Wasze wyprawy

Jeziora ptasie

Rodzinny spływ

fot.: Olita

Rodzinny spływ
Bory Tucholskie to kraina jezior i przesiąkniętego wilgocią zapachu sosnowego igliwia. Na wodzie panuje kojąca cisza, którą przerywa jedynie plusk zanurzanych rytmicznie wioseł i szum ptasich skrzydeł...

Brda wije się leniwie między porośniętymi fioletową firletką śródleśnymi polanami, wysokimi piaszczystymi skarpami z rzędami wysokich sosen, a kołysanymi wiatrem szuwarami, pełnymi błękitnych i szafirowych ważek. Można na dłuższą chwilę oprzeć wiosła o burty kajaka i wystawiając twarz do słońca, dać się nieść jej spokojnemu nurtowi. Nie na długo jednak! Za następnym zakrętem, rzeka zanurkuje bowiem w kolejnym z malowniczych jezior, zachęcając nas ponownie do sprawnego wiosłowania, w rytm uderzających o burty niewielkich fal i podmuchów rozhulanego wiatru. Albo wręcz przeciwnie! Błyszcząca w późno popołudniowym świetle tafla i magia tej zastygłej niemalże w bezruchu przestrzeni, wywoła jedynie przyjemne wakacyjne rozleniwienie, a kajaki, niekontrolowane ruchami wioseł, dryfować będą swobodnie w sobie tylko znanym kierunku. Bo czy gdziekolwiek nam się spieszy?

Ciekawskie łabędzie

Nazwaliśmy go Wojtek, bo tak mu zawadiacko z oczu patrzyło, iż uznaliśmy, że pasuje idealnie. Nieśpiesznie okrążył cypelek, na którym biwakowaliśmy i nieśmiało zaczął wdrapywać się na ląd, wabiony owocowym muesli, którym Ola skłonna był się z nim podzielić. Nie przypadło mu chyba jednak do gustu, gdyż wycofał się z powrotem do wody i odpłynął na środek jeszcze szarawego o tej wczesnej porze Jeziora Śluza. Pozostałe łabędzie, bezwładnie unoszące się na delikatnie falującej jeziornej tafli, wydawały się równie zaspane jak my. Słońce ociągało się jeszcze bardziej, zmęczone być może minionym upalnym dniem i długim, spektakularnym zachodem. Na wodny szlak wyruszyliśmy w poprzednie przedpołudnie, wodując nasze niebieskie kajaki na niewielkiej rzece Zbrzycy, tuż przy drewnianych zabudowaniach starego młyna. Od razu zrobiło się sielsko. Pojedyncze gospodarstwa zaczęły ustępować pachnącym łąkom i widocznym gdzieniegdzie niewysokim płotkom, a potem były już tylko ciasne rzeczne meandry, wysokie trzcinowiska, cisza, spokój i.... śnieżnobiałe łabędzie! Pojawiły się w jednej z zatoczek Jeziora Księże - pierwszego na naszym szlaku - by towarzyszyć nam na wszystkich kolejnych, aż do ostatniego z czterech magicznych dni, spędzonych pośród sosnowych, kaszubskich borów. 

Czekoladowe gągoły 

W cieniu wysokich drzew, tuż przy samym brzegu, woda przybierała nienaturalnie złotawy kolor, jak gdyby roztargniony cukiernik wysypał na nią cały zapas drobno otartej skórki cytrynowej. Żółtawe drobinki osiadały na wilgotnych deskach pomostów, długich turzycach, odsłoniętych korzeniach nadbrzeżnych olch oraz zanurzanych dla ochłody dłoniach. Długo nie potrafiliśmy rozwikłać tej zagadki, aż w końcu odpowiedź przyszła do nas sama. Choć właściwiej byłoby powiedzieć, że przyniósł ją... wiatr! Przełom maja i czerwca, to bowiem okres kwitnienia sosny. Okoliczne drzewa, przyozdobione niewielkimi, podłóżnymi i intensywnie żółtymi szyszkami, wypuszczały w świat niezliczone ilości delikatnego pyłku, osiadającego ochoczo na każdej z dostępnych mu powierzchni. Rozległe połacie widnych borów o ciepłej poświacie ceglastopomarańczowej kory i rozkosznym dźwięku delikatnie pękających pod stopami gałązek, ciągną się tutaj kilometrami. Niekiedy suche o miękkim mszystym runie, częściej świeże z pojedynczymi wiotkimi brzozami i aromatycznym jałowcem, a czasem i bagienne, usłane niewielkimi krzaczkami borówek. Istniejący tutaj Park Narodowy Borów Tucholskich, to ich istne królestwo. Być może królem jest tutaj wspomniany cukiernik, który w wolnych chwilach przechadza się leśnymi ścieżkami, nakładając szpatułką czekoladową polewę na płochliwe samiczki gągołów, odróżniając je od czarno-białych samców. Na widok tych uroczych ptaków, nie sposób uniknąć porównania z tym słodkim wyrobem i mimowolnego uśmiechu, rysującego się na twarzy. A może to znak, że nadszedł czas by zajrzeć do naszych magicznych beczułek i zatrzymać się na małe co nieco?    

Dziupla dzięcioła

Beczułki miły ten sam niebieski kolor, co nasze kajaki, ale z całą pewnością nie posiadały dna. Każda załoga, przed wyruszeniem na szlak dostała swój własny ,,kuferek skarbów", który momentalnie zapełnił się paczkami, paczuszkami, torebkami, pudełeczkami i butelkami o najrozmaitszej zawartości, gotowej zaspokoić głód (i pragnienie), podczas spędzanych na świeżym powietrzu godzin. Niczym fruwające nad naszymi głowami dzięcioły, przynoszące smakołyki do swoich dziupli, my przy każdym większym moście, zeskakiwaliśmy na suchy ląd, kierując kroki ku najbliższemu sklepikowi, mimo iż gromadzone zapasy zdawały się być niewyczerpywalne. Na środku jeziora zawsze udawało się jeszcze wyszperać zagubioną paczkę suszonej żurawiny, soczyste jabłko, małosolnego ogórka czy orzechowe chrupki. W większych miejscowościach wyprawa po lody, nadające naszemu wyjazdowi wakacyjnego klimatu, była jednak punktem obowiązkowym. Swornegacie, Męcikał, Rytel czy Mylof także samymi nazwami zachęcały do opuszczenia chybotliwych pokładów i zobaczenia czegoś więcej ponad przęsła mostów. Choć zazwyczaj nie było tego wiele - niewielka piaszczysta plaża, odremontowany kościółek, zadbane drewniane wiaty dla turystów oraz obowiązkowa ławeczka pod sklepem spożywczym wraz z jej stałymi bywalcami, a dalej już tylko pusta asfaltowa droga niknąca za zwartą ścianą lasu. Czas ruszać dalej...

Tajemnicze zimorodki i towarzyskie nurogęsi  

Brda ma w sobie rodzaj nieuchwytnej magii. Kryje się ona w tajemniczych, cienistych brzegach, omszonych konarach pochylonych nad wąskim korytem, przejrzystej płytkiej wodzie i pokrywającym dno kobiercu intensywnie zielonej roślinności. Wpływanie na nią kajakiem ma w sobie coś z wkraczania w inny wymiar, z uchylania rąbka tajemnicy, bez możliwości pełnego jej zrozumienia, bo przecież nurt niesie już dalej i dalej... Ulotna atmosfera panująca na rzece, jest niczym szafirowy zimorodek - ciężko go uchwycić, ale dla tej krótkiej chwili pełnego zachwytu, warto czekać. Inaczej jest z mijanymi na szlaku jeziorami - Parszczenica, Witoczno, Łąckie, Dybrzyk, Kosobudno. Ma się wrażenie, iż granice między nimi właściwie nie istnieją, pozwalając na wiosłowanie aż do utraty sił. Warto jednak zatrzymać się na moment, obserwując życie na praktycznie w całości zagospodarowanych brzegach. Ktoś opala się na pomoście, ktoś inny łowi ryby, grupka dzieci skończyła właśnie kąpiel, a dwóch starszych panów przysiadło na własnoręcznie wykonanej ławce, gawędząc wesoło. Na wodzie nie ma jednak tłoku, a najwięcej hałasu robią, spieszące za matką malutkie nurogęsi i... ukulele, na którym przygrywa nam Zosia. Ostatnie z jezior na naszej trasie ciągnie się aż po horyzont i chyba jeszcze kawałek dalej. Nie wiadomo właściwie, gdzie kończy się szerokie w tym miejscu koryto Brdy, a rozpoczyna sztucznie utworzone przez zaporę w Mylofie jezioro. Dość powiedzieć, że panujący na nim spokój, ciężko ująć w słowa. Można jedynie zastanawiać się czy to aby na pewno Polska, czy może ostępy dzikiej Kanady i traperska wyprawa w nieznane.

Trzciniak

Jak na prawdziwych traperów przystało, dzień należy zakończyć przy ognisku. Wieczór pachnie sosnową żywicą, syczącą cicho w gorących płomieniach, wodą zastygłą w bezruchu przed nocnym odpoczynkiem i jabłkowo-miętową herbatą parującą z metalowych kubków. Słychać trzask ognia i szorstką pieśń ukrytego w szuwarach trzciniaka. On nie wydaje się być zmęczony, nam kleją się oczy, a obraz rozgwieżdżonego nieba znika pod ciężkimi powiekami. Czas do namiotów...     

Magiczna i kipiąca zielenią Brda
Magiczna i kipiąca zielenią Brda
Gotowe do drogi błękitne kajaki czekają przy pomoście
Gotowe do drogi błękitne kajaki czekają przy pomoście
Czas na przerwę!
Czas na przerwę!
Płyńmy aż do utraty tchu!
Płyńmy aż do utraty tchu!
Spokojna tafla jeziora jest niczym obraz
Spokojna tafla jeziora jest niczym obraz
W Woziwodzie żegnały nas łabędzie...
W Woziwodzie żegnały nas łabędzie...

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.