Wasze wyprawy

Gdzie dwóch, albo trzech...

Klasztor Maria Lach, NIemcy

fot.: janusz

Klasztor Maria Lach, NIemcy
Przy pierwszej prośbie wznoszonej do Pana, może się zdarzyć, że Pan Bóg leciwy, to przysnął. Przy drugiej, a nuż zagadał się z aniołami? To najlepiej jeszcze trzeci raz powtórzyć.
Msza w Adouaman, Kamerun
Msza w Adouaman, Kamerun
Cao Dai kosciół w Wietnamie
Cao Dai kosciół w Wietnamie
Msza w schronisku górskim w Karkonoszach
Msza w schronisku górskim w Karkonoszach
Swiątynia Taoizmu - Wietnam
Swiątynia Taoizmu - Wietnam
Kosciół na wodzie - Kambodża
Kosciół na wodzie - Kambodża
Komunia pod dwoma postaciami, Tajlandia
Komunia pod dwoma postaciami, Tajlandia

 

Spotkania transcendentalne

- - - - - - - - - - - - - - -
Gdzie dwóch albo trzech …
Świątobliwy mąż, dostawszy się po śmierci do nieba, zwiedza je, oprowadzany przez świętego Piotra.

- Zacznijmy od osiedli chrześcijańskich – powiada Strażnik wrót niebieskich.

- Tutaj mieszkają Koptowie, głównie z Egiptu, ale też wielu z Europy. A ten duży oddział to prawosławni ortodoksi i staroobrzędowcy. Sąsiadują z mariawitami.

Mijają różne grupy protestantów albo jak inni mówią, ewangelików, a przecież przebywają tutaj luteranie, kalwiniści, baptyści, metodyści i wielu innych protestanckich chrześcijan.

- Ci ciemnoskórzy Afrykańczycy to chrześcijanie obrządku aladura, harrizm, kimbangiz.- ciągnął święty Piotr. Nagle ściszył głos:

- A teraz spróbujmy przejść niepostrzeżenie. To wielki oddział – katolicy. Oni sądzą, że są tu sami.

Zacząłem od anegdoty, która przypomina mi się często w czasie odległych podróży, kiedy poszukujemy świątyni, by uczestniczyć w niedzielnej mszy świętej. Nie zawsze jest to łatwe, bywa związane z przygodami, a często jest poznawcze i religijnie wzbogacające.

W studenckich latach korciło mnie podglądnąć, w jaki sposób modlą się inni. We Wrocławiu taką okazję stwarzała kolegiata, kościół świętego Krzyża na Ostrowiu Tumskim. Świątynia dwukondygnacyjna, wówczas na piętrze rzymsko- katolicka, a dolny kościół należał do parafii greckokatolickiej (do 1997 roku – j,p.). Msza trwała bez mała trzy godziny. Większość czynności rytualnych, błogosławieństwa, recytacje, wezwania modlitewne były trzykrotnie powtarzane. Ba, w trakcie był chrzest i dzieciak też był trzykrotnie stopami zanurzany w wodzie i wysoko podnoszony.

Po latach spotkawszy znajomego popa, zapytałem o tę powtarzalność modlitw. Odpowiedział żartem:

- Przy pierwszej prośbie wznoszonej do Pana, może się zdarzyć, że Pan Bóg leciwy, to przysnął. Przy drugiej, a nuż zagadał się z aniołami? To najlepiej jeszcze trzeci raz powtórzyć. Nadto, wiadomo „Bog trojcu lubit”.

A w podróżach… Zacznę od niedawnego pobytu w mieście Ho-Chi- Minh (Sajgon w Wietnamie Południowym). Wczesnym wieczorem w sobotę wybraliśmy się spacerkiem do odległego o 2 kilometry kościoła katolickiego. W drodze napadli nas w centrum miasta uliczni szewcy. Korzystając z zaskoczenia, zdjęli, wyrwali Ani nadwyrężony sandał, posklejali i zażądali od nas zapłaty 20 dolarów za zreperowanie obuwia. Na szczęście skończyło się na pyskówce, postraszeniu policją i wręczeniu 5 dolarów na odczepnego. Zrezygnowaliśmy po takim stresie z poszukiwań kościoła. A następnego dnia, w niedzielę, byliśmy już w drodze z Sajgonu do Siem Reap i jedyna możliwość spotkania z Bogiem w świątyni zdarzyła się w kościele Kaodaizmu (Cao Dei – oko Boga), sekty czerpiącej z wielu wyznań, w tym sporo z katolicyzmu. Religia o tendencjach uniwersalistycznych łączy elementy buddyzmu, chrześcijaństwa, konfucjanizmu, Taoizmu i świeckiej filozofii. Wyznawcy uważają kaodaizm za zwieńczenie tradycji zachodnich monoteistycznych religii objawionych, twierdząc, że: "judaizm był pąkiem, chrześcijaństwo-kwiatem, zaś kaodaizm jest owocem". Nowe doznania, nowe poznania. Bóg jeden ten sam wspólny.

Dwa tygodnie później, już w stolicy Tajlandii Bangkoku, zauważyliśmy krzyż na budynku kościoła w niewielkiej odległości od hotelu. Jeszcze w sobotę postanowiliśmy sprawdzić, w jakich godzinach są niedzielne nabożeństwa. Ogłoszeń w gablotce nie byliśmy w stanie zrozumieć, ale wzbudziliśmy zainteresowanie najpierw kościelnej, następnie kapłana. W niedzielę od 10:00 do 12:00 uczestniczyliśmy we mszy świętej obrządku anglikańskiego. Ryt i rytm podobny, ale kazanie, w obcym dla nas języku trwało 45 minut! Niespodzianką było, że po kazaniu ksiądz przywitał w języku angielskim gości z Europy, czyli nas, jedyną parę białych w pełnym wiernych kościele. Aha, jeszcze jedna odmienna ciekawostka. Komunia była pod dwoma postaciami, chleba i wina. Chlebem były nie hostie, ale kwadratowe, niewielkie kawałki pieczywa przypominające placki chlebowe. Sok winny był podany w małych naparstkach, które po komunii wkładało się do specjalnie w tym celu zamontowanych uchwytów w ławkach.

Wydawałoby się, że w Izraelu, konkretnie w Jerozolimie nie powinno być kłopotu z odnalezieniem kościoła. A jak takie wyjście zorganizować przy napiętym programie zwiedzania? Nadto nasza kilkunastoosobowa grupa, to byli głównie ewangelicy. Toteż w Jerozolimską niedzielę uczestniczyliśmy wspólnie w nabożeństwie ewangelickim, prowadzonym przez panią pastor. Dla nas, od prawie trzydziestu lat mieszkających w Północnej Nadrenii Westfalii żadna nowość; to w tym województwie (Landzie) mniej więcej fifty-fifty wśród deklarowanych Chrześcijan to są ewangelicy i katolicy.

Natomiast przed kilku laty dużym zaskoczeniem dla naszych gości z Podkarpacia była wizyta w bazylice Altenberger Dom w pobliżu Kolonii. Gdy wchodziliśmy do kościoła, kończyły się nieszpory protestanckie, a tuż po nich odbył się ślub katolicki. Ba, nadto był to ślub osób niepełnosprawnych; pani młoda na wózku inwalidzkim.

Dawniejsza przyklasztorna bazylika, wprawdzie tradycyjnie nazywana katedrą (niem. Dom) należy do parafii katolickiej, ale od XIX wieku odbywają się w niej nabożeństwa katolickie i protestanckie. I to dokładnie od roku 1857, w którym to takie postanowienie wydał pruski król Frederyk Wilhelm IV. Ekumenia przed ponad półtora wiekiem narzucona przez króla!

Pomijając funkcje religijne, bazylika słynie z regularnych koncertów organowych.

Kiedyś trzeba się było żmudnie dopytywać. Obecnie wystarczy w dowolnym zakątku Ziemi wystukać w Google „Église catholique”, ewentualnie „Christian church” i już mamy mapkę dojścia do świątyni.

Najtrudniej z wyszukaniem kościoła w krajach muzułmańskich.

A i tam bywają zaskakująco przyjemne niespodzianki, jak w Houmt Souk stolicy afrykańskiej Djerby, gdzie w centrum miasta jest niewielka kaplica katolicka na piętrze budynku, a na niedzielnych mszach bywa tylu wiernych, że stoją na schodach z piętra aż do wyjścia na parterze.

Dwie lokalne, ciemnolice zakonnice zapytały nas po mszy, skąd pochodzimy i jakże się uradowały odpowiedzią „Nous sommes de Pologne”. Z dumą opowiadały, że miały okazję odbyć pielgrzymkę do Częstochowy.

Bywa jednakże, jak w tureckiej Anatolii, że na próżno szukać jakiejkolwiek czynnej świątyni chrześcijańskiej. Wówczas pozostaje odejść w ustronne miejsce i w ciszy pomedytować, przypomniawszy słowa Ewangelii: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).

(C) Janusz Plewniak, w sierpniu 2018

 

 

 

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.