Wasze wyprawy

Planeta Dubaj

Planeta Dubaj

fot.: MarcinQ

Kiedy, Drogi Turysto, zdecydujesz się odwiedzić Dubaj, bądź gotów na masę zaskoczeń, pewną dawkę szoku, troszkę rozczarowania i ból szyi od ciągłego patrzenia w górę.

Dubaj ma zapierać dech w piersiach – takie z pewnością są założenia tutejszych władców. I zapiera…  Miasto już na „dzień dobry” oszałamia.

Do Dubaju dociera się najczęściej samolotem. Gdy samolot (najczęściej tutejszych linii – Emirates) schodzi do lądowania, miasto wita gości niesamowitym widokiem ciągnącego się w nieskończoność pomiędzy żółto-beżowym morzem piasku a błękitem Zatoki Perskiej, pasa budynków, z którego wyrasta błyszcząca w słońcu Burj Khalifa.

Jeżeli Twój samolot, Drogi Turysto, dotrze południowy skraj Zatoki Perskiej nocą, ujrzysz ciągnącą się dziesiątki kilometrów w dal wstęgę świateł, oddzielającą matową ciemność pustyni od połyskującej ciemności arabsko-perskiego morza.

Pierwsze kroki na ziemi dubajskiej podróżny stawia w ultranowoczesnym, ale nieco zimnym
i bezosobowym terminalu lotniska Dubai International, który przypomina wielki kokon leżący w centrum wielohektarowej połaci betonu i z pewnością jest jednym z najpiękniejszych obiektów tego typu na świecie.

Terminal błyszczy. Kilometry kwadratowe marmuru są utrzymywane w stanie nienagannej czystości, nie dziwią więc śpiący na betonowej podłodze podróżni, dla których tutejszy hub jest tylko centrum przesiadkowym w drodze w zupełnie inne części świata. Dzięki dziesiątkom wielkich owalnych, 20-30-metrowych okien ustawionych pionowo obok siebie sięgających niemalże od powierzchni płyty lotniska, po wypukły sufit hali terminalu, w dzień terminal tonie w tropikalnym słońcu, które kontrastuje z przyjemnym chłodem „produkowanym” przez system klimatyzacji. Port lotniczy Dubai International to centrum pajęczej sieci połączeń lotniczych oplatających większość globu. Wielobarwny i multietniczny tłum przemieszcza się we wszystkich kierunkach szukając odpowiednich gate’ów lub oczekując na kolejny lot.  Nad wejściami do rękawów, na niewielkich ekranach pojawiają się nazwy setek miast.

Drogi Turysto - ostrzeżenie: to miasto może rozczarować. Rozczarowani będą ci podróżnicy, którzy przylatują do Dubaju z bagażem realnych (podróże) lub wirtualnych (książki, prasa, telewizja, internet) doświadczeń i wiedzy na temat innych miastach świata arabskiego, czy szerzej - islamskiego. Dubaj to nie Kair, czy Stambuł, próżno więc tu szukać tysięcy zabytków pamiętających czasy faraonów, czy przynajmniej epokę sułtanów – zabytków jest niewiele i nie ma pewności, czy to oryginały, czy też coś na kształt scenografii do dubajskiej bajki stworzonej na życzenie tutejszych emirów. Na rozczarowanie powinni przygotować się także ci turyści, którzy liczą na to, że w Dubaju znajdziemy suk, czy bazar, na którym sprzedaje się cuda z „Baśni tysiąca i jednej nocy” w sklepikach pamiętających czasy, gdy Turcy osmańscy rządzili Bliskim Wschodem.

Dubaj wymyka się stereotypom dotyczącym miast bliskowschodnich czy arabskich. Emiracka metropolia nie jest bowiem (i tu dla wielu kolejne rozczarowanie) miastem arabskim, bliskowschodnim. To nowoczesna globalna metropolia, gdzie zza fasad sięgających nieba wieżowców ze szkła, stali i marmurów i wyłaniają się skrawki Indii, Pakistanu, Filipin, czy Libanu, sklepy są dominowane przez Filipinki, wsiadając do taksówki przenosimy się na subkontynent indyjski, a dzielnicach biznesowych można poczuć się jak w Londynie, czy Nowym Jorku.

Spacerując po ulicach Dubaju, poruszając tutejszym metrem, odwiedzając centra handlowe – można odnieść wrażenie, że typowy dubajczyk jest… Hindusem, a dubajka – Filipinką. W wielobarwnym tłumie mieszkańców Dubaju niewielu jest dubajskich, czy emirackich Arabów (choć łatwo ich dostrzec, gdyż w większości noszą długie, nieskazitelnie białe galabije. Są właścicielami, prezesami, menedżerami wysokiego szczebla, przechadzają się i doglądają wedle zasady „pańskie oko konia tuczy”. Dubajski tłum składa się jednak głównie z nie-obywateli, czyli tzw. rezydentów. Wśród nie-obywateli wyraźny podział, który determinowany jest przez zamożność, a pośrednio przez wykształcenie i pochodzenie „geograficzne”.

Najwyższy szczebel drabiny społecznej nie-obywateli jest wielonarodowy, wśród rezydentów-milionerów są Arabowie spoza Emiratów, Rosjanie, zachodni Europejczycy, Amerykanie, Hidnusi, ale też przedstawiciele wielu innych narodowości. Szczebel niżej znajduje się dubajska wyższa klasa średnia – przedsiębiorcy, menedżerowie, finansiści, inżynierowie, lekarze, profesorowie szkół wyższych. Ludzie Ci także mają zapewnione bezpieczne, dostanie i wygodne życie w Dubaju, tyle, że ich los bardziej zależny jest od losu korporacji i instytucji, dla których pracują, a także koniunktury – są wśród nich głównie Europejczycy, Australijczycy i Amerykanie, Chińczycy, a także dobrze wykształceni Arabowie i Hindusi. Ci ostatni to także największa grupa tworząca dubajską middle middle class, klasyczną klasę średnią – specjaliści od nowoczesnych technologii, lekarze, specjaliści od finansów, drobni przedsiębiorcy. Na tym kończy się lista „beneficjentów” dubajskiego systemu. Niższe szczeble dubajskiej drabiny społecznej to ludzie, dzięki którym „arabski tygrys gospodarczy” żyje i nieźle funkcjonuje. Są wśród nich Filipińczycy, a właściwie głównie Filipinki – sprzedawczynie, hostessy, recepcjonistki w hotelach, taksówkarze z subkontynentu indyjskiego (Hindusi i Pakistańczycy) – otrzymujący nie rzadko wynagrodzenie pozwalające im na prowadzenie skromnego, acz nie biednego życia, jednakże najczęściej bez szans na zabezpieczenie w postaci ubezpieczenia zdrowotnego, czy emerytalnego.  Na samym dnie są emigranci ze Sri Lanki, Bangladeszu, Pakistanu i niewykształceni Hindusi -pracownicy budowlani mieszkający budynkach przypominających hotele robotnicze, pracujący za najniższe stawki, nierzadko przewożeni codziennie autobusami pomiędzy placem budowy, a miejsce zamieszkania, nigdy nie widzą świata poza płotem placu budowy i ogrodzeniem wokół hotelu.

Dubaj to nietypowe miasto także z uwagi na jego układ urbanistyczny i rozkład ulic. Miasto przypomina węża z głową ułożoną na północnym wschodzie na obszarze nad rzeką Dubai Creek, w najstarszych dzielnicach, niewiele różniących się od innych miast Bliskiego i Środkowego Wschodu. Pozostała część metropolii to ogon węża ciągnący się na południowy zachód wzdłuż brzegu Zatoki Perskiej (tu zwanej Arabską), aż do położonego ok. 50 km od „starego” centrum  - Jebel Ali.  Kręgosłupem dubajskiego węża jest jedna wielopasmowa ulica Sheik Zayed Road.

W odległości kilku minut jazdy samochodem na północny zachód jest morze, a w tej samej odległości  południowy wschód zaczyna się pustynia. Piaszczyste pustkowie zaczyna się nagle, jednak dubajski wąż tyje, a właściwie kwitnie jak kolonia koralowców. Najłatwiej dostępna, dwustronna mapa Dubaju to z jednej strony gęsto zabudowany pas ciągnący się wzdłuż z morza z osią Sheik Zayed Road pośrodku, a z drugiej - blade tło przedstawiające pustynię, na którym widnieją fantazyjne kształty, nakreślone jakby ręką zwariowanego artysty; część tych zawijasów, mozaik i wielkich okręgów opatrzona jest notatką „Under Construction” lub „u/c”. To powstające na pustyni, oddzielone od niej murami, ekskluzywne osiedla domów jednorodzinnych, parki rozrywki, gigantyczne centra sportowe, pola golfowe, centra handlowe, tory wyścigowe, a także parki przemysłowe i centra nowoczesnych technologii. Boom inwestycyjny mimo, że nieco wyhamowany przez światowy kryzys ekonomiczny, nadal trwa.

Sheik Zayed Road to wielopasmowa miejska autostrada, po 6-7 pasach w każdą stronę płynie nieprzerwana rzeka pojazdów - najczęściej wielkich SUV-ów, amerykańskich samochodów terenowych, limuzyn i super samochodów typu ferrari, lamborghini lub camaro.

Oddalając się od „starego” centrum, Sheik Zayed Road staje się dnem kanionu stworzonego przez rzędy drapaczy chmur, potem dociera wyrosłej w ostatnich latach dzielnicy Dubai Downtown, kreowanej na nowe centrum metropolii, której jądrem jest największe centrum handlowe świata -  Dubai Mall i zdająca się wkłuwać w zawsze błękitne arabskie niebo wieża Burdż Chalifa (Burj Khalifa).

Dalej Aleja Szejka Zajeda opuszcza ten kanion, by przeciąć dzielnice pełne marketów, salonów samochodowych i małego przemysłu po jednej i domów jednorodzinnych oraz szkół pod drugiej,
a następnie dotrzeć do dzielnicy Al-Barsha.

W Al-Barshy życie skupia się wokół wielkiego centrum handlowego The Mall Of The Emirates. Z dachu „mallu” wyrasta gigantyczny, srebrny, pochyły kształt – to Ski Dubai – sztuczny stok narciarski z wyciągiem.

Nad morzem rozciąga się dzielnica Umm Suqeim, której największe atrakcje to centrum handlowo-hotelowe Medinat Jumeirah oraz Burdż Al-Arab. W Dubaju wiele miejsc coś udaje, bądź przypomina. I tak Medinat Jumeirah udaje stare arabskie miasto – urocze, pełne wąskich zaułków, zadaszonych uliczek i zalanych słońcem placów, bajkowe, urokliwym kanałem pośrodku. Burdż Al-Arab to super ekskluzywny hotel, który wygląda jak dwustumetrowy żagiel.

Kiedy Sheik Zayed Road dociera do dzielnicy Al-Sufouh ponownie zmienia się w wielki kanion stworzony przez budowniczych drapaczy chmur ciągnących się wzdłuż alei.

Kiedy po prawej stronie wyłania się wielkie rondo z gmachem Dubai Pearl po środku, oznacza to, że dotarliśmy w pobliże słynnej dubajskiej „Palmy” – The Palm Jumeirah.

Palma składa się z wielkiego pnia,  rozszerzającego się w rodzaj kielicha poniżej gałęzi, 7 wielkich gałęzi po każdej stronie górnej części pnia i 2 małych na szczycie Palmy. Palmę otacza wyspa pełniąca funkcję falochronu. Ochrona przed morskimi falami to nie jedyna funkcja wyspy – to także miejsce luksusowego wypoczynku – miliony ton piasku i kamieni są podstawą dla eleganckich i drogich hoteli takich, jak Atlantis, czy Kempinski.

Pień palmy to szeroka aleja wzdłuż, której ustawiono rząd wysokich apartamentowców i hoteli. Wysokie budynki skutecznie zasłaniają widok, dlatego łatwo zapomnieć o tym, że ta szeroka aleja znajduje się kilometr od stałego lądu. Na gałęziach palmy znajdują się luksusowe wille, warte miliony dolarów rezydencje z własnymi plażami i marinami.  Na pniu, poniżej gałęzi znajdują się wysokie apartamentowce, takie jak Oceana. Zaleta ich położenia jest to, że leżą nad sztuczną zatoką powstałą pomiędzy dolną częścią palmy, pierwszą jej gałęzią, a stałym lądem. Z balkonów apartamentów, z tarasu restauracji oraz z spod parasoli ustawionych nad basenem i na plaży rozciąga się widok na błękitno-turkusowe wody zatoki, a w oddali mienią się w subtropikalnym słońcu zasnute lekką mgiełką drapacze chmur Dubai Mariny.

Dubai Marina to kolejna nowa dzielnica miasta. Jej projektanci postanowili, że – w odróżnieniu od twórców The World i The Palm Jumeira – nie będą tworzyć lądu na morzu, ale stały ląd wpuszczą nieco morza. Tak powstała część Dubaju, której centrum jest kanał otoczony lasem wieżowców. Wokół kanału biegnie szeroka promenada, przy której rozłożyły się kawiarnie i restauracje. Jak sama nazwa wskazuje, Dubai Marina to także miejsce, gdzie cumują luksusowe jachty i łodzie motorowe, będące własnością mieszkańców dzielnicy.

Niejako lustrzanym odbiciem Dubai Mariny po drugiej stronie Sheik Zayed Road są Jumeirah Lake Towers – las wieżowców położony nad sztucznym kanałem.

Po sąsiedzku leżą inne nowe, luksusowe i super nowoczesne osiedla, takie jak Emirates Hills.

Na końcu dubajskiego węża jest Jebel Ali – to tam powstaje nowa Palma, większa od tej
z Dżumajry, tam rośnie wielkie centrum logistyczno-transportowe Dubai World Central, którego centrum jest nowo otwarte, drugie w mieście lotnisko  Al.-Maktoum International Airport.

Jeżeli, Drogi Turysto, znuży Cię ultranowoczesność, znudzi szkło i stal, rozboli szyja od patrzenia w górę na niebosiężne wieżowce, mam dla Ciebie dobrą wiadomość: Dubaj to także piękne parki –  m.in. Safa Park, czy Creek Park i piaszczyste plaże oraz rzeka. Dubai Creek – dubajska rzeka pełna jest arabskich łodzi (tzw. dhow), co ciekawe – zupełnie nienowoczesnych. Rejs dhow’em jest niewątpliwie atrakcją. Położony nad Dubai Creek, tzw. Creek Park to jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców Dubaju. W centrum parku jest Children’s City – dubajski odpowiednik Centrum Nauki Kopernik.

Zapytasz, Drogi Turysto, jak się poruszać po Dubaju? To dość proste – można odnieść wrażenie, że ¼ poruszających się po mieście samochodów jest beżowa – to taksówki. Wystarczy podnieść dłoń i na pewno któraś się zatrzyma. I tu „zaczynają się schody” – taksówkarze,
w większości Hindusi i Pakistańczycy, nie zawsze znają angielski (w wersji zrozumiałej dla Europejczyka), a nawet nieobca im jest angielszczyzna spoza Subkontynentu Indyjskiego, może okazać się, że obce im jest… miasto i nie mają pojęcia gdzie jechać. Kluczem do sukcesu jest „międzynarodowa współpraca” z taksówkarzem i adres miejsca do którego chcemy dotrzeć na papierze. Przyda się również mapa.

Jeżeli poruszasz się, Drogi Turysto, w okolicach niezbyt odległych od Sheikh Zayed Road (czyli po większej części Dubaju), polecam podróż metrem. Tutejsze metro jest w pełni automatyczne,  a tory biegną głównie po kilkudziesięciokilometrowej estakadzie, kilkanaście metrów nad ziemią.
W wagonach, jak i na stacjach, jest nieskazitelnie czysto i chłodno. Stacje przypominają złote kokony rozstawione co kilka kilometrów.

Dubaj – ten pocztówkowo-folderowy, sprzedawany jako produkt turystyczny europejskim turystom nie sprawia wrażenia miejsca, które zachwyci turystów, którzy oczekują czegoś więcej niż pięć, albo i siedem gwiazdek na fasadzie hotelu, obsługa hotelowa w wersji  all inclusive i wycieczki w celu obejrzenia „obligatoryjnych atrakcji turystycznych”. Turystom nieco bardziej wymagającym nie odradzam Dubaju. Przeciwnie – polecam. Polecam alternatywny pomysł na Dubaj – bez all inclusive i zwiedzania miasta z hotelowym przewodnikiem z za okien autobusu. Dubaj to miejsce bezpieczne, dlatego warto wybrać się na przechadzkę po ulicach miasta, szczególnie Starego Centrum, Bastakiji, czy Al.-Barszy, podróżować taksówkami
i metrem.

Warto pójść do jednego z parków i poczuć się dubajczykiem, co w wieloetnicznym Dubaju jest wyjątkowo łatwe, gdy na kocu obok trwa piknik rodziny Hindusów, rozmawiających w jednym
z języków Indii, na ławeczce siedzi para anglojęzycznych Hindusów, a na placu zabaw nasze dziecko biega z małym Emirati (obywatelem Emiratów), angielskimi bliźniakami i 6-letnią Filipinką…

Dubaj to miejsce, gdzie codziennie jest taka sama pogoda (o czym więc w Dubaju rozmawiają Anglicy?). Dla nas Europejczyków, przyzwyczajonych do zmienności aury i pór roku, to tak, jakby Dubaj był gdzieś poza czasem lub na innej planecie – planecie Dubaj…

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.