Wasze wyprawy

Chiny - Yunnan z dala od szosy

Red Earth w powiecie Dongchuan

fot.: Koniczyna70

Red Earth w powiecie Dongchuan
Nie dla nas masowa turystyka i tętniące życiem metropolie. Życie na prowincji i fascynujący, autentyczni mieszkańcy, zachwycali nas w Chinach bez końca.

Wybierając się do Chin, jednego z największych państw na świecie, trzeba dokonać wyboru. Ogromny kraj ma do zaoferowania tak wiele, że nie sposób jest zobaczyć wszystko w kilka tygodni.
Większość turystów wybiera standardową trasę, polecaną przez biura podróży. Jednak wierząc przewodnikom, jedną z najpiękniejszych i wciąż nieodkrytych prowincji Chin jest Yunnan w południowej części kraju.
I choć wzrost krajowej turystyki, ciągła rozbudowa autostrad, linii kolejowych i lotnisk, ułatwiają podróże po Yunnanie, można tu jeszcze zobaczyć liczne rezerwaty przyrody i wsie, gdzie masowa turystyka i modernizacja jeszcze nie dotarła.

Kunming, stolica prowincji położona jest prawie 2000 m n.p.m., powitała nas przyjemnym podzwrotnikowym klimatem. Przez cały rok panują tu łagodne temperatury, przez co miasto otrzymało przydomek „wiecznej wiosny”.
Ponadto Kunming to miasto zamieszkałe przez dziesiątki mniejszości etnicznych, którzy mają więcej wspólnych podobieństw kulturowych i kulinarnych z narodami Azji Południowo-Wschodniej, aniżeli z dominującą grupą Chińczyków Han, zamieszkujących większą część kraju. Wpływy różnych narodowości najbardziej uwidaczniają się na płaszczyźnie kulinarnej w wielu restauracjach i powstałych tu ulicznych snack barach.
Chociaż w samym mieście można spotkać kilka ciekawych atrakcji, turyści przyjeżdżają tu ze względu na naturalne piękno okolicy.
Jedną z najbardziej znanych atrakcji jest Shi Lin, szare formacje wapienne, które wyglądają niczym skamieniały las. Niebywała atrakcja, którą rocznie odwiedza miliony turystów. Nie dla nas takie miejsca. Jedziemy na północ.
Oddalony około 160 km od Kunming, powiat Dongchuan, to region ziemi uprawnej, zachwycającej czerwonym kolorem gleby. Pola uprawne ciągną się tu w nieskończoność i prezentują genialnie. I choć niejednokrotnie widziałam tarasy ryżowe, to, co zobaczyłam tutaj, zwaliło mnie z nóg. Widoki imponujące!

Pola uprawne w regionie Dongchuan
Pola uprawne w regionie Dongchuan

Na wysokości 2500 metrów, ukazały się przed nami pola uprawne w formie tarasów, niczym kolorowe szmatki zlepione w jedną całość, tworząc obraz, którego nie powstydziłby się żaden malarz. Na drogach głównym środkiem lokomocji są wozy zaprzęgnięte w konia. Teren ten zamieszkują Chińczycy Han, ludzie skromni i pracowici.
Czerwoną ziemię, zawierającą dużą ilość żelaza najlepiej zobaczyć w maju lub listopadzie, kiedy podczas siania, sadzenia lub zbierania plonów, najbardziej jest odkryta. I choć kolory pól uprawnych wydają się być idealnie do siebie dopasowane, zmieniają się z każdą porą dnia. Warto więc spędzić tu, co najmniej dwa dni. Z noclegiem nie ma problemu. Jest kilka przydrożnych hosteli. I choć nie należą one do zbyt luksusowych, prostota życia tego regionu i powalający krajobraz, uszczęśliwią każdego odwiedzającego.

Mieszkańcy Red Eart
Mieszkańcy Red Eart

Ten skrawek Chin, do dziś zachował swą autentyczność. Mieszkańcy są otwarci na przyjezdnych i niech już tacy pozostaną, nim nieświadomie zaczną się zmieniać, chcąc stać się bardziej atrakcyjnym dla turysty.

Miasta turystyczne takie jak Dali czy Lijang, utraciły już swą autentyczność i urok, ale i w tej okolicy można spotkać jeszcze nieskażone cywilizacją miejsca.
Powodem naszego przyjazdu do Lijang, nie jest samo miasto a oddalona trzy godziny jazdy po wyboistej, ale przede wszystkim w pięknej scenerii położonej górskiej drodze- Wumu. Wioska zamieszkiwana przez mniejszość etniczną -Naxi.
Przygotowując się do wyjazdu, natknęłam się w necie na ecolodge, prowadzoną przez jednego z mieszkańców tej wioski i jego belgijską małżonkę. Lodge zbudowana w tradycyjnym stylu Naxi, leży na niewielkim wzgórzu, skąd rozpościera się przecudowny widok na otaczające nas góry i w dolinie płynącą rzekę Jangcy.

Wumu, widok z lodge
Wumu, widok z lodge

Malutka wioseczka Wumu to kawałek Chin jeszcze nietknięty przez falę modernizacji, prawdziwa perełka tych okolic. Pięknie położona, wysoko w górach zachwyca spokojem, ciszą i autentycznością. Mieszkańcy każdego ranka, odziani w tradycyjne stroje, z bambusowym koszem na plecach, wędrują do swych zajęć. Całe dnie spędzają na ciężkiej pracy pól uprawnych i tarasów ryżowych. Prace rolnicze wykonują ręcznie. Nie ma tu sklepów, restauracji, hoteli i samochodów. Scenki uliczne to obrazki z życia codziennego mieszkańców: starsza kobieta prowadzi krowę na łańcuchu, pasterz wraca do domu z gromadką kóz, grupa dzieci wraca ze szkoły, cała rodzina pomaga przy budowie nowego „gniazdka”, kilku mężczyzn powraca z pola, niosąc na plecach worki pełne ziarna… Nowoczesność tu jeszcze nie dotarła.

Sezon plonów w Wumu
Sezon plonów w Wumu

Dziewięciu mieszkańców Wumu to szamani, zajmujący ważną pozycję w społeczeństwie. Odgrywają oni kluczową rolę podczas różnych ceremonii. Są niejako mediatorami pomiędzy bogami i śmiertelnikami. Panująca tu kultura Naxi Dongba, mająca swój skrypt, przetrwała aż do dziś.
Ta część Chin pozostała niezmieniona od wieków. Kiedy resztę kraju pokrywają betonowe „lasy” wieżowców, możemy mieć tylko nadzieję, że może i tym razem, obszar ten zostanie zapomniany.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.