Wasze wyprawy

AFRYKAŃSKI DŻEM

Arena w El Djem

fot.: janusz

Arena w El Djem
Holenderski turysta poradził nam wykupić na kolei bilet pierwszej klasy. Dopiero na peronie zauważyliśmy jak cenna to była wskazówka.
El Djem - fragment amfiteatru
El Djem - fragment amfiteatru

AFRYKAŃSKI DŻEM.

El Djem (także El Jem) znajdziecie na mapie w środkowo-wschodniej TUNEZJI. Najciekawszą atrakcją miasta jest wzniesiona za czasów cesarza Gordiana monumentalna budowla rzymska – Koloseum (Amfiteatr Rzymski).

Wybudowane w III wieku przez Rzymian, było areną dla cyrku i rzymskich zawodów gladiatorów. Budowlę wzniesiono najprawdopodobniej w latach 230-238. Koloseum w El-Jem jest trzecim co do wielkości znanym koloseum oraz jednym z najlepiej zachowanych. Potęgę tej monumentalnej budowli możemy dostrzec jeszcze dziś, po to, by spróbować wyobrazić sobie, jak to w czasach swojej świetności mieściła do 30 tysięcy widzów. Sama główna część amfiteatru zachowana jest w o wiele lepszym stanie niż powszechnie znane rzymskie koloseum. Miałem okazję oglądać oba. To rzymskie rzecz jasna imponuje, stoi do dziś w środku wiecznego miasta. Prawie każdy rzymski turysta, prawie każdy pielgrzym do Watykanu zajdzie tam zobaczyć przynajmniej z zewnątrz, a gdy czas nie nagli zajrzeć do środka. I jest zachwycony ogromem, finezją architektoniczną, rozkładem wejść i wyjść...

A kto zagląda do El Djem? Zabłąkany afrykański turysta? Zwłaszcza obecnie, niepewny spokojnego bytu po rewolucyjnych niepokojach i zamachach sprzed kilku lat?

Współczesne El Djem, za Rzymian Thysdrus, jest niewielkim 15 tysięcznym miastem w Sahelu. To tam w czasach Imperium, prawie na rubieżach cesarstwa zbudowali Rzymianie trzecie co do wielkości po Rzymie i Weronie theatrum. Po nasze czasy na dodatek doskonale zachowane. Owalne zewnętrze mury mają średnicę od 148 do 122 metrów. Aż do XVII wieku istniało ono w stanie nienaruszonym, tak jak je wybudowano. Mimo że w 1695 roku ostrzelane z armat dla zdławienia lokalnej rebelii nomadów przez Moham med Beya (kto oprócz historyków coś o nim wie?), przetrwało w lepszym stanie niż to rzymskie i niż to w Weronie.

Koloseum jest udostępnione do zwiedzania; spora część trybun, dookolne ganki na kilku kondygnacjach, sztolnie wejściowe i zejściowe i to, co wywarło na mnie największe wrażenie: piwnice, z pomieszczeniami, w których trzymano dzikie zwierzęta, lwy, gepardy i lamparty, i gdzie w celach naprzeciw oczekiwali przed walką niewolnicy.

Podczas krótkiego, tygodniowego pobytu w Sousse, zaprogramowaliśmy sobie parę obiektów do zwiedzenia. Zwłaszcza że wczesna wiosna na wybrzeżu przypominała kapryśne lato nad Bałtykiem. Mieszkając prawie vis a vis Mediny, starego centrum Sousse, niespodziewanie odkryliśmy, że najbardziej uczęszczana ulica zwie się Rue de Paris. Natomiast odchodzące od niej zaułki w niczym nie przypominają Paryża, są realną transformacją w średniowiecze. Za jednego dinara (odpowiednik 1 $ USA) mogliśmy zwiedzić największy meczet, za dwa dinary klasztor Ribat ( wejście na wieżę za friko) , do przereklamowanego portu jachtowego pojechaliśmy dieslową kolejką. Wiało i śmierdziało spalinami, było zimno, ale przetrwaliśmy, by na miejscu stwierdzić, że jednak lepiej zwiedzać zabytki z przeszłości, niż nowoczesne, w sumie zwyczajne obiekty, których w Europie w bród.

Ponieważ zachwalany w rozmowach z tubylcami jarmark miał się odbyć dopiero nazajutrz, postanowiliśmy zakosztować Dżemu (Djem).

W pogawędce przy kolacyjnym stoliku, holenderski turysta, który już tam był, poradził nam wykupić na kolei bilet pierwszej klasy. Dopiero na peronie zauważyliśmy jak cenna to była wskazówka. Dla nas w sumie niewielka nadpłata, a mieliśmy nawet miejsca siedzące, nic to, że na drewnianych żerdkach. Tej klasy pierwszej było wszystkiego 1/ 2 wagonu i poza jedną arabską parą, reszta pasażerów to byli Europejczycy. A w klasie drugiej? Kury upchnięte w wiklinowych klatkach, jaszczurki, kameleony w glinianych dzbanach, króliki w koszyku, toboły przeogromne z pomarańczami, i nawet dwie żywe kozy! Oczywiście ten cały dobytek miał właścicieli i to oni w niewyobrażalnym ścisku potrafili nie tylko siebie, ale i ten żywy i nieżywy inwentarz wepchnąć do wnętrz wagonów. Lokomotywa gwizdnęła przeciągle, ruszyliśmy. Jedynie sznur na haczykach znaczył granicę między oddzielonymi światami przedziałów. Obserwowaliśmy się wzajemnie. Oj! przyznam, że patrząc na ów ścisk ludzi i zwierząt, kilka metrów przede mną, miałem głupie odczucia. Jakbym wrócił do lektur opisujących zdarzenia z czasów kolonialnych. Jednocześnie bezwstydnie rad byłem z posiadania na tej afrykańskiej kolei wąskotorowej biletu klasy pierwszej. Z ulgą wysiedliśmy na kolejowym przystanku w Dżemie.

Mieliśmy tu w podróżniczym planie muzeum archeologiczne w pobliskim stacji parku, ale oczywiście przede wszystkim postawiony i pozostawiony przez Rzymian amfiteatr. Po kilkunastu minutach przekroczyliśmy bramę Thysdrusu. Już na początku z zapartym tchem przechodziliśmy korytarzami wewnętrznymi, by po kamiennych, niezwykle stromych i wysokich schodach najpierw podnieść się a następnie zejść na arenę. Zaraz potem do korytarzy wokół niej. W półmroku zauważyłem zejście do podziemi. Długi korytarz, z komnatami po lewej i prawej, te z lewej z wykuszem drzwiowym, te z prawej z wejściem niższym, osłoniętym belkowanymi, drewnianymi kratami.

Wszedłem i tu i tam. Pochylony przeszedłem korytarzem, przez który musiały przebiegać zgłodniałe zwierzęta. Zatrzymałem się w piwnicznej kamiennej izbie, przymknąwszy oczy, wyobraziłem sobie, a przynajmniej tak mi się wydawało, że czekam tu tak, jak ci niewolnicy przed wiekami, że słyszę pomrukiwania bestii, oddalonych zaledwie o dwa metry w wykuszu skalnym naprzeciw, jeszcze przegrodzonym kratą. A potem, otrząsnąwszy się ze snu na jawie, przebiegłem truchtem pochyłym korytarzem w górę i znalazłem się na środku owalnej, opromienionej słońcem areny. Kogo to słońce przed wiekami bardziej ślepiło? Nie mających nic prócz życia do stracenia niewolników? Czy przetrzymywane od tygodni bez żarcia lwy?

(C) Janusz Plewniak

 

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.