Wasze wyprawy

KULTURA I PLAŻE… JAK POŁĄCZYĆ WAKACYJNĄ FORMUŁĘ, ŻEBY ZADOWOLIĆ WSZYSTKICH CZŁONKÓW RODZINY

Jedni kochają szaleństwo i niezliczone możliwości, jakie daje im duże miasto, inni, zmęczeni już być może miejskim zgiełkiem, szukają nowych dróg z dala od niego.

Syros (gr. Σύρος): siedziba głównego portu Cyklad, archipelagu Wysp Egejskich, które miały wielkie znaczenie w czasach starożytnych. Lila: smukła Greczynka, nieodgrywająca istotnej roli w życiu Grecji. Oboje spotkali się i zapałali do siebie miłością. Piękno wyspy oraz głód życiowych doświadczeń kobiety zaowocowały spotkaniem, które zapamięta wiele osób. Lilę poznałam w jej pensjonacie w Ermupoli (gr. Ερμούπολη). Sympatyczna, otwarta, zawsze pomocna. Zachęcona moim zainteresowaniem, szybko opowiedziała mi historię samego pensjonatu. W murach dawnego konsulatu francuskiego, stworzyła w 2003 roku kilka przytulnych, uroczych pokoi, oferując wypoczynek, jedzenie i ekscytującą rozmowę wszystkim ciekawym historii i tradycji, jak również tym spragnionym letniego słońca na greckiej wyspie. Pochodząc z Aten, zafascynowana wysoką kulturą, chętnie wspiera rozmaitych artystów (np. Evę Persaki) i prezentuje ich prace na własnych ścianach, a także zapewnia miejsce na reklamę lokalnych wydarzeń: warsztatów, koncertów itp. Pensjonat położony jest na jednej z charakterystycznych, licznych ulic architektury cykladzkiej. Jego kamienny mur w pięknym, naturalnym, piaszczystym kolorze idealnie dopasowuje się do kolorytu tutejszej gleby i otaczającej, wypalonej słońcem natury. Pokoje są niewielkie, urządzone w minimalistyczny sposób, ale ich styl i ciepło odrestaurowanych ścian zachęcają do przebywania w ich wnętrzach po długim dniu zwiedzania lub plażowania. Stąd łatwo dostać się w każdy zakątek stolicy wyspy, a także do okolicznych atrakcji turystycznych. Pierwszego dnia patrzymy na miasto z zainteresowaniem, spacerując, szukając zapachu miejsc zapomnianych przez tłumy turystów, zaglądając w alejki, podziwiając architekturę, jak dzieci ciesząc się cieniem. Zwieńczeniem naszego powitania wyspy jest kolacja na tętniącej życiem platii (gr. πλατεῖα), na placu Miaouli, u stóp największego greckiego ratusza z monumentalnymi schodami o szerokości 15,5 m, w którym swoją siedzibę znalazło Muzeum Archeologiczne. Ratusz został zaprojektowany przez sławnego niemieckiego architekta, Ernsta Zillera. Wszystkie piętra reprezentują inne style – joński, koryncki, toskański. We współczesnej Grecji termin platia odnosi się do głównego skweru, który wraz z kawiarniami, tawernami i placami zabaw stanowi społeczne centrum tego miejsca. Zwłaszcza wieczorem, kiedy wszyscy są spragnieni chłodu schyłku dnia. Towarzyszą nam wszechobecne gołębie. Jeśli komuś skończy się popularny tu tytoń, kupi go w kiosku zwanym periptero (gr. Περίπτερο), handlującym mydłem i powidłem. W miastach portowych, takich jak Syros platia często konkuruje z promenadą, która usytuowana wzdłuż portu aż zaprasza na spacer w towarzystwie chłodnej morskiej bryzy. Często są one połączone ze sobą pod względem urbanistycznym. Atmosfera letniego wieczoru przywodzi na myśl grecką rodzinę: dzieci, rodziców, starszych członków rodziny. Wszyscy uczestniczą w zmaganiach przy stole, pijąc, jedząc i rozmawiając o wszystkim, co ważne i nieistotne, o tym, co dzieje się w polityce, w kuchni, w rodzinie, a jeszcze lepiej u sąsiadów. Sztuka życia i emanacja greckiego ducha ukryta w pojęciu halara (gr. χαλαρά) oznacza pełny relaks, bez pośpiechu. Filozofię tę przybliżył publiczności w wydanym w 1946 roku „Greku Zorbie” Nikos Kazantzakis, przedstawiając postać impulsywnego, porywczego i tajemniczego Alexisa Zorby jako uosobienie greckiego patosu życia chwilą. Letnie Ermupoli sprzyja tej hedonistycznej postawie. Przecież kiedy, jeśli nie w czasie wakacji, można chodzić leniwie, zagubić się i ponownie odnaleźć w zaułkach turystycznego chaosu, niespiesznie podążając śladami przodków z kultury cykladzkiej sięgającej epoki brązu. Budzimy się w cudownych nastrojach, gotowe na podbój kolejnej części wyspy, a mianowicie Ano Syros (po grecku: Άνω Σύρος), u którego stóp rozciąga się Ermupoli. „Górne Syros” było stolicą wyspy zanim samo Ermupoli nie nabrało większego znaczenia ze względu na bliskość morza i handel, dzięki któremu rozwinęła się nowa stolica. Odzwierciedla to również sama nazwa wywodząca się od greckiego boga Hermesa, odpowiedzialnego na Olimpie za handel. Wdrapujemy się tutaj po tysiącu schodów, krętymi uliczkami, żeby na szczycie ujrzeć słynny kościół św. Grzegorza, zbudowany już w 1208 roku. Miejscowość słynie ze swojej katolickiej diaspory, która żyje tutaj do dziś od chwili, kiedy po IV krucjacie z 1204 roku wyspę przejęli Krzyżowcy. Jednocześnie Ano Syros jest kolebką rebetiko – „rewolucyjnej” muzyki, którą nazywa się greckim bluesem. To tutaj urodził się, jak twierdzą niektórzy, ojciec tego stylu – Markos Vamvakaris (gr. Μάρκος Βαμβακάρης) i to tutaj założono muzeum poświęcone jemu i samej muzyce. Po kilku dniach na wyspie mamy już dość żywienia się w tawernach. Odpowiedź czeka na nas niedaleko naszego B&B – jedzenie w miejskiej kantynie przyrządzane głównie przez lokalne gospodynie domowe, tzw. ugotowane jedzenie (gr. μαγειρευτό). Typowe, swojskie jadło, które przyjemnie wypełni żołądek, a jednocześnie nie spustoszy kieszeni. W dużych witrynach widnieją przepyszne dania do wyboru. Znajdzie się coś dla każdego – w szczególności wegetarianie poczują się tutaj komfortowo, bo kuchnia grecka poza wieloma tradycyjnymi mięsiwami jest wyjątkowo bogata w potrawy warzywne. Co ciekawe, z tej formuły gastronomicznej korzysta również wielu samych Greków, bo dania są odpowiednikiem tego, co na co dzień można zjeść w przeciętnym gospodarstwie domowym. Polecam gorąco! Jedzenie warto zamówić albo kupić wcześniej, bo około południa nie ma już dużego wyboru. Stanowi to również szybką alternatywę posiłku po całym dniu poza domem. Przeciętny Grek spędza na plaży przynajmniej krótką chwilę każdego dnia. Nie mając czasu w ciągu dnia, pójdzie na nią po pracy, żeby ochłonąć po całym dniu. Z pewnością struktura geofizyczna Grecji sprzyja temu życiowemu podejściu, bo wysp i samej linii brzegowej jest w tym kraju pod dostatkiem. I o ile wszyscy wiemy, że najlepsze plaże są oddalone od miast, a spędzenie czasu na niektórych z nich to cała wyprawa, wiele osób decyduje się na to. Najczęściej z grupą przyjaciół, bo nie ma drugiego tak towarzyskiego społeczeństwa jak Grecy. Morze, przyjaciele, rodzina i… ouzo, które smakuje najlepiej z bryzą morską we włosach. W naszym wypadku skończyło się na plaży Finikas (gr. Παραλία Φοίνικας) oddalonej kilkanaście kilometrów od samego miasta. Plaża zrobiła na nas pozytywne wrażenie: zorganizowana, przytulna w swoich rozmiarach i czysta – przynajmniej na początku dnia. Kojący widok żaglówek kolebiących się na boki na niewielkich falach. Moja córka nie wychodzi z wody, a kiedy uda nam się ją już wyciągnąć na brzeg, to zaczyna się debata na temat lodów, które są przecież w końcu po to, żeby je jeść dla ochłody. Nie możemy nie przyznać jej racji, więc raz po raz kupujemy kolejną zamrożoną wodę. Wszystkie przywiezione przekąski idą w zapomnienie i zaczynamy rozglądać się za miejscem, w którym można by zjeść coś bardziej pożywnego. Jak na dobrą turystyczną infrastrukturę przystało po drugiej stronie szosy widzimy tawernę Calmo Mare. Nazwa przywodzi na myśl raczej Włochy niż Grecję, ale serwowane tutaj dania są oparte głównie na lokalnych gustach. Obiad okazuje się całkowitym sukcesem i pozostawia jeszcze lepsze wrażenia miło spędzonego dnia. Jako „konwertowana” ateistka nie uczęszczam do kościoła, ale z architektonicznego punktu widzenia odgrywają one dość znaczącą rolę, kiedy odwiedzam nowe miejsca. Struktura przybrana kolorystyką lokalnej obyczajowości, której nie sposób nie zauważyć w Grecji. To tutaj kultywuje się stare obyczaje i podtrzymuje przyjaźnie. To po platii drugie najważniejsze miejsce spotkań małych społeczności, jako że grecki rok świąt religijnych obfituje w wiele okazji do modlitwy oraz wymiany lokalnych aktualności przy wspólnym posiłku. Kościół za kościołem przemierzamy zatem transcendentalne aleje życia. Mimo że podczas letnich wakacji kulturalna narracja nie uwzględnia raczej tradycyjnych, zamkniętych teatrów, naszej uwadze nie umyka perła lokalnej architektury – teatr Apollon, wycięty niczym z szablonu architektury włoskiej. Jego konstrukcja została zainspirowana przynajmniej czterema teatrami włoskimi: La Scalą w Mediolanie, San Carlo w Neapolu, Teatro Academico w Castelfranco Veneto i Teatro della Pergola we Florencji. Z pewnością jest to obraz miły dla oka, a serce pieści również fakt, że istnieje on na wyspie, dostarczając jej mieszkańcom dodatkowych „bodźców kulturalnych”. W końcu, jak przystało na Ermupoli, miasto kultywuje uznane osiągnięcia kultury (sięgającej epoki brązu), odważnie spoglądając w przyszłość. Ostatni wieczór – nasze pożegnanie z wyspą – miał być naturalnie romantyczny. Planując takie zdarzenie, należy oczywiście znaleźć dobry punkt widokowy lub inne spektakularnie malownicze miejsce. Taką to lokalizacją może pochlubić się Sta Vaporia (po grecku Στα Βαπόρια), restauracja usytuowana na stromym klifie. Paradoksalnie zaprojektowana stosunkowo oszczędnie, ma ciekawą ofertę dań, odzwierciedlających finezją widok samego ekscytującego morza, w którym się niemal przegląda. Nadszedł czas na dalszą podróż. To było zaledwie kilka dni, ale za to w jednym z najbardziej urokliwych zakątków w Grecji. Podejrzewam, że jeszcze tutaj wrócimy podczas kolejnej greckiej podróży.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.