Wasze wyprawy

Malibu, wiatraki i kraniec świata

Olandia wyłaniająca się z porannych mgieł

fot.: Olita

Olandia wyłaniająca się z porannych mgieł
Na Olandię płynie się z północnym wiatrem.Sam na sam z morzem, wciąż odległym horyzontem oraz codziennym barwnym spektaklem wody i nieba.W oderwaniu od rzeczywistości,o której przypomina dopiero, majaczący nad ranem brzeg.

Zaczęła wyłaniać się z porannej mgły tuż po piątej. Najpierw samotna latarnia, potem nieruchome wiatraki i w końcu zarys lądu z rzadką zabudową, przetkaną połaciami zadrzewień i pól. Po czterdziestu ośmiu godzinach spędzonych na wodzie, w otoczeniu migających niekiedy w oddali świateł rybackich kutrów i rejsowych promów, był to widok tyleż wyczekiwany, co… zasmucający. Bo samotność na Bałtyku wciąga i hipnotyzuje. Pozostawia ciągły niedosyt. W poczuciu nienasycenia zaczęliśmy zwijać żagle, wiatr ustał niemal całkowicie – do portu dotrzemy przy donośnym akompaniamencie silnika.

Tam gdzie owocują jabłonie

W Morbylandze działo się niewiele. Sprawiała wrażenie niemalże opuszczonego, nadmorskiego miasteczka z rzędami kolorowych, drewnianych domków i pierwszymi jesiennymi liśćmi, leżącymi na chodnikach. Panującym tam spokój i cisza miały jednak niepowtarzalny urok. Można się było w ich towarzystwie, niespiesznie przechadzać pustymi uliczkami, zaglądając w witryny dwóch sąsiadujących ze sobą kawiarni i sklepu ze starociami. Z rzadka spotykani przechodnie obdarzali nas jednak ciepłymi uśmiechami, przyjaźnie, choć nieśmiało szeptali ,,Hello” i znikali za rogiem, nieoglądając się za siebie. Może to ta wczesna pora? A może we wtorki mieszkańcy Olandii nie mają zwyczaju spacerować po mieście? Chwytałam luźne myśli, gdy wracaliśmy do maleńkiego portu, gdzie obok naszego ,,Chirona”, kołysały się na wodzie jeszcze dwa eleganckie jachty, a trzech starszych panów przysiadło na granatowej ławce, rozprawiając o czymś z zaangażowaniem. Kilka czarnych kormoranów dreptało po mokrych, przybrzeżnych kamieniach, właściciel najmniejszego z jachtów zostawił przy murku swój czerwony rower, a szwedzka flaga łopotała na wzmagającym się wietrze. W Morbylandze nie działo się wiele…

Olandia była niegdyś motylem. Targany nieprzewidywalnymi wiatrami północnego Bałtyku, stracił swe piękne skrzydła u wybrzeży Szwecji, zmieniając się w obmywaną morskimi wodami wyspę. Długą, nizinną, upstrzoną płatami uprawnych pól i pastwisk, po których leniwie wędrują stada krów. Olandia to druga co do wielkości szwedzka wyspa, połączona ze stałym lądem, przerzuconym nad Cieśniną Kalmarską, mostem Olandsbron. Kraina rolników, rybaków, ludzi żyjących rytmem wschodzącego i zachodzącego nad wodą słońca. Malujących domy pastelowymi farbami i ustawiających, w pozbawionych firanek oknach kwiaty. Spędzających wieczory na pomoście lub w zaciszu, oświetlonych ciepłym światłem, domów. Tuż przed zmrokiem w Morbylandze nie zmieniło się wiele. Zapuściłyśmy się w labirynt sennych uliczek i pustych placów zabaw, zrywając po drodze przydrożne maki i próbując owoców zdziczałych jabłoni. Te w pobliżu wychodzącego w morze pomostu były najsmaczniejsze, żółtawe niczym światło zapalających się właśnie latarni i słodkie, tą wrześniową słodyczą późnego lata. Czas wracać do portu…

Tam gdzie kończy się świat   

Obudziłam się znów na morzu, kołysana niewielkimi falami, stukającymi pienistymi kroplami w okienka mojej kajuty. Drewniany, spłowiały od słońca dek pokrywała poranna rosa, kawa parzyła się w kawiarce, a przed nami były już tylko ostatnie wiatraki i morze aż po horyzont. Stanęłam za sterem, wpatrując się z przejęciem w igłę kompasu. Wracamy na południe. Delikatny ruch w prawo, ruch w lewo i znów troszkę w prawo. Czasem niezauważalnie i subtelnie, a czasem mocniej, gdy myśli niechcący zboczą na moment z kursu, pędząc ku zakurzonym zakamarkom świadomości. Za sterem czas płynie inaczej. Stoi w miejscu, a jednocześnie rozciąga się jak guma. Pozornie nie zmienia się nic, a zmienia się przecież wszystko. W tym ciągłym ruchu naprzód jest zapisana historia kolejnych odcieni wody i kształtów chmur, rozmów przy kolejnej filiżance kawy i butelce czerwonego wina, nieuporządkowanych myśli, przysiadających na pokładzie ptasich wędrowców, zagranych na gitarze piosenek i opowiedzianych żartów. Jacht jest niczym odrębny wycinek rzeczywistości, w której istnieje się wspólnie i wspólnie przeżywa niemalże każdą z chwil, zagubionych pośród błękitu morza i nieba, skrytych pod osłoną gwieździstej nocy i w blasku pierwszych promieni dnia. Wewnętrzny zegar zostaje na brzegu, z trudnością dostosowując się do cyklu zmian za sterem, przeplatanych sennym odpoczynkiem, wylegiwaniem się w cieple popołudniowego słońca lub wciąganiem na uszy czapek, tuż przed pierwszym wieczornym chłodem.

–Zepsuliście mi Bałtyk! – zażartował kapitan, pojawiając się w kokpicie tuż po skąpanym w różach i fioletach wschodzie. Faktycznie, wrześniowe już morze obchodziło się z nami wyjątkowo łagodnie. Wiatr wylegiwał się chyba na nagrzanym pokładzie razem z nami, a gładka powierzchnia wody marszczyła się nieznacznie tylko, gdy krążące wokół jachtu foki decydowały się zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. A miało być zimno, mokro i wymagającą. Zacinać miało deszczem, słoną pianą i niekontrolowanymi podmuchami wiatru. Stało się jednak inaczej – pięknie się stało! Magicznie i nastrojowo, gdy w głośnikach śpiewała Joan Baez, zachodząca słoneczna kula malowała horyzont ognistym pomarańczem, złotem i czerwienią, a tafla Bałtyku niczym lustro odbijała te barwy, sprawiając wrażenie, że przed nami jest już tylko kraniec świata. Jak długo mamy w butelce malibu, możemy tam płynąć…            

Świt na morzu
Świt na morzu
W Morbylandze nie dzieje się wiele...
W Morbylandze nie dzieje się wiele...
Olandia
Olandia
Spacerem wzdłuż brzegu
Spacerem wzdłuż brzegu
W barwach zachodzącego słońca
W barwach zachodzącego słońca
Kończąc dzień na pomoście
Kończąc dzień na pomoście

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.