Wasze wyprawy

Moje wymarzone bałkańskie wakacje

Moje wymarzone bałkańskie wakacje

fot.: kusnierczak

Nie jestem typem podróżnika. Nie wyjeżdżam co roku na długie, wielomiesięczne wojaże, w trakcie których niczym Martyna Wojciechowska zwiedzam niedostępne ostępy dżungli, pustyni i tundry.

Nie jestem jednak "pieskiem kanapowym" - lubię wyjechać w weekend, pochodzić trochę po górach, niekoniecznie muszę mieć zawsze bieżącą wodę, żeby czuć się szczęśliwa na urlopie.

Zdecydowanie jednak nie wybrałabym się na wakacje all inclusive, które oprócz tego, że zapewniają jedzenie od rana do wieczora i od wieczora do rana, oferują usługi w stylu makijażystka, fryzjer, masaż co rano i... koszmarną nudę. Nie wyobrażam sobie gorszych wakacji niż te spędzone w kilkugwiazdkowym hotelu nad basenem. Luksus oczywiście sam w sobie musi być relaksujący, ale mnie nigdy nie pociągał.
Dlatego planując moje ostatnie wakacje postanowiłam pomyśleć o wyprawie "na dziko", pod namiot. Zawsze ciągnęło mnie na Bałkany, więc naturalnie podjęłam decyzję, aby jechać właśnie tam. Mój stary samochód doskonale się nadaje do tego celu - nie żal go zostawić, jeśli coś mu się przytrafi, z drugiej jednak strony nie jest w tak tragicznym stanie, abym musiała się obawiać. Jak się okazało po całej wyprawie - bez szwanku wytrzymał dwutygodniową podróż i nadal dzielnie mi służy.
W przeddzień wyjazdu zapakowałam do bagażnika namiot, karimatę, śpiwór, dużo niegazowanej wody, butlę gazową i mini kuchenkę turystyczną oraz oczywiście masę ubrań na zmianę. Kupiłam też trochę konserw, aby w razie noclegu na pustkowiu mieć co zjeść.
Wyruszyłam skoro świt. Moja trasa przebiegała przez Słowację, Wegry, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację oraz znowu Węgry i Słowację. 
Po całej podróży mogę powiedzieć z całą pewnością, że wybierając się na tego typu wakacje koniecznie należy uzbroić się w dużą ilość dobrej jakości przewodników. Dzięki nim nie przeoczymy ważnego zabytku, w którego pobliżu akurat przypadkiem się znaleźliśmy. Po dwóch dniach podróży nauczyłam się zatrzymując na stacji sprawdzać od razu, czy przypadkiem w pobliżu nie znajduje się nic godnego zobaczenia. W ten sposób obejrzałam serbską twierdzę w Niszu i przepięknym mieście Travnik w Bośni i Hercegowinie. Nie jest to duże miasto, spokojnie można je zwiedzić w parę godzin chodząc spacerkiem. Jednak jest zaskakująco urocze i pięknie położone wśród bośniackich gór. To swego rodzaju kwintesencja Bałkanów, a przynajmniej tej części i z pewnością zapamiętam je na bardzo długo. Między innymi z powodu przepysznego sera owczego, który w nim jadłam ze świeżym chlebem prosto z pieca, którym poczęstowała mnie gospodyni jednego z domów, obok którego złapała mnie ulewa.
To, co z pewnością także zapamiętam z całej podróży to uprzejmość i wielka sympatia, z jaką odnoszą się mieszkańcy południa do turystów i siebie nawzajem. Oczywiście wybierając się w tamte rejony koniecznie trzeba mieć na uwadze wszelkie konflikty na tle etnicznym i religijnym, do których tutaj dochodziło w przeszłości i wciąż dochodzi (jak niedawno w Serbii). Ale nie można robić tego, z czym często spotykałam się opowiadając o zamiarze podróży w te rejony swoim znajomym. Mianowicie nieraz spotkałam się z opinią, że tereny te zamieszkane są przez nieokrzesanych i nieprzewidywalnych ludzi, wśród których jest wielu złodziei jedynie czyhających na to, aby mnie naciągnąć.Jest to bzdura i każdy powinien się o tym przekonać jadąc na piękne południe.
Do popularnej wśród Polaków Chorwacji dotarłam końcem sierpnia, gdy plaże zaczynają się już wyludniać w największych kurortach i nie ma tak wielu turystów nastawionych na leżakowe spędzanie swoich wakacji. To tutaj w Vodicach, a następnie Dubrovniku, poznałam wielu Chorwatów, z którymi do dzisiaj utrzymuję mailowy kontakt. Z pewnością powrócę do nich następnym razem - może już w tym roku na wakacje.
Wracając zahaczyłam o Balaton, nad którym nigdy do tej pory nie byłam. Prawdopodobnie było to największe rozczarowanie tej podróży, ale nie z powodu samego miejsca, ile ilości i zachowania turystów, którzy nad tym wielkim jeziorem stacjonowali.
Tak czy inaczej, te samotne wakacje w samochodzie uważam za najlepsze, jakie miałam do tej pory. Z pewnością będę tak podróżować - jeszcze nie raz.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.