Wasze wyprawy

Autostrada pozaziemska i strefa UFO.

Rachel/NV

fot.: Sagitta

Rachel/NV
Jest sierpień 2014 roku. Od ponad tygodnia jestem w podróży, którą rozpoczęłam w Los Angeles. Za mną już zwiedzanie San Diego, Las Vegas, Wielkiego Kanionu oraz Kanionu Antylopy. Wracam z powrotem do Kalifornii.

Zanim tam jednak trafię, jedną noc spędzam w miejscowości Alamo, położonej w pobliżu tajemniczej "Strefy UFO" - "Area 51" w Newadzie.

Koło godziny 17 docieram do uroczego miejsca. Zatrzymuję się w jednym z 15 domków, z którego rozpościera się widok na góry oddzielające mnie od "Area 51", do którego o zmroku docierają odgłosy pustyni i nad którym lata niewobrażalnie dużo nietoperzy, które pochłaniają niewyobrażalnie dużo komarów. Piękno tego miejsca przyciąga tak mocno, że - z wrażenia, wychodząc bardzo późnym wieczorem przed domek - zatrzaskuję drzwi z kluczem w środku. Główny budynek tego kompleksu, gdzie mieści się recepcja, zamykany jest na noc i otwierany dopiero wczesnym rankiem. Wizja spędzenia nocy wśród nietoperzy, komarów i kojotów, które do tej pory zachwycały mnie tak bardzo, staje się nieco przerażająca. Przypominam sobie słowa, które padły przy zameldowaniu - wtedy prawie zignorowane - że w sytuacjach alarmowych należy dzwonić z budki położonej przed wejściem do budynku recepcji.

Po dotarciu do budki (a trwało to pewną chwilą z uwagi na spowalniający mnie śmiech - chyba nerwowy...) wizja nocy pod gołym, pustynnym niebem staje się jeszcze bardziej przerażająca i - co najgorsze - realna. Okazuje się bowiem, że telefon alarmowy łączy z pocztą głosową. Można zostawić wiadomość, którą 'ktoś, kiedyś' pewnie odsłucha. Pytanie kiedy?... Nie jest ważne kto...

Po około 15 minutach i ponownej próbie 'alarmowej' oślepają mnie światła samochodu, który podjeżdza wraz z wybawcą. To ten 'ktoś', kto 'kiedyś', prędzej, czy później, wiadomość odsłucha... Na moje szczęście, prędzej..

O poranku budzą mnie promienie słońca wpadające przez okno. Temperatura o godzinie 8 przekracza już 27 stopni C. Przede mną kolejny upalny dzień w Newadzie. Po śniadaniu wyruszam w dalszą drogę. Drogę 'pozaziemską'. Pokonam "Extraterrestrial Highway". I nie dam się porwać kosmitom :)

 

Extraterrestrial Highway/NV
Extraterrestrial Highway/NV

Znak "No gas next 150 miles" zmusza to spojrzenia na stan paliwa. Jest dobrze. Wystarczy. Kierunek Rachel. 

Zawiodą się ci, którzy podróżując drogą stanową nr 375 spodziewają się spotkania z istotami pozaziemskimi. Kosmitów nie ma. Jedynym obcym, jakiego spotykam jest cień rzucany na deskę rozdzielczą przez rejestrator jazdy. Dwunożnych istot ziemskich po drodze niewiele. Sporo czteronożnych. I na te istoty trzeba uważać najbardziej. Szczególnie nocą. Wychodzą często na drogę i są przekonane, że to one mają na niej pierwszeństwo.

 

"Kosmita"
"Kosmita"
Extraterrestrial Highway/NV
Extraterrestrial Highway/NV

To, jak potrafią być groźne istoty zamieszkujące naszą planetę, najlepiej oddaje zdjęcie roztrzaskanego nocą samochodu osobowego, które jako ostrzeżenie zawieszono w barze "Little A'Le'Inn" w Rachel. To miejsce jest "mekką" poszukiwaczy UFO. Mogą tutaj przenocować, zjeść "Burgera z mięsa obcego", kupić specjalne wino (pewnie z winogron produkowanych przez obcych), kupić masę pamiątek z obcymi (nawet zalaminowany świstek prawa jazdy, będący jednocześnie przepustką do "Strefy 51") i spotkać się z jakimś obcym w Rachel, aby znak zapytania zamienić w końcu na "YES" :)

Życząc udanych poszukiwań, udaję się w dalszą podróż...

Raczel/NV
Raczel/NV

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.