Wasze wyprawy

CEFALÙ-SYCYLIJSKA PERŁA

Widok na Cefalu

fot.: Agnieszka84

Widok na Cefalu
Po długim locie z Miami i ośmiogodzinnej przesiadce w Mediolanie, nareszcie lądujemy w stolicy Sycylii, Palermo. Jeszcze tylko odbiór bagażu i samochodu i możemy oficjalnie powiedzieć, że rozpoczynamy naszą przygodę roku.

Razem z moją szwagierką i jej mężem czekamy na walizki, a Bill udaje się do wypożyczalni aut.
Wszystko zajmuje dłużej, niż się spodziewaliśmy i nagle z przerażeniem uświadamiamy sobie, że nasz bagaż nie dociera na miejsce. Próbujemy zapytać kogoś o pomoc i pracownik lotniska odsyła nas do innej taśmy. Okazuje się, że reszta walizek z Malpensy znajduje się właśnie tutaj. Oddychamy z ulgą. Wychodzimy na zewnątrz, by odszukać nasz samochód. Zamiast Fiata dostajemy Jeep’a Renegate, co okazuje się błogosławieństwem ze względu na ilość naszego bagażu.
Droga z lotniska do Cefalù jest wyjątkowo prosta i po niecałej półtorej godzinie wjeżdżamy do miasteczka. Tutaj zaczynają się problemy. Nasza villa położona jest wysoko na górze i nasz biedny GPS sam nie wie, gdzie nas prowadzi. Jest juz po 23 i droga jest bardzo trudna. Ostre zakręty i brak ulicznych lamp podnoszą nam ciśnienie. Co chwilę napotykamy na drodze koty, które wydają się nie przejmować nadjeżdżającym autem. Hamujemy przymusowo i silnik raz po raz gaśnie. Przyzwyczajeni do luksusu, jakim jest automatyczna skrzynie biegów, przeklinamy europejskie standardy. W końcu zrezygnowani skręcamy w czyjąś bramę. Próbujemy zadzwonić do właścicielki mieszkania, ale oczywiście nie mamy już zasięgu. Mówię, że widziałam nazwę naszej villi kilka domów niżej, ale wierząc w potęgę nawigacji, siedziałam cicho. Po wielu manewrach udaje nam się wyjechać, nie uszkadzając niczyjej własności. Zjeżdżamy w dół i zatrzymujemy się przy tabliczce głoszącej „Villa L’Arca”. Wysiadamy z samochodu i dostrzegamy starszą kobietę w nocnej koszuli, która idzie w naszą stronę.
„Wspaniale, trafiliście!” Mówi radośnie, a my postanawiamy przemilczeć krótką historię naszych tarapatów. Kobieta zaprasza nas do mieszkania i oprowadza, tłumacząc zasady jakie obowiązują podczas pobytu. Widzieliśmy zdjęcia na internecie, ale rzeczywistość, jak rzadko kiedy, wygląda jeszcze lepiej. Dwie sypialnie, dwie lazienki, kuchnia z jadalnią i taras z widokiem na miasteczko- to wszystko jest nasze przez najbliższy tydzień.
Kiedy zostajemy sami otwieramy butelkę wody i białego wina( jedyne rzeczy dostępne w lodówce) i rozpoczynamy nasz urlop. Wznosimy toast podziwiając rozświetlone w oddali Cefalù.
Następnego dnia budzi mnie mąż, podekscytowany porannym widokiem na miasto i naszym prywatnym ekspresem ciśnieniowym. Wstaje zaspana i zmęczona po ostatnich 24 godzinach. On wręcza mi filiżankę z mocnym espresso. Mocny zapach i smak kawy jak zawsze mają na mnie magiczny wpływ. Wychodzę na taras i nie mogę uwierzyć, jak malowniczy jest ten kraj. Przejrzysta morska woda, niesamowita architektura zwieńczona  katedrą królującą nad miasteczkiem i góry Madonie-to wszystko składa się na  pocztówkę prosto z raju. Za chwilę dzwony katedry rozbrzmiewają po całej okolicy.

Spędzamy kolejne dni spacerując wąskimi uliczkami, poznajemy lokalnych właścicieli sklepików z pamiątkami i akcesoriami skórzanymi. Obdarzamy szczególną sympatią właścicieli małego sklepiku „Nisi Accessori” którzy wykonują ręcznie skórzane torebki i paski i mają w swojej ofercie buty produkowane we Wloszech.

Próbujemy lokalnych dań w rozmaitych restauracjach. Czasami dajemy się zwieść miejscom położonym tuż przy plaży, bo jak można odmówić lunchu z widokiem fal rozbijających się o masywne skały, tylko kilka metrów od naszego stolika? Kiedy jedzenie zostaje podane dziesięć minut od złożenia zamówienia, wiemy, że to pomyłka i że już tu nie wrócimy.
Następnym razem udajemy się wgłąb serca Cefalù. W niepozornych alejkach znajdujemy restauracje, na których widnieje tabliczka „ Aperto tutto l’anno”. Wiedząc, że dana restauracja karmi tutejszych mieszkańców caly rok, pewnie wchodzimy i prosimy „un tavolo per quattro persone”. Jedna z naszych ulubionych tawern oferuje przepyszny obiad w bardzo dobrej cenie, serwowany przez młodą rozgniewaną Sycylijkę, która ani raz nie obdarza nas uśmiechem. Nie mówi ani słowa po angielsku i co moment rzuca gniewne spojrzenie, kiedy nie rozumiemy wszystkiego, co do nas mówi. Bill zaczyna się śmiac i stwierdza, że czuje się, jak u siebie w domu, kiedy był mały i jego mama, Sycylijka z urodzenia, zawsze była w złym humorze i krzyczała podczas obiadu na niego i jego cztery siostry. Sami przyznajemy, że bardziej autentycznej kuchni sycylijskiej już tu nie znajdziemy.

Zakochujemy się w tutejszym życiu nocnym. Ulice przepełnione są turystami, wszystkie butiki otwierają się po godzinie szesnastej i czekają na nowych klientów. Na Piazza Duomo gromadzą się całe rodziny, słuchając muzyki na żywo i popijając espresso con panna, nasze ulubione. Nad miastem wznosi sie La Rocca, góra na którą wchodzimy drugiego dnia naszego pobytu, oferującą panoramiczne widoki na okolicę. Na jej szczycie stoi wysoki krzyż, który podświetlany jest nocą i niczym anioł stróż strzeże swoich podopiecznych na dole.

Il ristorante
Il ristorante
Vespa
Vespa
Piazza Duomo, Cefalu, Sycylia
Piazza Duomo, Cefalu, Sycylia
Il Duomo, Cefalu, Sycylia
Il Duomo, Cefalu, Sycylia
Katedra w Cefalu
Katedra w Cefalu
Piazza Duomo, Cefalu
Piazza Duomo, Cefalu
"La spiaggia"
"La spiaggia"
Plaża w Cefalu
Plaża w Cefalu
  • 1
  • 2

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.