Wasze wyprawy

Gra w podchody

W poszukiwaniu czerwonego T

fot.: Olita

W poszukiwaniu czerwonego T
Wystarczą dwa pociągnięcia, maczanego w czerwonej farbie pędzla, by prowadzić wędrowców wciąż dalej i dalej. T jak tropienie przygód. T jak trwanie w naturze. T jak tur. Z norweskiego - wycieczka.

Zadanie nr 1 – odnaleźć księgę z widokiem na miasto

Zostaw samochód na parkingu w Dale. Kieruj się na północ aż zobaczysz czerwone ,,T” – ono zna drogę. Poprowadzi Cię. Uważaj na śliskie skały i rozglądaj się uważnie.

W Dale nie było żywej duszy. Grube, intensywnie zielone liście różaneczników, usiłowały przeglądać się w przybrudzonych oknach najbliższego z budynków, z którego cienkimi płatami łuszczył się różowawy tynk. Podobnie jak z kolejnych. Mijałyśmy je, pnąc się wybrukowaną śnieżką nieznacznie pod górę i przypatrując się ich wysokim murom, między którymi mieszkała już jedynie pustka. – To teren dawnego szpitala psychiatrycznego – zaznaczyła Ola, tuż przed tym zanim wkroczyłyśmy na szlak – Można tu dojechać autobusem z Sandnes, albo samochodem, tak jak my dziś. W każde wakacje przechodzę te trasę. Na pewno Wam się spodoba! Co do tego nie miałam oczywiście żadnych wątpliwości.

W lesie pachniało igliwiem i wilgocią, wywabianą spod leżących na ścieżce głazów, przez styczniowe delikatne słońce. Woda gromadziła się w płytkich zagłębieniach między nieregularnymi granitowymi blokami, ściekała ledwie widocznymi strużkami ginącymi w licznych rysach lub rozlewała się po całych ścianach, wygładzając chropawe drobinki kwarcu i skaleni. A potem ciągnęła się już aż po sam horyzont, przybierając dumną nazwę Gandsfjorden. Marszczyła się pod podmuchami wiatru, który przedzierając się przez sosny, świszczał nam w uszach, podrywał wyślizgujące się spod czapek kosmyki włosów i popychał do przodu. Na szczyt. Nie mówił tylko którędy...

Norweski szlak niczego nie narzuca. Nie prowadzi krok po kroku. Tylko sugeruje, podpowiada, zaprasza do uważności. Wymalowane na skałach i korze drzew ciemnoczerwone litery ,,T" niełatwo wypatrzeć. Gubią się co kilkadziesiąt kroków, zlewając się z kępami rudych traw i połamanych gałęzi, kryjąc się w półcieniach i załamaniach terenu. Wtedy trzeba na chwilę przystanąć, rozejrzeć się wokoło, skupić wzrok na umykających do tej pory detalach krajobrazu. Albo wręcz przeciwnie - zachłysnąć się rozległą perspektywą, poczuć przestrzeń i samotność wśród milczącyh głazów i nielicznych, czekających na wiosnę drzew. - Widzicie gdzieś znak? - spytała Aga, rozglądając się po tej skalnej pustyni w skupieniu. - To jak gra w podchody! - dorzuciła Ola - Jest tam! Chodźmy, do szczytu już niedaleko!

Z Lifjell całe Stavanger widać jak na dłoni. Punkciki drewnianych norweskich domków ciasno pokrywają, wcinające się w wody fiordu, wąskie pasy terenu. Z tej perspektywy zdaje się, że dominuje wśród nich biel i czerwień, ale w rzeczywistości paleta barw jest dużo bogatsza. Wypatrzeć można przytłumiony szafir, stonowane szarości, czekoladowe brązy i butelkowe zielenie. Nie ma przypadkowych odcieni ani architektonicznych wariacji - Norwegowie dbają o spójność krajobrazu, o harmonię z przyrodą i elegancki ascetyzm. Dzięki temu w Norwegii, jak mało gdzie odczuć można prawdziwy spokój. A znaleźć go można zaraz za rogiem. Tam gdzie zaczyna się szlak i tam gdzie się kończy, tam skąd popatrzeć można na niego z innej perspektywy. 

-Przed nami było tu dziś osiem osób! - powiedziała Ola, zaglądając do umieszczonej na szczycie czerwonej księgę wejść - Wpisujcie się szybko! Schowamy się przed wiatrem i coś przekąsimy. Tam w dole jest jezioro, a nad jeziorem most - tam będzie spokojnie...

Zadanie nr 2 - usiąść na krawędzi świata

Wyrusz przed 11 - w styczniu zmrok zapada szybko. Weź wafelki w czekoladzie i gorącą herbatę. Uważaj na oblodzenia i słuchaj tego co szepcze ci wiatr.

Zmrożone, ciemne błoto przypominało połamaną gorzką czekoladę, którą wsunęłam chwilę wcześniej do kieszonki plecaka. Odciśnięte w nim ślady stóp, prowadziły w kierunku przerzuconej nad niewielkim potokiem drewnianej kładki. Dalej były już tylko granitowe skały. Regularna siatka pęknięć i rys przywodziła na myśl smoczą skórę - chropawą, chłodną, naznaczoną bruzdami, a mimo wszystko fascynującą na tyle, by przyklęknąć i położyć na niej drżącą dłoń, w nadziei na wibracyjne ciepło ciężkiego oddechu. Smok jednak musiał spać głęboko. Uspokajając przyspieszone bicie mojego serca, zmęczonego wędrówką po skalnych stopniach, rozejrzałam się jeszcze w poszukiwaniu innych magicznych stworzeń. Krajobraz bowiem zdawał się być niczym przerysowany z opowieści fantasy. Tajemniczo pusty, fascynująco obcy, niestandardowo piękny. Nic jednak nie dostrzegłam, tylko te stopnie pnące się wciąż w górę i w górę. 

- Tych stopni tutaj wcześnie nie było - powiedział Wojtek, chwilę po tym jak weszliśmy na szlak - Trasa została wyremontowana przez nepalskich szerpów, a niektóre kamienie -te z bruzdami - pochodzą z wyburzeń i noszą ślady po wiertłach! Jego słowa potwierdzała i tablica pamiątkowa, na którą natknęliśmy się kilka chwil później: W 2014 roku szlak na Preikestolen odremontowany został dzięki sile mięśni budowniczych spod samego podnóża Himalajów. Spisali się znakomicie! Ku jednemu z najsłynniejszych punktów widokowych w Europie, a z całą pewnością w Norwegii, wędrowało się sprawnie i szybko. W końcówce stycznia turystów było tu jak na lekarstwo. Przeważnie byli to sami Norwedzy, noszący kontrastujące z szarym niebem, kolorowe czapki i wzorzyste swetry. Pozdrawiali nas radosnym ,,Hi!" i szerokim uśmiechem, a potem znikali za zakrętem. Echo ich głosów milkło szybko i znów zapadała świszcząca w uszach cisza...

- Co właściwe znaczy Preikestolen? - spytałam Wojtka - ,,stolen" to kamień lub półka skalna, a ,,preike" oznacza kazanie, czyli byłaby to po prostu ambona!Ciężko jednak usłyszeć tutaj coś poza wiatrem - pomyślałam obejmując dłońmi czapkę tuż przed tym, zanim jeden z gwałtownych podmuchów zdołał zerwać mi ją z głowy. Nawet wewnętrzny głos milknie z zachwytu, gdy siada się na tej krawędzi świata, spoglądając w dal Lysefiordu bez odwagi, by spojrzeć ponad 600 metrów w dół, na wodę i w głąb siebie... Na słynnym klifie o regularnej, prawie prostokątnej powierzchni, znów jesteśmy sami. To luksus. W sezonie letnim to oblegane, pełne gwaru miejsce nie daje nikomu wyłączności. Tętni życiem i zbiera zasłużone pochwały - za malowniczość, unikatowość i kreatywność Matki Natury, która ponad 10 tys. lat temu postanowiła rozpocząć proces odrywania od klifu skalnych bloków, formując go w kształcie, który podziwiać można dziś. A to jeszcze nie koniec! W poprzek platformy biegnie widoczna rysa, wzdłuż której z czasem ambona osunie się do wód fiordu.

Wyciągnęłam z kieszonki ostatniego wafelka. Nic tak nie dopełnia idealnego momentu jak słodycz czekolady. Gdyby tak jeszcze kawa... - Chodź Ola! - zawołał Wojtek - Schowajmy się przed wiatrem! Kawę zaparzymy na dole w samochodzie!  

Zadanie 3 - ewakuować się z ciemnego pomieszczenia w czasie szybszym niż 2 minuty

Nie panikuj. Chwyć przyjaciela za rękę i zdaj się na intuicję. A potem popatrz na miasto zupełnie innymi oczami.

Przyglądałam się platformie wiertniczej z niemym zachwytem. Niemalże dotykając nosem grubych słupów, zanurzających się w wodach Morza Północnego, podziwiałam precyzję wykonania detali oraz ich estetykę i idealne dopasowanie. Bez dwóch zdań robiła wrażenie, nawet jako makieta, a co dopiero w rzeczywistości! Zresztą, w Muzeum Oleju w Stavanger wrażenie robiło niemalże wszystko. Postanowiliśmy w nim spędzić niedzielne, deszczowe popołudnie, zgłębiając ciekawostki o naftowej przeszłości i teraźniejszości Norwegii. 

Na tym budynku zawsze wyświetlana jest aktualna cena baryłki ropy - zagadną Wojtek gdy krążyliśmy w samochodzie po mieście, czekając aż Ola skończy lekcję norweskiego - Ale nie mam pojęcia czy ta dzisiejsza to dużo, czy mało - roześmiał się. Na początku lat 70-tych XXw. Stavanger stało się lądowym centrum przemysłu naftowego, gdy na norweskiej części Morza Północnego odkryte zostały pokaźne złoża ropy. Miasto po raz kolejny zaczęło rozkwitać. Pierwszy duży boom przemysłowy związany był z zyskującym na znaczeniu od lat 80-tych XIXw. przetwórstwie rybnym, opartym w dużej mierze na produkcji konserw. Po II wojnie światowej gospodarka miasta zaczęła jednak podupadać. - Co się stało!? - spytałyśmy wszystkie trzy chórem - Jak to co? Wszyscy zaczęli używać lodówek! - odpowiedział z uśmiechem Wojtek. Potem nadeszła era ropy, wpływającej nie tylko na sytuację ekonomiczną miasta, ale i społeczną czy nawet kulturalną. Przemysł wydobywczy dawał nowe możliwości, a przede wszystkim miejsca pracy, podwyższając standardy życia Norwegów. Niestety kosztem życia rodzinnego. Mężczyźni spędzający na platformach tygodnie i miesiące, dla swoich dzieci byli jedynie rzadkimi gośćmi wręczającymi drogie prezenty, a czasem jedynie trzeszczącym głosem na wysyłanych kasetowych nagraniach - tyleż wzruszających, co smutnych. Pokolenie tych dzieci, nazywanych w Norwegii ,,Oil Children", często do dnia dzisiejszego, postrzega naftę, nie jako błogosławieństwo, lecz jako skazę na społecznym życiu kraju. 

Dziś Stavanger, będąc główną siedzibą takich spółek jak np. Statoil, w dalszym ciągu jest stolicą norweskiego przemysłu naftowego. Wahające się jednak stale ceny ropy, dotykają jednak kraj, który balansuje na swych platformach wiertniczych, między stabilnym wzrostem, a ekonomicznymi wyzwaniami. Warto przejść się w towarzystwie tej, nie zawsze łatwej karty norweskiej historii, po ekspozycji Muzeum Oleju, która uczy, tłumaczy, ale i zadaje pytania, skłaniając do samodzielnego myślenia. Momentami nawet bawi...

- Gotowe? - spytał pracownik muzeum z szelmowskim uśmiechem na twarzy - Zamykam drzwi, a wy macie dwie minuty, by w całkowitej ciemności odnaleźć drogę wyjścia z ewakuowanej kapsuły! Start! Wbiegłyśmy z Agą do środka trzymając się za ręce. Ściany były gładkie i otaczały nas ze wszystkich stron, a wydawane nad głową, przecież po angielsku komunikaty, całkowicie niezrozumiałe. Uff, pomyślałam gdy jedna ze ścian okazała się być drzwiami wyjściowymi - 1min 10 sek. Zdążyłyśmy! 

Zadanie 4 - poczuć się szczęściarzem

Otwórz butelkę wina, a do herbaty dolej glogg. Usiądź na kanapie z przyjaciółmi, w ich domku, w którym przyjmują Cię jak długo wyczekiwanego gościa. Nic więcej do szczęścia nie jest Ci już potrzebne :-) 

Chodźmy nad jezioro, tam gdzie wiatr nie będzie nam świszczał w uszach!
Chodźmy nad jezioro, tam gdzie wiatr nie będzie nam świszczał w uszach!
Z widokiem na Stavanger
Z widokiem na Stavanger
Tam gdzie prowadzi szlak
Tam gdzie prowadzi szlak
Tu gdzieś na pewno żyją smoki!
Tu gdzieś na pewno żyją smoki!
W głąb fiordu
W głąb fiordu
Przyjaciele z którymi dojść można na każdy kraniec świata, fot. Wojtek Bubrzycki
Przyjaciele z którymi dojść można na każdy kraniec świata, fot. Wojtek Bubrzycki

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.