki zakrywają włosy chustą albo wręcz noszą tradycyjną, długą abaję. W zależności od gustu i rodzinnych tradycji.

Dla odmiany kolejny wieczór spędzam w lokalnej... piwiarni. Jak na islamski kraj miejsce to zaskakujące, ale przecież jestem w stolicy. A propos alkoholi – Algieria produkuje również całkiem przyzwoite wina. Nie jestem pewna, czy jako kobiecie wypada mi wejść do pełnego mężczyzn lokalu, jednak przyjazne gesty przełamują opory. „Z Polski jesteś?” Za chwilę padają nazwiska naszych piłkarzy, którzy cieszą się wśród Algierczyków dużą sympatią. Jeden z moich rozmówców jest blondynem, ma jasną cerę i niebieskie oczy. „Nikt z mojej rodziny nawet nie był w Europie. Wyglądam tak, bo jestem Kabylem”, tłumaczy młodzieniec. Pochodzący z gór w pobliżu wybrzeża Kabylowie to tylko jedna z grup etnicznych tworzących mozaikę algierskich ludów. „Nie każdy Algierczyk jest Arabem, np. my, Kabylowie, jesteśmy Berberami. Nie tylko wyglądamy inaczej, ale mamy własny język, zwyczaje”, mówi z dumą.

Sahara. Miasteczka Tuaregów

Algier to wizytówka Algierii, ale żeby poznać ten kraj, trzeba jechać na Saharę. Odległości są tu ogromne – z samego południa, spod granicy z Mali, do Algieru muszę pokonać 2 tys. km! Z drogami na szczęście jest w miarę dobrze, jednak o szczegółowym rozplanowaniu podróży zapomnijmy. Na Saharze nikt się nie śpieszy. W drodze do Djanet (min. 2 doby w autobusach) dwa razy wymieniamy koło, a raz łapie nas burza piaskowa. „Wy odśnieżacie drogi, my musimy je czyścić z piasku”, śmieje się jeden ze współpasażerów, z którym konwersuję w trakcie przerwy na modlitwę. Akurat jest zachód słońca – czas oddać pokłony Allahowi.

Każde miasto na Saharze jest inne. Do najciekawszych należy Ghardaia. Doskonale wkomponowane w pustynny krajobraz żółto-różowe domy tworzą labirynt ulic i zaułków. Punktem orientacyjnym są minarety meczetów i targowisko, na które wcześniej czy później się trafi. Po sąsiedzku, czyli 200 km na południe od Ghardai leży El Golea – typowa pustynna oaza, od której nazwę wzięła popularna w Algierii woda butelkowana. Oprócz wody bogactwem są tu palmy daktylowe. Najlepszy widok na odcinającą się od żółtych piasków zieloną plamę utworzoną z tysięcy drzew mamy ze szczytu ksaru – wzniesionej na wzgórzu twierdzy. W pobliżu jest też przepiękny kościół z grobowcem zabitego w 1916 roku ojca Charles’a de Foucaulda, francuskiego zakonnika, który wiele lat życia spędził na pustyni, tworząc m.in. pierwszy słownik tuaresko-francuski.

Algieria. Sahara

Sahara (fot. shutterstock.com)

Moje ulubione miasteczko na Saharze to Béni Abbès. Tło stanowią ogromne wydmy Wielkiego Ergu Zachodniego – piaskowe góry ciągną się, bagatela, na przestrzeni 500 km! O zachodzie słońca wraz z okoliczną dzieciarnią wspinamy się na nie, aby pojeździć na nartach. Trzeba przyznać, że dość osobliwie wyglądają Beduini w turbanach i długich dżalabijach szusujący po piachu na markowych rossignolach. O nocleg się nie martwię, bo mam namiot, ale i tak nie dane jest mi go użyć – poznany nauczyciel z miejscowej szkoły zaprasza mnie na kolację w gronie swojej licznej rodziny.

Mam wrażenie, że w każdym, nawet bardzo biednym domu, najważniejszym elementem wyposażenia jest telewizor, oczywiście podłączony do anteny satelitarnej. Stołu nie ma, siedzimy na podłodze, jedząc pyszny kuskus z jednej miski. Potem razem z żoną gospodarza i jego córkami (panowie śpią gdzie indziej) rozkładam się do snu na dachu służącym jako taras. Następnego dnia pada propozycja wyprawy na wielbłądach. Wkrótce siodłamy nasze „pojazdy”. Moi współtowarzysze, Beduini z krwi i kości, doskonale wiedzą, jak radzić sobie z dromaderami. Początkowo mam trochę problemów, ale wkrótce jakoś się dogaduję z krnąbrnym garbusem. Może pomaga obietnica, że nie tknę wielbłądziego mięsa? Poprzedniego dnia na targu rozłożone na chodniku wielbłądzie kości i głowy zrobiły na mnie wstrząsające wrażenie.

Jak sobie radzić na Saharze, uczy mnie poznany w Djanet Tuareg o imieniu Barka. Zaczynamy od zawiązywania szeszu, czyli turbana. Zamotanie pasa materiału mającego 10 metrów długości jest sztuką. Zakrywa głowę, nos, usta i wbrew pozorom wcale nie jest w tym gorąco. Jeśli chodzi o picie, to szybko zapominam o wodzie w butelkach, przestawiam się na tę z bukłaka zrobionego z wypatroszonej kozy, wożoną na zderzaku samochodu. Dzięki tej metodzie jest orzeźwiająco zimna. Przekonuję się, że do daktyli, typowej saharyjskiej przekąski, najlepsze jest schłodzone mleko! A pragnienia i tak nic nie gasi tak jak pita w malutkich szklaneczkach gorąca herbata miętowa. Nic dziwnego, że jeden z pierwszych zwrotów, jaki przyswajam z dialektu tuareskiego to "Akan ataj" – poproszę herbatę.

Ciemnych, wysmaganych wiatrem Tuaregów, zwanych błękitnymi ludźmi (od niebieskich szat, które noszą), spotykam na Saharze w wielu miejscach. Między innymi w oddalonym o 1500 km od Algieru Tamanrasset będącym bazą wypadową do eksplorowania regionu Hoggar. Wyrastające z pustyni skały to nie tylko miejsce piękne widokowo, ale także mekka miłośników wspinaczki! W tym rejonie znajduje się najwyższy szczyt Algierii – mający 2918 m n.p.m. Tahat.

Atrakcje północnej Algierii

Algieria, Konstantyna

Konstantyna, Algieria (shutterstock.com)

Pustynia jest piękna, ale w końcu przychodzi moment, kiedy tęskni się za zielenią. Wtedy trzeba wrócić na północ Algierii, tym bardziej że tam też jest co zwiedzać. Ci, którzy lubią historię starożytną, będą usatysfakcjonowani – algierskie ruiny są bardzo dobrze zachowane, a o ich znaczeniu świadczy wpisanie na listę UNESCO. Najciekawsze to dumna z rzymskich mozaik Djémila (w początkach naszej ery 20-tysięczne miasto) i Timgad, gdzie oprócz imponującego łuku triumfalnego i amfiteatru do obecnych czasów przetrwały m.in. antyczne toalety.

Tym, którzy mają mało czasu, a są w Algierze, zostaje położona zaledwie 70 km od stolicy, mająca fenickie korzenie (V wiek p.n.e.) Tipaza. Warto zobaczyć też Oran kojarzony z "Dżumą" Alberta Camusa. Prawdziwą perełką jest Konstantyna. Wyrosłe nad kanionem miasto spinają mosty – jeden z nich wisi 175 metrów ponad wstążką rzeki!

Tipaza, Algieria

Tipaza, Algieria (shutterstock.com)

Nie da się poznać Algierii w ciągu jednego wyjazdu. To zbyt rozległy kraj. Za każdym razem wybieram się w inny region, a jeszcze trochę mi do zobaczenia zostało. Mam powód, by wrócić. Inszaallah – jeśli Bóg (Allah) pozwoli! – jak mawiają Algierczycy.

Polub nas na Facebooku!

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.