Wasze wyprawy

Długie nosy z kartoflanymi oczyma

Armia terakotowa - fragment

fot.: janusz

Armia terakotowa - fragment
Czy wiecie, co jedzą Chińczycy? Mówi się, że wszystko, co ma cztery nogi, oprócz stołu, wszystko, co pływa, oprócz statków i wszystko, co lata, oprócz samolotów.
Xi'an  nocą
Xi'an nocą

Trzy Chinki, trzy opowieści, trzy prawdy.

 
Rozmowy na murze (2)

Po 2 godzinach lotu z Pekinu wylądowaliśmy w Xian. Chińczycy X wymawiają fonetycznie, między ksi a czji, czyli Czjijan. Centrum starego miasta otwiera świątynia dzwonów, a wieńczy świątynia bębnów. Bębny o 9 rano zapowiadały otwieranie bram miasta, dzwony zamykanie bram o zmierzchu. Obecnie bębnią i dzwonią sobie a turystom. Na starym mieście wielki meczet i dzielnica targowa. Mnóstwo ludzi, bo to piątek, dzień świąteczny muzułmanów, a Xian jest miastem w dużej części muzułmańskim. Nadto wielu turystów z prowincji; w rolnictwie teraz martwy sezon, więc robią sobie urlop.

Nas Europejczyków nazywają długie nosy z kartoflanymi oczyma. Stanowimy nie lada atrakcję, my oglądamy rzeźby i pomniki na czterech dziedzińcach meczetu, a oni oglądają nas.

Przewodniczka już nie tak spontanicznie sympatyczna, jak LiLi w Pekinie, ale po swojemu Schi-xi się stara. Mówi dobrze po niemiecku, tyle że słyszy się ją tak, jakby szczekała. Też po germanistyce, ale w wieku powiedzmy Balzakowskim plus X. Za dwa lata przejdzie na emeryturę. I to się wyczuwa, po tym, jak mówi i przede wszystkim, co mówi. Nie ma miejsca na zwierzenia. Pamięta przecież czasy Mao. Zatem próbuje epatować żartami.

Czy wiecie, co jedzą Chińczycy? Mówi się, że wszystko, co ma cztery nogi, oprócz stołu, wszystko, co pływa, oprócz statków i wszystko, co lata, oprócz samolotów.

Jemy tu potrawy, zazwyczaj tylko się domyślając co to być może, a często nawet nie. Gdy po zwiedzeniu targu mieliśmy godzinę dla siebie, upewniwszy się w przyulicznym barze, że to ani zwierzę domowe, ani szczur, kupiliśmy makaron z czymś nawet dla nas wyjątkowo ostrym, acz danie było bardzo smaczne.

Ruch i rozgardiasz starego miasta przypominają mi odpusty parafialne z czasów młodości. Tyle że wszystko większe, rozleglejsze, głośniejsze. Przecież to Chiny. Mnóstwo straganów, teatry uliczne, gwizdy, piski, śpiewy, zawołania sprzedawców, tłum przewalający się w tą i tamtą. I dodatkowo, co kilka metrów możliwość spożycia ciepłego dania, albo lodów, albo przynajmniej smażonego skorpiona z grilla na patyku. Są też sklepiki, gdzie można kupić żywe węże, żaby, ryby, kraby. Ba, na jednym ze stoisk były małże z perłami. Prawdziwe? Podrabiane?

Wreszcie znalazłem, czego szukałem. Małe stoisko z opiekanymi w cieście szczurami. A obok restauracja z równie wykwintnymi daniami. Nie zamawialiśmy niczego, powróciliśmy do hotelu.

Mieszkamy na 44 piętrze z widokiem na ulicę; patrząc z okna dziewięć pasów ruchu, pięć w górę, cztery w dół. Po kolacji inny uczestnik wycieczki przekazał swoje z tamtej restauracji przeżycia.

Siedząc w lokalu, dodawał sobie kurażu, popijając słabe chińskie piwo, gdy podeszła kelnerka i zadała mu pierwsze pytanie: Czy szczur ma być mały, czy duży? Przełknąwszy ślinę, zapytał, czy jest jakaś różnica? Odpowiedziała zgorszona: oczywiście, duże szczury jadają trawę a małe tylko owoce. A jaka jest różnica w smaku? Ogromna - padła odpowiedź. A którego by zarekomendowała? Oba są wyśmienite. Musi wybrać sam. Na wszelki wypadek zamówił małego, a wtedy kelnerka podała mu kartę i zaczęła wyliczać: czy życzy sobie szczura pieczonego, w potrawce, wędzonego, czy może w sosie curry... Gość coś na ślepo wybrał i natychmiast zamówił kolejne piwo. Ponieważ był jedynym białym, poza tym chyba wyglądał na bliskiego omdlenia, zainteresował się nim właściciel restauracji, a dosiadłszy do stolika, wyjaśnił parę istotnych szczegółów. Otóż okazuje się, że w całym rejonie serwuje się wyłącznie szczury górskie. Nie mają one nic wspólnego, zapewniał uspokajająco, ze szczurami miejskimi, które określił, jako brudne.

Prawię tyle o jedzeniu, ale przecież Xian znane jest w świecie przede wszystkim z Armii Terakotowej. Xian ma tylko 8 mln mieszkańców, a Pekin ma 20 mln, ale Xian ma atmosferę byłej stolicy, coś jakby Kraków naprzeciw Warszawy. Natomiast zwyczaje są tu i tam takie same.

Tam i tu Chińczycy nie nagminnie, ale wystarczająco często spluwają na chodnik, na ziemię. Wcześniej głośno chrząkają, charczą i plują potem przed siebie. Czyszczą nos publicznie, przytykając jedną dziurkę i wydmuchując zawartość drugiej... Częściej starsi niż młodsi. To tak odmienne zachowanie jest tak bardzo bulwersujące, że spytałem Schi-xi, jak ona to postrzega? Rozbrajająco odpowiedziała, że sama kiedyś tak postępowała. Dopiero po powrocie ze stypendium w Europie zaczęło nawet ją to razić.

Wreszcie Armia Terakotowa. Być może mieliście okazję obejrzeć w Polsce objazdową wystawę replik żołnierzy chińskiego cesarza? My byliśmy na takiej promocyjnej wystawie w Międzywodziu nad Bałtykiem. Wtedy powstała myśl o wycieczce do państwa środka. I oto jesteśmy w środkowych Chinach w Xian, na własne oczy oglądamy oryginały.

W marcu 1974 roku podczas drążenia studni trzech chłopów z chińskiej komuny rolniczej natrafiło na głowy naturalnej wielkości wojowników z gliny. Pochodzący z tej wsi dziennikarz, zaczął publikować w centralnej prasie ostrożne artykuły o odkryciu. Żył jeszcze Mao i zupełnie realna była groźba, że nakaże znaleziska zniszczyć, podobnie jak wiele innych kulturalnych zabytków z przeszłości. Udało się tłumaczeniem, że już przed wiekami Chiny były mocarstwem.
Archeolodzy rozpoczęli prace wykopaliskowe. Pod powierzchnią pól uprawnych stały rzędami jeden obok drugiego żołnierze naturalnej wielkości z terakoty – cała armia. Te podziemne posągi należały do wielkiego mauzoleum, które wzniósł dla siebie cesarz Qin Shi Huang Di, w III wieku p.n.Ch.

Jego historyczne zasługi to zjednoczenie podzielonego królestwa, rozkaz wybudowania wielkiego muru, reforma pisma i prawa. Jednak również on nakazywał palenie bibliotek i grzebanie żywcem uczonych, którzy mu się narazili.

Trzydzieści lat przed śmiercią cesarz Qin Shi Huang Di zgromadził tysiące przymusowych robotników ze wszystkich stron cesarstwa i nakazał im budowę niezwykłego podziemnego pałacu-mauzoleum. Pełen skarbów grobowiec chroniony był systemem samo zwalniających się kusz. Gdy władca zmarł, jego syn i następca pochował go wraz z bezdzietnymi konkubinami, a żywcem zamurowano w mauzoleum wszystkich, znających tajemnicę grobowca.

Nad grobowcem usypano 50-metrowe gliniane wzgórze, na którym zasadzono cyprysy i drzewa sosnowe. Właśnie w pobliżu tego pagórka, dziś porośniętego drzewami owocowymi, chłopi kopali studnię i dokonali niezwykłego odkrycia.

W trzech dołach zawierających Terakotową Armię było ponad 8000 żołnierzy, 130 rydwanów z 520 końmi oraz 150 kawalerii konnej, z których większość nadal jest pochowana w dołach.

Zapytacie, a gdzie druga rozmowa? Właśnie tu. Taka była Schi-xi , objaśniająca oglądane osobliwości, bez dodatkowych komentarzy i odpowiedzi. A jeżeli już były, to typu: Chiny w ostatnich 40 latach prężnie się rozwijają, więc zdarza się, że niejednolicie, ale wszystko idzie w dobrą stronę.

Sam na jej miejscu nie inaczej bym mówił. Po jej doświadczeniach przeszłości i krótko przed  emeryturą.

CDN

(C) Janusz Plewniak

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.