Wasze wyprawy

Japonia - druga strona obiektywu

Zapaśnicy sumo podczas ulicznego festiwalu

fot.: m.kosla77

Zapaśnicy sumo podczas ulicznego festiwalu
Powodem dla którego na pewno wrócę do Japonii są ludzie. Życzliwi, przyjaźni, wyciągający pomocną dłoń bezinteresownie. Wierzą w karmę? Możliwe.

Po długiej podróży człowiek chciałby w końcu głęboko odetchnąć i... Okazuję się, że w Japonii może to nie być takie łatwe. Średnia wilgotność powietrza w lipcu wynosi 87%. Początkowo ciężko jest mi w ogóle złapać oddech, czuję się jakby ktoś kazał mi oddychać przez mokrą chustkę. Z nadzieją, że do jutra się przyzwyczaję, ruszam w stronę hostelu. Zwiedzanie może poczekać do rana.

 

Tokio należy do jednych z najbardziej zaludnionych miast świata

 

Potężna japońska metropolia jest zamieszkana przez ok. 13mln ludzi, co odpowiada łącznej liczbie ludności w Irlandii, Finlandii i na Litwie. Najszybszym środkiem transportu po mieście są pociągi. Już na stacji możemy doznać delikatnego szoku kulturowego, kiedy widzimy, że wszyscy oczekujący na pociąg stoją w równych kolejkach w wyznaczonych miejscach. Drzwi nadjeżdżającego pociągu zatrzymują się idealnie przed pierwszym oczekującym, po czym wszyscy jeden po drugim wchodzą do środka. Z bagażem doświadczeń wyniesionym z Polski - kto silniejszy ten wsiada zaraz po babci z największymi siatkami. Całą procedurę obserwuję ze sporym podziwem. Kolejne zdziwienie czeka na nas już w środku - stojące kobiety, a nawet starsze panie zdają się być niewidoczne dla licznych, siedzących pod krawatami mężczyzn. Rzecz jednak nie leży w braku kultury czy społecznej empatii. W Japonii po prostu nie istnieje zwyczaj ustępowania kobietom. Co kraj, to obyczaj.

Tokio jest niesamowitym miastem pod wieloma względami. Pomimo braku koszy na ulicach nie znajdziemy ani jednego papierka, czy porzuconej butelki, palić wolno jedynie w wyznaczonych miejscach, a jedzenie na ulicy jest uznawane za co najmniej niekulturalne. Ale to wszystko możemy odnieść do całej Japonii. Cechą wyjątkową jest możliwość ucieczki. Z zatłoczonej, rozrywkowej Shibui, na której natężenie neonów, szyldów i wiszących ekranów na metr kwadratowy przekracza ilość gołębi na krakowskim rynku, już w parę minut możemy przenieść się do mistycznej świątyni Meiji Jingu, wprost na spotkanie z japońskimi kami.

 

Rdzenną religią Japonii jest shintoizm

 

Shinto czyli w dosłownym tłumaczeniu droga bogów. Jest to religia politeistyczna, oparta na wierze w istnienie nieskończonej liczby bóstw, zwanych kami, zamieszkujących cały znany nam świat. Z jednej strony są one uosobieniem sił przyrody, a z drugiej opiekunami wszelkich aspektów życia. Co ciekawe, kami nie posiadają takiej mocy, jak bogowie innych religii. Nie zapewniają człowiekowi zbawienia duszy po śmierci. Są one przewodnikami ludzi w życiu doczesnym.

Przed wejściem do świątyni należy dokonać ablucji czyli rytualnego oczyszczenia. Nabierając wodę w drewnianą chochle najpierw obmywamy lewą, a następnie prawa rękę, na końcu płuczemy usta. Teraz już czyści, możemy spokojnie przekroczyć bramę świątyni. Aby nasze modlitwy zostały chętniej wysłuchane nie zaszkodzi złożyć ofiary. Najczęściej w świątyniach zostawia się pięciojenówki, które uznawane są za szczęśliwe monety. Na odchodne warto pamiętać o nabycia jednego z wielu amuletów ochronnych. Znajdziemy oczywiście te najbardziej typowe przynoszące szczęście, pieniądze i dobre wyniki z egzaminów, ale także o wiele bardziej prywatne, jak na przykład zapewniające lepsze pożycie w małżeństwie. Oczywiście im bardziej wygórowane życzenia, tym wyższe ceny. Brzmi, jak egzotyczne zwyczaje z drugiego końca świata? Około 90% Polaków to katolicy, którzy na wejściu do kościoła czynią znak krzyża wodą święcona, a potem ksiądz przechodzi zbierając ofiary na tace. Na szyi zawieszamy krzyże, medaliki, które mają nas chronić lub tak jak szkaplerz zapewnić zbawienie w pierwszą sobotę po śmierci.

Być może drugi koniec świata jest bliższy niż nam się wydaje.


Japonia jest jednym z najbezpieczniejszych państw świata

 

Wielkie miasta bywają wyjątkowo męczące, dlatego postanawiam jechać poza granice Tokio. Pierwszą przeszkodą okazuje się być dworzec główny, który posiada niezliczoną ilość wejść i wyjść. W wielu krajach Europy, byłoby to idealne miejsce, aby oszukać lub najzwyczajniej okraść zabłąkanych turystów. W Japonii poruszam się z telefonem do połowy wystającym z tylnej kieszeni spodni, a jeśli chcę skorzystać z toalety, mogę bez problemu zostawić plecak z portfelem i aparatem gdzieś na zewnątrz i nawet przez chwilę nie muszę się martwić o to, że ktoś mógłby go zabrać. Po dłuższej chwili przemierzania podziemnych korytarzy dworca staję przed wyborem prawo lub lewo, ale żadna opcja nie wydaje się być tą odpowiednią. Dłuższa chwila zastanowienia i... Nadal brak jakiegokolwiek pomysłu. Stoję, więc na środku dość nieporadnie, starając się znaleźć jakikolwiek punkt odniesienia, kiedy słyszę za plecami znajome ̶ Ano, sumimasen... Przepraszam... ̶ Odwracam się i widzę uśmiechniętą kobietę w średnim wieku. ̶ Potrzebujesz pomocy?

̶ Bardzo ̶ odpowiadam bez namysłu. Po chwili tłumaczenia gdzie chce się dostać, Japonka prowadzi mnie na miejsce.

̶ Arigatou. Dziękuję ̶ kłaniam się grzecznie. ̶ Uratowała mnie pani.

Pomimo bycia obcokrajowcem większość Japończyków będzie zwracało się do nas w swoim ojczystym języku, nieszczególnie przejmując się faktem, że typowy turysta będzie umiał wydukać z siebie nie więcej niż dzień dobry, dziękuję i poproszę piwo. Co może tworzyć dość śmieszny paradoks z faktem, że kiedy sama zaczynałam rozmowę po japońsku, często otrzymywałam odpowiedź po angielsku.

 

A gdzie samuraje, gejsze i ceremonie herbaciane?

 

Najwyższa pora opuścić stolicę i udać się w krótką podróż do czasów, kiedy ulicami przechadzali się samurajowie, a na bankiety zapraszano gejsze. Narai-juku - miejscowość, której architektura została zachowana z czasów Edo. Idąc główną ulicą wśród zabytkowych domów, mamy wrażenie jakbyśmy przenieśli się 400lat wstecz, kiedy krajem rządził Shogun. Narai powstało na trakcie prowadzącym z Kioto do Tokio, a jedna z jego atrakcji jest możliwość przejścia się starym szlakiem, którym w odległej przeszłości poruszali się kupcy, samurajowie, a także dworscy dostojnicy przemieszczający się pomiędzy dwoma najważniejszymi miastami Japonii. Oczywiście postanawiam skorzystać z okazji. Na trakcie co jakiś czas rozstawione są metalowe dzwonki, które mają za zadanie odstraszać niedźwiedzie, których pełno jest w pobliskich górach. Nie szczególnie mam ochotę na bliższe spotkanie z misiem, więc przy każdej możliwości staram się dzwonić jak najgłośniej. Zdecydowanie więcej problemu niż domniemane niedźwiedzie sprawia mi pogoda. Pora deszczowa w Japonii trwa w najlepsze. W konsekwencji do stacji docieram przemoczona do suchej nitki. Okazuje się, że z powodu nadciągającego tajfunu pociągi zostały wstrzymane, a mój najbliższy i jedyny możliwy powrót do domu będzie za półtorej godziny. Nie ma rady, trzeba czekać. Ściągam z siebie kurtkę i grzecznie siadam w poczekalni. Dla zabicia czasu sięgam po ebooka, ale krople deszczu wciąż kapiące z mojej grzywki utrudniają lekturę. Po chwili na stoliku przede mną ląduje gorąca kawa i ciastko. Podnoszę głowę i widzę miłego pana z recepcji, który przed sekundą instruował mnie, z którego peronu odjedzie mój pociąg.

̶ Rozgrzejesz się trochę ̶ rzuca z uśmiechem i wraca z powrotem do swojego biura.

 

Tak daleka, a tak bliska


Chociaż mogłabym zajadać się sushi codziennie to nie dla jedzenia. Chociaż kocham góry to nie dla 90% kraju zdominowanego przez góry i wyżyny. Chociaż kocham robić zdjęcia to nie dla pięknych widoków.

Powodem dla którego na pewno wrócę do Japonii są ludzie. Życzliwi, przyjaźni, wyciągający pomocną dłoń bezinteresownie. Wierzą w karmę? Możliwe.

Dobro zaczyna się od nas. Tak po prostu.

 

mnich zbierający ofiary
mnich zbierający ofiary
Narai-juku
Narai-juku

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.