MYANMAR

Tańce z duchami – obrazki z Birmy

Tekst i zdjęcia Anita Andrzejewska, 16.09.2014

Birma

fot.: Anita Andrzejewska

Birma
Pomiędzy Indiami a Chinami jest takie miejsce, gdzie czas się zatrzymał. Nie wiadomo tylko dokładnie kiedy, czy tysiąc lat wstecz w imponującej, antycznej stolicy Bagan, czy w epoce przedindustrialnej w wieloetnicznych wsiach bez prądu i maszyn rolniczych. Birma to raj dla podróżników, etnografów, antropologów i poszukiwaczy przygód.
artykul sponsorowany

Rozklekotany pickup podskakuje jak dziki koń na wybojach polnej drogi. W tłumie ściśniętych pasażerów walczymy, by nie wypaść z otwartej paki, czepiamy się poręczy, sąsiadów, tobołów. Kobiety i dzieci na dolnym pokładzie, mężczyźni na dachu. Jesteśmy w Birmie, gdzie większość aut to gruchoty sklecone ze zdezelowanych samochodów, część z nich pamięta jeszcze drugą wojnę światową. Nic dziwnego, że naszemu pojazdowi brakuje lusterek i zderzaków, widziałam takie, które obywały się bez karoserii. Mamy za to klakson i kiedy przejeżdżamy przez ubogie wioski, kierowca, trąbiąc, rozpędza dzieciaki, które blokują drogę wystawiając srebrne, jałmużne misy.

Festiwal duchów

To idealne dni na kwestowanie – wielkie, coroczne święto natów, czyli duchów drzew, gór i strumieni, wywodzących się z animistycznych wierzeń, dużo starszych niż dominujący w Birmie buddyzm therawada. Kult natów, które mają naturę bliską śmiertelnikom i wpływają na ich codzienne, przyziemne sprawy, współistnieje z naukami Buddy o oświeceniu, mimo jawnej z nimi sprzeczności. Figurki natów, oprócz niezliczonych kapliczek przydrożnych, domowych i nadrzewnych zamieszkują też buddyjskie świątynie.

NA TEMAT:

W czasie festiwalu można godnie uczcić naty i zjednać sobie ich przychylność, dlatego tłumy gości nadciągają ze wszystkich stron: drewnianymi wozami zaprzęgniętymi w woły, motorami, autobusami. Pola niedaleko miejscowości Monywa, która leży na północ od Mandalay, nad piękną rzeką Chindwin, zaczynają przypominać cygańskie obozowisko, skrzyżowane z odpustem i festiwalem Woodstock. Pośród setek straganów z jedzeniem, koszami z wikliny, garnkami i odpustowym drobiazgiem stoi namiot z obwoźnym zakładem fotograficznym, odpoczywają chude woły, ludzie piknikują, palą kadzidła, modlą się, dzieci szybują pod niebo na kole ogromnej karuzeli. Jest tu cały przekrój birmańskiego społeczeństwa: mężczyźni z miast i wsi, wszyscy w tradycyjnych lungi (rodzaj sarongu), bosonodzy mnisi w szkarłatnych szatach, mniszki na różowo, z pomarańczowymi szalami, modni młodzieńcy z nażelowanymi fryzurami, w heavy metalowych koszulkach, kobiety o twarzach pobielonych pastą z kory drzewa tanaka, która służy ozdobie i ochronie skóry przed słońcem.

Birmańscy mnisi

Podążam za dźwiękiem orkiestry: bębny, cymbały i piszczałki wybrzmiewają w szalonym tempie. Muzyka dudni z betonowego budynku krytego falistą blachą, który na kilka świątecznych dni zamienia się w sanktuarium natów. W półmroku, rytmicznie, w uniesieniu, podryguje gęsty tłum, twarze błyszczą od gorąca, upojenia i tańca. Kilku wyrostków wymachuje plakatami z portretem noblistki – Aung San Su Kyi, zwanej The Lady, symbolem pokojowego oporu wobec bezwzględnej dyktatury wojskowej junty, która rządziła w Birmie przez ponad pięćdziesiąt lat. W roku 2012 działaczka została wypuszczona na wolność po szesnastoletnim areszcie domowym i kandydowała do parlamentu.

Ludzie entuzjastycznie witają światełko nadziei na wolność i polepszenie egzystencji, naznaczonej nędzą i opresją. Tymczasem, jak od tysiącleci, zanoszą swoje troski przed oblicze natów. Malutki, wysuszony, uszminkowany mężczyzna w czarnej koronkowej sukni wiruje w transie, z dwoma mieczami w dłoniach. Ręce z tłumu wyciągają się ku tancerzowi i wkładają mu na szyję girlandy z banknotów, a on przystaje, by dotknąć kogoś mieczem i pobłogosławić. To medium, w którego ciało wstępuje duch i za jego pośrednictwem można prosić o poprawę swojego losu.

Birmańscy mnisi

Naty mają potężną moc i ludzkie upodobania, więc do ust tancerza wciska się zapalone papierosy, wlewa whisky i coca colę. "Jestem nat gadaw czyli poślubiony duchowi. Odziedziczyłem ten dar po babce." – mówi mi chudzielec w swoim namiocie po występie, a rumiana żona i dwaj dorośli synowie pomagają mu ściągnąć kieckę. Na swoją kolej czekają w kobiecych przebraniach, niczym drag queen, następni, bardziej lub mniej skuteczni mediatorzy pomiędzy światem ziemskim i duchowym.

Mrauk U – na birmańskiej prowincji

Mrauk -U, Birma

Tymczasem wśród zielonych, ryżowych pól toczy się codzienne, powolne życie birmańskiej prowincji. Gdziekolwiek pojadę mam wrażenie, że czas się zatrzymał dziesiątki lat temu. Mimo że Birma otwiera się na świat po półwiekowej izolacji, do niektórych miejsc nie wolno podróżować turystom, a do wielu droga jest długa i uciążliwa, tak jak do stanu Arakan nad Zatoką Bengalską.

Kiedy docieram tam po dwudniowej podróży wszelkie trudy wynagradza mi baśniowy spektakl. O świcie, ze wzgórza, na którym stoi złota pagoda, patrzę jak mgła, pomieszana z dymem palenisk w budzących się ze snu domostwach przepływa nad okolicą, odsłaniając w różowym blasku pagórki, porośnięte palmowym lasem i setkami stożkowatych świątyń.

Mrauk U to stolica dawnego królestwa Arakan, która do 1784 roku była jednym z najbogatszych miast Azji. Europejscy przybysze porównywali jego potęgę z Londynem czy Amsterdamem i opisywali z zachwytem królewski pałac, którego komnaty zbudowane z aromatycznych drewna wypełniały złote posągi, wysadzane szlachetnymi kamieniami. Dziś Mrauk U to zaledwie większa wioska, a z czasów świetności pozostały setki świątyń. Ich mroczne korytarze kryją tysiące wizerunków Buddy i płaskorzeźby, które niczym historyczna księga opowiadają z detalami o życiu władców i poddanych Arakanu. Wśród pagód mieszkańcy wsi wypasają kozy, kąpią się w wodnych zbiornikach, woły orzą pola, kobiety noszą na głowie wodę w metalowych dzbanach do domów, z których większość nie ma dostępu do elektryczności ani bieżącej wody.

Przez codzienną krzątaninę przebijają się odgłosy mantr recytowanych przez młodych mnichów w pobliskim klasztorze. W Birmie każdy chłopiec tradycyjnie choćby na krótki czas zakłada szaty mnicha zanim stanie się mężczyzną. „W klasztorze miałem piękne życie: spokój, medytacja, skromny posiłek, żadnych zmartwień.” – wspomina młodzieniec na schodach świątyni w Bagan, słynnym z tysięcy ponad ośmiusetletnich pagód. – „Niestety musiałem wrócić i pomagać matce w utrzymaniu rodziny.” – mówi wyciągając z zakurzonej szafy zawinięty w szmatkę buddyjski manuskrypt spisany na złoconych palmowych liściach. Nie mogę uwierzyć, że ten przepiękny, zabytkowy przedmiot, godzien muzealnej gabloty, trzymam w rękach w rozpadającej się drewnianej świątyni. Taka właśnie jest Birma – skarby i niespodzianki w najbardziej nieoczekiwanych zakątkach oraz ludzie, którzy chętnie się nimi dzielą.

Polub nas na Facebooku!

artykul sponsorowany Nikon

Akademia Nikona: nauka fotografii w praktyce. Kursy, warsztaty fotograficzne, fotoekspedycje

https://www.akademianikona.pl/

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.