Wasze wyprawy

Dzień we Lwowie

Grób Marii Konopnickiej na Łyczakowie

fot.: igebski

Grób Marii Konopnickiej na Łyczakowie
Zapiski z jednodniowej wycieczki do Lwowa: Cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich, Sobór św. Jury, Katedra, Teatr Opery i Baletu, Katedra Ormiańska, Kościół Bożego Ciała, Apteka Muzeum, Stare Miasto i inne zabytki.
Sala Lustrzana Teatru i Baletu
Sala Lustrzana Teatru i Baletu
Na cmentarzu Obrońców Lwowa (Orląt Lwowskich)
Na cmentarzu Obrońców Lwowa (Orląt Lwowskich)
Muzeum Apteka
Muzeum Apteka
Balkony i loże w Teatrze Opery i Baletu
Balkony i loże w Teatrze Opery i Baletu

 O wycieczce do Lwowa  myślałem już od paru lat. Wreszcie nadarzyła się odpowiednia okazja i moje marzenie zostało wczoraj zrealizowane. Lwów to symbol polskich kresów i można byłoby mówić i pisać o nim bardzo długo. Nie mam jednak swady naszej przewodniczki Marianny (córka Polki i Ukraińca), więc ograniczę się do paru wspomnień z siedmiogodzinnego zwiedzania miasta nad rzeką Pełtwią.

Po wyjściu z autokaru odwiedziliśmy  Archikatedralny sobór św. Jura. Cerkiew ta należy do Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Pochodzi z XVIII wieku. Za czasów sowieckich podlegała Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu. Dwa lata temu na przykatedralnym placu odsłonięty został pomnik metropolity lwowskiego Andrzeja Szeptyckiego. W uroczystości udział wziął prezydent Petro Poroszenko.  Szeptycki bowiem, choć był synem polskiego hrabiego, a od strony matki  wnukiem Aleksandra Fredry, to jednak uchodził za duchowego przywódcę Ukraińców.

Lwów to nie tylko zabytki. Dla turystów z Polski opłaca się robić tutaj zakupy. Wiedzą o tym doskonale miejscowi handlarze. Zorganizowali więc sprawnie działający system sklepów przenośnych czy, jak kto woli - obwoźnych.  Przed naszym autokarem natknęliśmy  się na dwie babuszki z wypchanymi kraciastymi torbami. Miały w nich chałwę (2,50 zł za 270 gram) oraz śliwki w czekoladzie (25 zł za kilogramowe opakowanie). Sprzedawały także papier toaletowy z nadrukowaną podobizną Putina (4 złote za rolkę). We wnętrzu autokaru zaś czekały na siedzeniach cenniki i katalogi z nieco innym asortymentem. I tak na przykład papierosy Marlboro można było kupić za 6 zł, koniak ukraiński za 19 zł, Balzam (likier ziołowy) za 14 zł, Papryczkę (wódka z papryką i miodem za 13 zł a kawior za 36 zł. Wystarczyło tylko wpisać zamawianą ilość obok cen, a na następnym postoju (w naszym przypadku na Łyczakowie) na siedzeniach czekały już reklamówki z żądanym towarem. Chwilę później po autokarze przechodził przedsiębiorczy pan Bogdan i odbierał należne pieniądze. Dodać należy, że ceny nie różnią się od tych sklepowych. Tym samym turyści mogą zaoszczędzić sporo czasu, no i nie muszą wymieniać złotych na hrywny. Nieco gorzej wychodzi na tym ukraiński fiskus, ale to już nie nasze zmartwienie. Jeżeli zaś chodzi o normy wwozowe do Polski, to przy sprawnie działającej współpracy turystów można je lekko przekroczyć. Jeżeli na przykład ja nie potrzebuję papierosów, to przewożę je dla sąsiada. Z kolei on może wziąć dla mnie dodatkowy litr mocnego alkoholu, jeżeli jest oczywiście abstynentem. W takim przypadku wszystko jest oczywiście lege artis. Co do kontroli celnej, to w naszym przypadku  nie było szczegółowego "trzepania". Wystarczyło tylko pokazać przechadzającej się po wnętrzu autokaru celniczce normatywne zakupy.

Od dawna uważam, że odwiedzanie cmentarzy to nie tylko wyraz pamięci o zmarłych, ale też okazja do poznania bądź przypomnienia sobie historii. Szczególnie w przypadku takich metropolii jak wileńska Rossa czy lwowski Łyczaków. Niby każdy wie, że spoczywa tam mnóstwo znanych i zasłużonych w różnych dziedzinach Polaków, ale założę się, że niewielu z nas wymieni z pamięci więcej niż pięć nazwisk. Dlatego warto tam pojechać i na własne oczy zobaczyć nagrobki takich postaci jak: Gabriela Zapolska, Władysław Bełza, Maria Konopnicka, Zygmunt Gorgolewski (architekt i budowniczy Teatru Wielkiego we Lwowie), Julian Ordon (bohater mickiewiczowskiej "Reduty Ordona), Seweryn Goszczyński i wielu innych.

Na Łyczakowie spoczywają także Ukraińcy. Jednym z nich jest Iwan Franko, drugi po Tarasie Szewczence pisarz i poeta ukraiński. Przyjaźnił się z wieloma polskimi literatami. Szczególnie znana jest jego przyjaźń z Marią Konopnicką. W wielu źródłach pojawiają się informacje, że tych dwoje łączył romans. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo nasza poetka gustowała w młodszych partnerach, a od Iwana Franko była starsza o 14 lat...

Na terenie  cmentarza Łyczakowskiego znajduje się  autonomiczny cmentarz Orląt Lwowskich. Dlaczego orląt? Ano dlatego, że w walkach z Ukraińcami o Lwów w 1918 roku poległo aż 120 uczniów i 76 studentów na ogólną liczbę 439 żołnierzy. Najmłodszy obrońca Lwowa miał 9 lat! Siedmiu było dziesięciolatkami... Po drugiej wojnie światowej cmentarz był splądrowany  a w 1971 roku zniszczony przez czołgi sowieckie. Jego odbudowa rozpoczęła się po słynnej pierestrojce. Nie obyło się bez komplikacji. Władze ukraińskie stawiały różne przeszkody, więc prace były na przemian wznawiane i wstrzymywane. Dopiero w roku 2005 Rada Miejska Lwowa zgodziła się na dokończenie prac. W uroczystości otwarcia cmentarza wzięli udział prezydenci A. Kwaśniewski i W. Juszczenko. Obok cmentarza Obrońców Lwowa założono cmentarz Strzelców Siczowych (ten ostatni jest zamknięty dla turystów). Przedziela je tablica informacyjna z napisem: Tu spoczywają ukraińscy i polscy żołnierze polegli w latach 1918- 1919.  Cmentarze oddziela też kolumna z postacią Michała Archanioła (niektórzy zastanawiają się, dlaczego tyłem do cmentarza Orląt). Część ukraińska to rzędy szarych betonowych krzyży. Po stronie polskiej są białe nagrobki i takież krzyże przepasane biało czerwonymi szarfami.

Z cmentarzy udajemy się na Stare Miasto.  Tu zaglądamy najpierw do cerkwi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, inaczej Uspieńskiej lub Wołoskiej. Pochodzi ona z przełomu XVI i XVII wieku. Niedaleko natrafiamy na pomnik Iwana Fiodorowa, pierwszego znanego z nazwiska drukarza rosyjskiego. Dookoła pomnika oraz na jego postumencie usadowili się bukiniści. Nieco dalej stoi pomnik znanego dobrze w Polsce malarza prymitywisty, czyli Nikifora Krynickiego. Tutaj występuje pod własnym nazwiskiem Epifaniusz Drowniak. Kolejna świątynia, do której wchodzimy to dawny kościół Bożego Ciała, a obecnie greckokatolicka cerkiew Najświętszej Eucharystii. Wspaniały barokowy zabytek o bardzo bogatej historii. Do końca wojny przy kościele istniał zakon dominikanów. Potem klasztor zamieniono na Muzeum Religii i Ateizmu.

Przy zbiegu ulic Stauropigijskiej i Drukarskiej usytuowana jest jedna z najstarszych lwowskich aptek (czynna od 1735 roku). Od pięćdziesięciu z górą lat znajduje się tu muzeum (równolegle prowadzona jest działalność handlowa). Wśród eksponatów znajduje się między innymi lampa naftowa. Ale to nie w tej aptece Jan Zech i Ignacy Łukaszewicz skonstruowali pierwsza lampę naftową. Powstała ona bowiem w aptece przy ul. Kopernika. Przy Rynku w dawnej kamienicy Bandinellich mieści się Muzeum Poczty, ale oglądamy tylko fasadę, podobnie jak w przypadku pobliskiego Muzeum Narodowego. W sąsiedztwie znajduje się wiele pięknych kamienic. Oglądając je z zewnątrz dochodzimy do Bazyliki archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, czyli po prostu katedry. Świątynia ta pochodzi z przełomu XIV i XV wieku. Tu podczas wojny ze Szwedami w 1656 roku złożył śluby król Jan Kazimierz II oddając Polskę pod opiekę Matki Bożej.  21 lat później w katedrze ochrzczony został król Stanisław Leszczyński. W czasach współczesnych zaś wizytę w katedrze  złożył papież Jan Paweł II (2001 r.).

Z katedry udajemy się do okazałego gmachu Teatru Opery i Baletu, który zaprojektował wspomniany wyżej Zygmunt Gorgolewski. Teatr został otwarty 117 lat temu w obecności między innymi Henryka Sienkiewicza i Ignacego Paderewskiego. Niegdyś nosił nazwę Miejski, potem Wielki. Patronował mu także Iwan Franko, a obecnie nosi nazwę Salomei Kruszelnickiej, znanej ukraińskiej śpiewaczki. Widownia teatru mieści 1200 widzów. Uwagę zwracają dwie złocone loże: cesarska i marszałkowska. Złota nie brakuje też w innych elementach. Duże wrażenie robi Sala Lustrzana na parterze obiektu. Parę lat temu umieszczono w niej tablicę upamiętniającą wizytę papieża Jana Pawła II.

Podczas naszej stosunkowo krótkiej wycieczki (7 godzin zwiedzania) odwiedzamy sporo obiektów sakralnych. Oprócz wcześniej wymienionych zaglądamy jeszcze do Cerkwi Przemienienia, Katedry Ormiańskiej i dawnego kościoła św. Piotra i Pawła zwanego także jezuickim. Obecnie jest to świątynia garnizonowa obrządku greckokatolickiego. W tej chwili trwa tam remont ołtarza. W bocznej nawie stoją tablice ze zdjęciami żołnierzy poległych w walkach  na wschodzie Ukrainy. Z polskich śladów wymienić warto tablicę z napisem: Anna z Wybranowskich Trzebińska kasztelanowa Bicka prosi o Zdrowaś Mario R. 1763 dnia 6. marca.

Jeszcze tylko rzut oka na dużą kolumnę  z postacią Adama Mickiewicza, brązowy krzyż z białą postacią Chrystusa (kiedyś w tym miejscu stał pomnik króla Sobieskiego, który po wojnie trafił do Gdańska), pomnik Tarasa Szewczenki ( to już trzeci po Kijowie i Wilnie, jaki zobaczyłem w tym roku) i idziemy na obiad do restauracji "Premiera Lwowska". Przy wejściu witają nas Tońcio i Szczepcio. Siedzą na ławce z walizką i akordeonem. Wyglądają na smutnych. Gdyby tak mogli jeszcze zaśpiewać "Tylko we Lwowie"...

Po obiedzie już tylko "wernisaż", czyli lwowski pchli targ. Można tu nabyć pięknie haftowane obrusy i serwetki, obrazy oraz masę mniej lub bardziej potrzebnych bibelotów. Osobiście kupuję metalowy dzwoneczek do swojej kolekcji. Kosztuje 70 hrywien, a ponieważ nie mam ani jednej, sprzedawczyni bez problemu przyjmuje dziesięciozłotowy banknot.

Ireneusz Gębski

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.