Wasze wyprawy

MISTER WATER W CHINACH

Gorące kasztany najlepsze w Pekinie

fot.: janusz

Gorące kasztany najlepsze w Pekinie
Po Chinach podróżowaliśmy samolotami, wiele godzin super szybkim pociągiem z prędkością 300 km/ godzinę, autobusami, a także kilka dni statkiem po rzece Jangcy.

Mister Water w Chinach

     Tegoroczne wiosenne podróżowanie rozpoczęliśmy marcowym pobytem w Chinach. Tych komunistycznych, tych wielkich. To terytorialnie trzecie państwo świata, a pod względem ludności pierwsze: 1,4 miliarda obywateli. Nic dziwnego, że wszystko tam jest wielkie, oprócz ludzi, ci są zazwyczaj niewysocy.

Po państwie środka podróżowaliśmy samolotami (takie te ich odległości), wiele godzin super szybkim pociągiem z prędkością 300 km/ godzinę, autobusami, a także kilka dni statkiem po rzece Jangcy. Od czasu zbudowania wielkiej tamy na Jangcy-kiang, duży odcinek rzeki od przedmieść Chongqing (czyt. Cziangszing) aż do ujścia jest żeglowny także dla sporych statków pasażerskich i dużych barek towarowych.

Nieraz słyszałem, czytałem, o otwarciu się Chin na świat, toteż przed wyjazdem douczyłem się jeszcze dodatkowych kilku zwrotów angielskich, naiwnie sądząc, że także Chińczycy posługują się powszechnie tą współczesną „łaciną”. Nic takiego. Owszem, w recepcjach hotelowych, ale to już tak chyba na całym świecie. Natomiast na co dzień?

Zdarzyła mi się taka przygoda w największym mieście chińskim, już wyżej wspomnianym Chongqing (Cziangszing), podobno najludniejszym na świecie - 33 miliony mieszkańców. Działo się w ichniejszym, wielopiętrowym supermarkecie.

Szukałem wody mineralnej i zagadnąłem nudzące się między regałami panienki – ekspedientki z angielska „Where is mineral water? Whera can I find mineral water?” Bardzo się starały, one po chińsku, ja we wszystkich możliwych językach znanych mi zaledwie szczątkowo. Następnie ciągle powtarzałem kolejnej przybyłej Chince tylko to jedno słowo WATER. Nie dało rady. Pech, że w mym koszyku leżały już dwie puszki słabego chińskiego piwa. Panie prowadziły mnie na alkohole, a stoisko wielkie jak Chiny, potem na soki, a stoisko wielkie... potem ...odpuściły. Nie na długo. Przyprowadziły pomoc, ponoć gadającą po angielsku.

Skracam. Ostatecznie dotarłem przy pomocy kilku sympatycznych Chinek na stoisko wielkości Hali Marymonckiej z wodami różnymi, mineralnymi też.

Po tym wszystkim, gdy podążałem do kasy, mimochodem mijałem wiele niedawnych pomocnic, te zaś ze szczerymi uśmiechami wskazując mnie ręką, głośno wołały w mą stronę „Hallo mister Water” a niektóre krócej i jeszcze głośniej „Mister Water!”,

Tyle było przeróżnych obserwacji w tej podróży, tyle zdarzeń, tyle refleksji, że nie sposób przekazać w krótkiej opowieści. O armii terakotowej, o murze chińskim, o zwyczajach kulinarnych – a Chińczycy jedzą chyba wszystko – pisałem innym razem.

Tymczasem o sytuacji chińskich wiernych. Oczywiście, że interesowały mnie także wszelkie świątynie. Pagody, które zwiedzaliśmy, są obiektami turystycznymi albo wyłącznie, albo głównie, jak te nieliczne, gdzie kilkunastu mnichów buddyjskich jeszcze się ostało. Chińczycy w zasadzie są religijni inaczej, taoizm, konfucjanizm to przecież bardziej filozofia. Buddyzm to już religia, ale tu mająca swą specyfikę. Budda w Chinach może być kobietą.
Wśród tych-wg oficjalnych danych-około 10% wierzących, są też chrześcijanie. Kilkakrotnie udało mi się zauważyć krzyż na dachu, na wieży, na murze. Także kilkakrotnie w drodze z okna pociągu pośpiesznego, a w Szanghaju z okna autobusu i z daleka naprzeciw hotelu.
O ile kościoły łatwo rozpoznać po krzyżach na murze lub nawet dachu, lub wieży, to świątynie buddyjskie po ścianach pomalowanych na żółto i dachu o brzegach podwiniętych w górę.
Wrócę do naszego pływającego hotelu po Jangcy, najdłuższej rzeki całej Azji, a trzeciej co do długości w świecie. Z 6380 km – po wybudowaniu wielkiej tamy- obecnie aż 2800 km jest żeglowne. Statek pruł szybko nocą, by za dnia zatrzymywać się na kilkugodzinne postoje w nadrzecznych miejscowościach. Można było skorzystać z organizowanych w tym czasie wycieczek albo opuścić pokład i na własną rękę poruszać się w terenie.
Drugiego dnia rano zacumował w mieście Fengjié. Ze statku było organizowane grupowe wyjście dokądś, do kolejnej chińskiej pagody. My z balkonu kajuty spostrzegliśmy wieżę i na niej w narożnikach cztery krzyże. Piesza wędrówka ostro pod górkę zajęła nam dobre pół godziny, ale warto było. Dotarliśmy do kościoła katolickiego. Był zamknięty. Chinka starsza dostrzegłszy nasze zainteresowanie, postarała się o klucze. Byliśmy w środku.
Od 1949 roku, gdy Komunistyczna Partia Chin utworzyła Chińską Republikę Ludową, sytuacja kościołów, w tym kościoła katolickiego zwłaszcza, jest bardzo kontrowersyjna. Kościół rzymsko-katolicki jest oficjalnie zakazany, a lojalność katolików wobec państwa jest wymuszana zgodą na nabożeństwa jedynie w kościołach dopuszczonych przez państwo, należących do chińskiego Stowarzyszenia Katolickiego („księża patrioci” - pamiętacie jeszcze PRL?). Po prostu nie ma zgody na zwierzchność stolicy apostolskiej. Katolicy uznający papieża, w obawie przed aresztowaniami, odprawiają nabożeństwa „w podziemiu”.
Partia komunistyczna, mimo iż z natury oficjalnie świecka, zastrzega sobie prawo do wyznaczania kapłanów. Ani partia, ani rząd nie rozróżniają lojalności politycznej od religijnej. Partia nie zniosłaby innego, zwłaszcza zewnętrznego, papieskiego zwierzchnictwa nad częścią ludności Chin. Zatem faktycznie Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich jest organizacją nadzorującą kościół katolicki.
Bardzo powoli dogadują się dyplomaci obu stron. Obecnie około 60 % biskupów kościoła państwowego jest akceptowanych przez Watykan. W lecie 2005 roku Watykan i Pekin porozumieli się do wspólnego wskazania biskupa Szanghaju.
Kolejną próbą zbliżenia było zaproszenie przez papieża Benedykta XVI czterech biskupów (dwóch zatwierdzonych przez państwo i dwóch podziemnych) na Synod o Eucharystii. Chiny zakazały wszystkim czterem uczestnictwa w spotkaniu.
Trudna jest do określenia liczba chińskich katolików, dane szacunkowe są bardzo rozbieżne, od 13 milionów, w tym 5 milionów wyznawców zrzeszonych w Katolickim Stowarzyszeniu Patriotycznym do 40 milionów katolików rzymskich i 20 milionów w kościele państwowym. Jedno jest potwierdzone oficjalnie nawet przez partię komunistyczną z naganną obawą; Chrześcijan w Chinach z roku na rok przybywa.
Stolica apostolska nie ustaje w próbach zbliżenia stanowisk, zwłaszcza nominacji biskupich oraz autentycznych wolności religijnych wszystkich chińskich katolików.
1 maja 2014 po raz pierwszy od 1949 roku założono zakon kontemplacyjny Augustynów w Lintou w prowincji Shanxi.
Całkowicie swobodnie może działać kościół katolicki jedynie w Makao i w Hongkongu – prowincjach pod specjalną administracją. Tamże, w Hongkongu administratorem miasta-prowincji jest nawet katolik Donald Tsang. Mimo to w 1999 roku odmówiono wizyty papieżowi Janowi Pawłowi II, najprawdopodobniej pod wpływem nacisków władz CHRL.
Wszelkie rządy stosują większe lub mniejsze uniki informacyjne i działania propagandowe. Chińskie władze komunistyczne są mistrzami w tej dziedzinie.

O ile w ogromnych miastach, coraz częściej odwiedzanych przez turystów zachodnich zachowywane są pozory wolności religijnej, to na prowincji dzieją się rzeczy okropne.

Pod byle pozorem świątynie chrześcijańskie są wyburzane i bywa, że protestujący wierni swój sprzeciw przypłacają życiem.

Nie jest łatwo żyć w tym wielkim kraju, jeszcze trudniej żyje się tam wyznawcom Chrystusa.
(C) Janusz Plewniak
- - -
PS Poprzednie relacje z Chin tutaj:

http://podroze.se.pl/wasze-wyprawy/relacje/relacja/nie-tylko-pekin,6569/

 
http://podroze.se.pl/wasze-wyprawy/relacje/relacja/dlugie-nosy-z-kartoflanymi-oczyma,6574/

 
http://podroze.se.pl/wasze-wyprawy/relacje/relacja/trzy-chinki-trzy-opowiesci-trzy-prawdy,6579/

 

 

 

 

Szkoła tańca na pekinńskiej ulicy
Szkoła tańca na pekinńskiej ulicy
Aktor opery chińskiej przygotowuje się do występu
Aktor opery chińskiej przygotowuje się do występu
Kościół katolicki
Kościół katolicki

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.