Wasze wyprawy

Nie tylko Pekin

Mur

fot.: janusz

Mur
Rozmawiam z młodą Chinką na murze. Wyjaśniam moje zdziwienie; w Pekinie, poza historyczną enklawą zakazanego miasta, ptaków nie widziałem.

Trzy Chinki, trzy opowieści, trzy prawdy (1).

Rozmowy na murze

A to niespodzianka — powiedziałem, obserwując kilka wróbli podskakujących na brzegu muru.

Cóż w tym dziwnego? – odpowiedziała Chinka Li Li, świeża absolwentka germanistyki.

Przechadzaliśmy się z dala od świadków, tylko we dwoje po chińskim murze, w odległości około dwóch godzin jazdy autobusem od Pekinu. Był początek marca 2016 roku.

Przedwczoraj zakończyły się obchody nowego roku chińskiego – Roku Małpy. Nie ma w chińskim kalendarzu święta ważniejszego od Chińskiego Nowego Roku nazywanego także Świętem Wiosny. Chūnyùn przypada zawsze przed końcem lutego.

Chińczycy, którzy dłużej odpoczywać mogą jedynie podczas świąt — wielu z nich przysługuje w ciągu roku jedynie 5 dni urlopu, a jeśli pracują dłużej niż 10 lat, mają 10 dni urlopu — wyruszają w rodzinne strony.

Wyjeżdżają z ogromnych metropolii jak Pekin, Szanghaj czy Chongqing do swoich miast, miasteczek, wiosek. Przylatują też z najdalszych zakątków świata. Jadą w różne miejsca, by odwiedzić rodzinę i przyjaciół. Wyobraźcie sobie trzy miliardy podróży drogami, pociągami, samolotami w okresie zaledwie dziesięciu dni. Ten szał odwiedzin zaczął się tym razem 24 stycznia i zakończył się 3 marca. Trzy dni później byliśmy już w Pekinie. A jeszcze trzy dni później na chińskim murze.

Wracam do rozmowy z młodą Chinką na murze. Wyjaśniam moje zdziwienie, bo w Pekinie, poza historyczną enklawą zakazanego miasta, ptaków nie widziałem. Aż tu nagle wróble na murze. Czytałem, że w okresie rewolucji kulturalnej Mao Tsê-tung rozkazał rolnikom chińskim polować na wróble, które podobno masowo wyjadały ziarna zbóż uprawnych. Li Li po krótkiej chwili zastanowienia opowiedziała historię zasłyszaną od matki. To były lata wielkiego głodu. Ludzie umierali z braku żywności. Wyłapano wszystko, co się dało zjeść. Także wszystkie ptaki. Taka była jej wersja. I jeszcze dodała: A mimo tego, przy mamie nie mogę powiedzieć niczego złego o przewodniczącym Mao. On jest dla niej świętym.

Byliśmy sami, nikogo wokół. Zaznaczywszy, że nie musi odpowiadać, opowiedziałem jej, jak widziany jest Mao oczami społeczeństw Zachodu; To był morderca. Idea jego wersji komunizmu była ważniejsza od życia nawet własnego narodu. Przytaknęła, iż wie, bo przegląda fora internetowe. Z zupełną swobodą dodała: W Chinach wszystko jest dziś dozwolone, byle nie mówić niczego przeciw partii i byłemu przywódcy Mao Tse Tungowi.

Wróciliśmy do Pekinu. Znany z naszych mediów obrazek miasta zatrutego spalinami, spowitego w duszącym smogu odbiegał od zastanego rześkiego, przezroczystego powietrza w mieście. Li Li wyjaśniła, iż mamy wielkie szczęście do pogody. Tuż przed naszym przybyciem szalały wichury i przegnały gęste opary miasta. Być może wichury, ale... Czego nie dodała? Tak jest zawsze, kiedy zbliża się jakieś wielkie święto. W tych dniach w Pekinie trwają obrady komunistycznej partii Chin. Partia każe wtedy zatrzymać huty i ciężarówki i z nieba znika duszący smog.

Nie chcąc jej dłużej zamęczać politycznymi kwestiami, pytam o sytuację kobiet w Chinach.

W porównaniu do poprzednich tysiącleci są uprzywilejowane i często zajmują wysokie stanowiska we wszystkich dziedzinach. Wcześniej kobiety nie znały takiej komfortowej sytuacji. Jeszcze babcia tej 25 letniej dziewczyny miała „związane” stopy. Oznacza to, że w wieku około 4 lat dziewczynie łamano kości stopy i bandażowano. Wynik tej bolesnej tortury (zdarzały się zakażenia, gnijące rany, kości ponownie łamano) to tak zwane „lotosowe stopy”, które pozwalały na poruszanie się krokiem niby tanecznym, faktycznie kalekim.

Mao zakazał w 1948 roku stosowania tych tortur. Obiecał kobietom przychylić nieba. W rzeczywistości jednak szybko okazało się, czym jest komunizm. W 1978 roku Chiny postanowiły ograniczyć wzrost populacji za pomocą polityki jednego dziecka. Miało to fatalne skutki dla płodów żeńskich. Wiele nie miało najmniejszych szans na urodzenie. Dziewczyny były usuwane a w wielu prowincjonalnych regionach, po urodzeniu topione „jak kocięta” na polskich wsiach. Przymus jednego dziecka na tradycyjnych Chińczykach wymuszał pozostawienie przy życiu męskiego potomka, spadkobiercy rodu.

Ma to opłakane skutki demograficzne. Po blisko czterdziestu latach, ze względu na pragnienie wielu rodziców, że dziecko powinno być mężczyzną, nastąpił dramatyczny rozkład płci. Chińska średnia krajowa to 121 mężczyzn na 100 kobiet w miastach i blisko 160 mężczyzn na 100 kobiet na obszarach wiejskich. Skutki są nieodwracalne. Miliony Chińczyków nie znajdzie żadnej partnerki. Dopiero od listopada 2015 roku władze zezwoliły na drugie dziecko.

Przedtem, kto przekroczył zakaz, a był pracownikiem państwowym, tracił pracę. Inni za ponad dzietność płacili kary. Przykład LiLi; jak wielu rodziców, także jej rodzice chcieli mieć chłopca, a rodziły się córki. Mieszkali w odległej prowincji, na wsi. Rodzice są rolnikami. Dwie pierwsze córki jakoś przeszły uwadze władz. Li Li była trzecią. Rodziciele musieli zapłacić karę — równowartość 1/5 wartości ich domu albo inaczej 2,5 rocznego zysku z ich gospodarstwa rolnego. Czwarte dziecko to był chłopiec.

Nazajutrz lecimy stąd do Xian. W drodze do aeroportu kolumna aut osobowych przed nami; pędzą na światłach awaryjnych. Pasażerowie rozrzucają z okien krągłe papierki wielkości płyt CD. Na przodzie karawan. To pożegnanie zmarłego; jechali do krematorium. Kremacja zwłok jest w Chinach obowiązkowa, chociaż niezgodna z tradycją. Taoiści wierzą, że tylko źli ludzie dostaną się do piekła, gdzie będą spaleni, dlatego ten nakaz jest tak ciężki do przyjęcia przez gros Chińczyków. W miastach nie ma wyboru, na wsiach i w górach bywa różnie. Przykładem, ojciec naszej LiLi. Zmarł przed pięcioma laty. Pochowali go zgodnie z jego życzeniem w ziemi, ale w tajemnicy. O pogrzebie wiedzieli jedynie najbliżsi sąsiedzi. Nie zdradzili. Gdyby doniesiono, ciało musieliby wykopać i spalić.

(C) Janusz Plewniak

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.