Wasze wyprawy

Czarnogóra, Albania, Macedonia: Perły Bałkanów

wieża meczetu w Kruje, Albania

fot.: achaa

wieża meczetu w Kruje, Albania
Bałkany budzą się do życia po dlugim okresie wojen i sporów wewnętrznych. Warto odwiedzić te regiony, zanim dotrą tam masy turystów i zniszczą naturalne piękno, które zachwyca na każdym kroku.

Trasę naszego trampingu zaczęliśmy na terenie Czarnogóry. Pierwszym celem podrózy stał się Żabljak (jedna z zimowych stolic Czarnogóry) i jezioro Czarne. Wspaniała panorama otaczającego jezioro masywu Durmitoru i piękna, zielono-szara tonacja, czynią ten zakątek miejscem idealnym na całoroczne spacery. Kanion rzeki Tara (ponad 1200m, najgłębszy w Europie) - to następny punkt naszej wyprawy. Piękne widoki, mosty i ścigający nas strażnicy parku narodowego, którzy na każdym kroku chcą wyszarpać chociaż euro od biednych turystów. Jadąc wzdłuż kanionu, docieramy do pierwszego noclegu, w Biogradskim Parku Narodowym. Domki campingowe, malowniczo położone nad jeziorem. Stek z jagnięciny podany w campingowej restauracji bardzo smaczny, mile zaskoczyła nas obsługa - każdy klient dosłownie traktowany jak pan, na każdym kroku daje się zauważyć niesamowicie życzliwe podejście do turystów. Do kolacji bałkańskie piwo - Skopsko (bardzo tanie, ale smakuje dość dobrze).

Dzień następny rozpoczął się szaro i deszczowo. Kierunek - Cetynia, dawna stolica Czarnogóry. Niestety, ściana deszczu umozliwiła nam zobaczenie Muzeum Narodowego i klasztoru z XVw. jedynie przez szyby autokaru. Po drodze do Zatoki Kotorskiej, stajemy w punkcie z widokiem na wyspę Św. Stefana (Sveti Stefan), na której wypoczywają sławni i bogaci (domki, należąc wcześniej do rodu Pastrović, przerobiono na prywatne kwatery, a w 1960 r. urządzono tu ekskluzywny hotel). To jedno z najbardziej widokowych miejsc na terenie Czarnogóry. Dojeżdżamy do Kotoru, miasteczka w Zatoce Kotorskiej. To połączenie urokliwych wąskich uliczek, z luksusowymi jachtami w zatoce sprawia, że miejsce nabiera europejskiego, stylowego klimatu. Ten zakątek do złudzenia przypomina sycylijską Taorminę. Po kolejnych minutah jazdy, kwaterujemy się na campingu "Jaz", 3km od Budvy, przy plaży. Po rozbiciu namiotów i pożywieniu się mielonką turystyczną, ruszamy na podbój miasta. Zapada zmrok i rozpoczyna sie życie nocne. Budva to świetne miejsce dla młodych ludzi, którzy lubią kawiarniane klimaty. Na placach, połaczonych wąskimi uliczkami znajduje się pełno kawiarni, knajpek, restauracji. Sklepy otwarte są do późnych godzin wieczornych. Na plaży, przy pomoście, znajduje się bar, w którym animatorzy co noc zabawiają zgromadzoną klientelę.

Sen z komarami, pobódka o 7, zwijamy namioty i w drogę. Kierujemy się do Monastyru Ostrog, nazywanego prawosławną Jasną Górą (klasztor przyklejony do pionowej skały). To tutaj znajdują sie prochy Św. Vasilije Ostroskiego. Dojazd do klasztoru jest dość trudny, przez wzgląd na serpentyny (bez barierek). Autokar ma wielkie trudności ze zmieszczeniem się na zakrętach. Po dojechaniu na parking pod monastyrem, resztę można bez problemu przejść pieszo - trochę schodów, spore nachylenie terenu - lub, jeśli ktoś nie przepada za chodzeniem - taksówka za 1 euro od osoby.

Wjeżdżamy na teren Albanii. Dookoła pola, co 200 metrów myjnia samochodowa, bunkry i sklepy z meblami. Jedziemy do Kruje, nazywanego "albańskim Krakowem". To tutaj znajduje się zamek i muzeum bohatera narodowego - Skanderbega. Zwiedzanie muzeum zajmuje około 40 minut, przewodnik podaje bardzo dużo szczegółowych i wg. mnie zbędnych informacji. Nocleg w Tiranie. Przed zaśnięciem, idziemy zwiedzać miasto nocą. Naszym przewodnikiem jest piętnastoletni brat właściciela hostelu, w którym się zatrzymaliśmy (Freddy's Hostel)- pomimo młodego wieku, doskonale zna historię swojego miasta i co najważniejsze - język angielski (a w Albanii nie jest to częste zjawisko, większość ludzi mówi po włosku). Przechodzimy na Plac Skanderbega. Uwagę przyciaga budynek z ogromną mozaiką, przedstawiającą Albańczykow w tradycyjnych strojach. Nocą jest pięknie oświetlona niebieskim światłem. To tutaj, mieści się Muzeum Historyczne i Meczet Ethem Beja. Wchodzimy do środka świątyni. Dostajemy chustę, którą należy obwiązać głowę przed wejściem do kaplicy. Wnętrze, pokryte jest przepięknymi malowidłami, a u sufitu wiszą misterne żyrandole z mosiądzu. Na środku placu, stoi pomnik Skanderbega, otoczony fontannami.Zgodnie ze wskazówkami naszego genialnego przewodnika, udajemy się na jedenaste piętro jednego z wieżowców, aby podziwiać nocną panoramę miasta - widok zapiera dech w piersiach.

Z Tirany udajemy się do Durres, miasta nad Adriatykiem, założonego w VIIw. p.n.e. przez Greków. Kwaterujemy się w hotelu Nais (obsługa hotelu, jak wszyscy w Albanii - bardzo życzliwa i uczynna). Zwiedzanie miasta zostawiamy na dzień nastepny, a wieczorem odwiedzamy miejscowe kawiarnie. Życie nocne w tym nadmorskim mieście nie jest aż tak rozwinięte, jak na to liczyliśmy, ale udaje nam się znaleźć miesce, gdzie można poruszać się w rytm najróżniejszych utworów. Po powrocie do hotelowego pokoju, siadam na balkonie z i zagłębiam sie w lekturze przewodnika po Bałkanach. Gdzieś z głebi miasta, moich uszu dobiega głos muezina, nawołujący wiernych do modlitwy. Zahipnotyzowana ów śpiewem, idę spać.

Na nastepny dzień wstajemy wcześnie rano i udajemy się na plażę, na obrębach miasta. Przypadkowy przechodzień, zapytany o miejsce, skąd odjeżdżają autobusy na największą i najładniejszą plażę w Durres, odprowadza nas osobiście na przystanek, a po drodze kupuje lody (!). Bardzo zdziwił nas fakt, że w kawiarniach siedzą sami mężczyźni. Spowodowane jest to uwarunkowaniami kulturowymi i religijnymi, które stawiają w złym świetle kobiety, spotykające się poza domem ze znajomymi, a co gorsza - z mężczyznami. Wsiadamy w autobus, którym za 30LEK jedziemy na plażę Tropikal. Warto 15 minut spędzić w zatłoczonym środku komunikacji miejskiej, aby późnej rozkoszować się pięknem tego miejsca. Dwa baseny, bary, leżaki, parasole i przede wszystkim czysty piasek i błękitna woda. Wieczorem, po powrocie z plaży, zwiedzamy miasto. Warto zobaczyć wenecką wieżę, zlokalizowaną w porcie oraz ruiny rzymskiej łaźni hipokaustycznej.

Po kolejnym noclegu w Durres, ruszamy do Macedonii. Ten kraj to prawdziwe serce Balkanów. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest ona bardziej rozwinieta pod wzgledem turystycznym niż Albania. Pierwszym miejscem, które mamy zamiar odwiedzić jest miasteczko Ohrid, wpisane na listę UNESCO jako jedyne miejsce w FYROM. Po drodze wstępujemy do klasztoru Św. Nauma (ucznia Cyryla i Metodego). Miejscami, które każdy turysta musi zobaczyć przyjeżdżając do Ochrydu, są: twierdza cara Samuela, cerkiew Św. Jovana (przepięknie położona na klifie) oraz cerkiew Św. Klimenta i Pantalejmona. Podobno tutaj, Św. Klimens Ochrydzki wymyslił cyrylicę. Miasto nazywane jest "słowiańską jerozolimą". Jego nazwa prawdopodobnie wywodzi się od okrzyku, jaki mieli wydać przybywający na te tereny Słowianie - "Oh, rid!", czyli "Oh, wzgórze!". Macedończycy tak samo jak i ludność Albanii, są bardzo serdeczni. Kochają wino i śpiew (czuć wpływy sąsiadującej z Macedonią Grecji). Mamy okazję się o tym przekonać wieczorem, wyruszając na zwiedzanie miasta. Przed powrotem do hostelu, zatrzymujemy się w piekarni na tradycyjnego burka - ciasto francuskie, z nadzieniem mięsnym. Dzień następny, planujemy spędzić na wygrzewaniu się na jednej z plaż nad jeziorem. Wsiadamy więc na łódkę i za 100MKD zostajemy przetransportowani na jeden z najlepiej zagospodarowanych brzegów jeziora. Leżaki, parasole, bar z pomostem (Cuba Libre) - w tym właśnie miejscu mija nam kolejny dzień.

Po poznaniu Ohridu jedziemy do Skopje. W drodze wstępujemy do Bitoli - miejsca, gdzie znajdują się ruiny antycznego miasta Heraklea Linkestis, załozonego w IX w. p.n.e.. Stolica Macedonii, wita nas powiewem upalnego powietrza oraz widokiem flagi narodowej, falującej na monumentalnych murach twierdzy Skopsko Kale. Zwiedzamy cerkiew Św. Spasa, meczet Mustafa Paszy oraz udajemy się pod Pomnik Bł. Matki Teresy. Na zakupy warto wybrać się na targ - daje on złudzenie targów tureckich, gdzie co chwilę sprzedawcy zachwalają swój towar i oferują cenę do negocjacji. Wieczorem jedziemy na miejsce noclegu - nieczynny camping w miejscowości Saraj, który kiedyś tętnił życiem. Znajduje się tu małe jezioro, obecnie okropnie zanieczyszczone. W nocy dźwięk kumkających żab i śpiew muezina może skutecznie uniemożliwić zaśnięcie, ale szkoda czasu na sen - dookoła pełno restauracji tylko czekających, aby ugościć zmęczonych przyjezdnych. Udajemy sie do jednej z nich. Właściciel obsługuje nas niczym członków rodziny królewskiej - potem dowiadujemy się, że ma sentyment do Polski, ponieważ przez kilka lat pracował w Szczecinie. Rano, jedziemy do klasztoru Św. Andrzeja w kanionie rzeki Matka. Wykupujemy za 4euro rejs motorówką po kanionie - szmaragdowa woda, białe skały, a pośród nich domki niczym w dolinie Amazonki i jaskinie. Tym widokiem żegna się z nami Macedonia. Z nadzieją powrotu i wzbogaceni o nowe doświadczenia międzykulturowe, wracamy do Polski.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.