Wasze wyprawy

Na kraniec Europy - Malta

Na kraniec Europy - Malta

fot.: annia254

Oto i ona - Malta. Wysiadając z samolotu i rozglądając się wokół, właśnie zobaczyłam już prawie jej połowę. Uderzenie gorąca potwierdziło moje położenie - to wyspa, gdzie nie ma zimy, a najniższą temperatura jest 17°C w styczniu. Ahoj przygodo!

Nasze miejsce zakwaterowania znajdowało się po drugiej stronie Malty niż lotnisko, po godzinie jazdy, znaleźliśmy się wreszcie w jego pobliżu. Niestety dojazd do campingu jest na tyle niesprzyjający, że kierowca podwiózł nas tylko do pewnego momentu, dalej na nogach. Wysiedlimy przy małej zatoczce, która oczarowała nas swoim błękitem. Spragnieni morskiej kąpieli po całym roku spędzonym w betonowym mieście zmoczyliśmy stopy w przejrzystej wodzie i z wielkim plecakiem i dwoma mniejszymi ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca o nazwie „Campsite”. Po kilku nadrobionych kilometrach, wskazówkach miłej starszej Pani, zakupie całej zgrzewki wody i wylanych litrach potu dotarliśmy na miejsce. Szybko rozbiliśmy namiot nie pozostawiając sobie czasu na ocenę otoczenia skierowaliśmy się szybkim krokiem do morza. Przyjemna ochłoda, ciepła i czysta woda, pozwalająca obejrzeć dno i voila! - wszystkie niepokoje poszły w siną dal, pod rękę z codziennym stresem.

W kolejnych dnia odwiedziliśmy m.in. Mdinę. Aby dostać się do tej dawnej stolicy Malty musieliśmy dojechać komunikacją publiczną do Rabatu a następnie przejść przez fosę i przekroczyć grube mury strzegące wnętrza miasteczka. W Rabacie znajduje się grota, w której przetrzymywany był święty Paweł, gdy jego statek rozbił się u wybrzeży Malty - obiekt jest udostępniony zwiedzającym wraz z korytarzami, które służyły celom zbrojnym podczas IIwś. Mdina natomiast nazywana jest miastem ciszy, nie bez powodu. Wieczorem, gdy już ostatni autobus odjedzie wypełniony po brzegi turystami, w mieście nastaje głucha cisza. Świadczy to o typowo turystycznym charakterze tej miejscowości. Z tym miastem chyba już zawsze będzie kojarzył nam się niepowtarzalny smak ciasta czekoladowego w słynnej kawiarni "Fontanella" - każdy powinieć go poznać!

Szóstego dnia postanowiliśmy się wybrać na wycieczkę  do Gozo i Comino - dwoch małych sasiednich wysepek. Zwarci i gotowi ruszyliśmy do portu, skąd miał odpłynąć nasz prom. Pełni emocji i oczekiwania dotarliśmy na miejsce, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że prom owszem odpływa... ale nie z tego portu. Szybka zmiana planów i równie szybka decyzja – Mosta, miejsce gdzie wydarzył się cud. Otóż 9 kwietnia 1942 r., podczas nabożeństwa chrześcijańskiego, kiedy w świątyni zgromadzonych było około 300 osób, przez kopułę wieńczącą tę budowlę wpadła ogromna pięćdziesięciokilogramowa bomba, odbiła się od ściany i upadła na środek nikogo przy tym nie raniąc i co najważniejsze nie wybuchając. W miejscu na odbicia od ściany namalowana była głowa Jezusa, dlatego między innymi zdarzenie to nosi miano nadzwyczajnego.

Po kilku dniach nadszedł czas na przpeprowadzkę "do miasta". Zameldwaliśmy się w hotelu w Sliemie i ruszyliśmy do Valetty. Równoległe uliczki poprzecinane prostopadłymi zrobiły na mnie ogromne wrażenie, zarówno swoim rozmiarem jak i architekturą oraz przeznaczeniem - dzięki temu w mieście zawsze jest przeciąg i doskwierające upały nie są tak uciążliwe. Dlatego też, niemożliwym jest się w niej zgubić. Wspaniałe miejsce zarówno dniem, kiedy każdy detal oświetlony jest bardzo wyraźnym światłem słonecznym, jak i nocą, kiedy to żółte światło lamp uliczych robi wrażenie tajemniczości, a nawet romantyzmu.

Ostatni przystanek to Marsaxlokk, miasteczko słynące z łódek. Nie spodziewałam się szczerze mówiąc, że będzie ich aż tyle. Każda inaczej ubarwiona, żeby właściciel mógł ją bez problemu rozpoznać. Żółty, niebieski, czerwony i zielony to kolory które występowały na każdej, natomiast ich ułożenie było zupełnie dowolne. Mieliśmy wrażenie, że właśnie "weszliśmy do pocztówki".

Wylot o 8, więc trzeba było wstać przed słońcem i ruszyć na autobus z zapasem ogromnych nadziei, że tym razem przyjedzie na czas. W kieszeni 4 EUR, dokładnie tyle, ile na 2 bilety na lotnisko, ryzyko ogromne. Taksówkarze widząc nasze bagaże proponują podwózkę na lotnisko zapewniając, że jeżeli nie skorzystamy z ich usług na pewno samolot odleci bez nas. Ryzykujemy i czekamy. Nadchodzi godzina, o której według rozkładu powinien być autobus, samego zainteresowanego brak. Na szczęście z tylko kilkuminutowym opóźnieniem zjawia się i na lotnisko docieramy na czas. Żegnamy się z ziemią maltańską, a raczej z rozgrzaną płytą lotniskową i wsiadamy do samolotu. Do zobaczenia, bo jestem pewna, że tu kiedyś wrócę.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.