Wasze wyprawy

Radom. Z wizytą u chytrej baby.

Oficyny jednej z kamienic przy ul. Żeromskiego

fot.: eu_traveler

Oficyny jednej z kamienic przy ul. Żeromskiego
Do Radomia się nie jeździ, przez Radom się przejeżdża. Mijane nieciekawe dzielnice obrzeżne zdają się potwierdzać negatywne opinie o mieście, jako mało atrakcyjnym celu podróży. Jednak Radom ma do zaoferowania więcej, niż się może wydawać.

Wprowadzenie

Muszę się przyznać, że nie pojechałem do Radomia w celach turystycznych. Mój pracodawca wysłał mnie na konferencję, która miała się odbyć na miejscowym uniwersytecie. Zwiedzanie miało być tylko dodatkiem, uzupełnieniem wizyty w tym mieście. "Żeby kochać Radom, trzeba się tu urodzić. Ja się tu nie urodziłem" - usłyszałem od uczestnika konferencji, pracownika uniwersytetu. Zaskakujące, że negatywny stosunek do tego miasta mają nawet niektórzy jego mieszkańcy. Przeciętnemu Polakowi kojarzy się ono z lotniskiem, z którego nikt nie chce latać oraz z "chytrą babą" - kobietą, która podczas miejskiej wigilii w błyskawicznym tempie oczyściła stół z kilku butelek znanego napoju. A jaki jest Radom naprawdę? Czy warto tu przyjechać? Mam nadzieję, że ta krótka relacja pozwoli Wam odpowiedzieć na te pytania. 

Pierwsze spotkania

Do Radomia dojechałem późnym wieczorem. Z Warszawy droga jest krótka i komfortowa – 100 km dwupasmówki ze stolicy można pokonać w ciągu godziny. Po zameldowaniu w hotelu ruszyłem na spacer po okolicy. Po przejściu kilkuset metrów trafiłem na pl.  Konstytucji 3 Maja. Tutaj czekało mnie zaskoczenie. Zadbana, historyczna zabudowa, nowoczesna fontanna, kwiaty na latarniach oraz zajęte stoliki w restauracyjnych ogródkach znacząco odbiegały od wyobrażeń o Radomiu. Z uwagi na późną godzinę oraz mającą się odbyć następnego ranka konferencję, nie miałem czasu na dalsze zwiedzanie i po kolacji wróciłem prosto do hotelu. To, co udało mi się zobaczyć, było jednak dobrym prognostykiem przed kolejnym dniem.

Plac Konstytucji 3 Maja nocą
Plac Konstytucji 3 Maja nocą

Deptak

Następnego dnia, tuż po konferencji ruszyłem ma spacer po centrum Radomia. Zacząłem od tego samego miejsca, które tak pozytywnie mnie zaskoczyło dzień wcześniej, tj. od pl. Konstytucji 3 Maja. Góruje nad nim świadek złożonej historii miasta - przykryty kopułą kościół garnizonowy św. Stanisława, który został zbudowany w czasach zaboru rosyjskiego, jako cerkiew. Plac przecina ulica Żeromskiego – główny deptak, na którym koncentruje się życie miasta. Ruszyłem nim na zachód (w kierunku widocznej z oddali wieży kościelnej) i po kilkunastu minutach doszedłem do starych, dzisiaj mocno zaniedbanych kwartałów tzw. Miasta Kazimierzowskiego. Wcześniej, przy deptaku, miałem okazję oglądać XIX i XX wieczne kamienice. Ciekawsze niż elewacje były dla mnie podwórka tych kamienic. Zniszczone, często opuszczone i grożące zawaleniem oficyny jednocześnie straszą i fascynują. Te „nieskażone” remontem od dziesięcioleci mury mają w sobie coś magicznego – pewien rodzaj autentyzmu, którego nie znajdziemy zarówno w wymuskanych, odnowionych budynkach, jak też w obłożonych styropianem i pomalowanych jaskrawo elewacjach, jakich pełno w polskich miastach. Przy deptaku znajdują się restauracje, kawiarnie i sklepy, przy czym im dalej od pl. Konstytucji 3 Maja, tym jest ich mniej. Pierwszy gotycki kościół, który pojawia się po lewej stronie to Kościół oo. Bernardynów. Co najmniej tak ciekawe, jak wnętrze kościoła, jest jego otoczenie. Znaleźć tutaj można m.in. terakotowe stacje drogi krzyżowej i tablice epitafijne wmurowane w parter kamienicy oraz kamienny krzyż, postawiony w miejscu wcześniejszego, drewnianego – usuniętego przez Rosjan po upadku powstania styczniowego. Warto przejść z drugiej strony kompleksu klasztornego, żeby zobaczyć wysoki, piramidalny komin kuchni klasztornej. Jest to podobno jedyny zabytek tego typu w Polsce. Wróciwszy na deptak, przeszedłem przez wąską (choć ruchliwą) ulicę i znalazłem się w Mieście Kazimierzowskim.

Jedno z podwórek na tyłach ulicy Żeromskiego
Jedno z podwórek na tyłach ulicy Żeromskiego
Kościół oo. Bernardynów
Kościół oo. Bernardynów

Miasto Kazimierzowskie

Obszar ten jest tym, co w wielu miastach kryje się pod nazwą „stare miasto”. Jest tu Rynek z odchodzącymi od niego prostopadle ulicami, ratusz, miejsce po zamku oraz fragment murów obronnych. Miasto zostało założone w tym miejscu przez króla Kazimierza Wielkiego (stąd nazwa), tuż obok starego Radomia (po którym do dzisiejszych czasów prawie nic nie zostało). Obecnie kwartały Miasta Kazimierzowskiego w dużej części są w stanie ruiny. O ile zniszczone podwórka przy ulicy Żeromskiego cechował specyficzny urok, o tyle nie mogłem znaleźć go tutaj. Zabite dechami okna kamienic, nierówne chodniki i robotnicy smętnie snujący się po Rynku – to wszystko sprawiało, że czułem się jak w sennym, zapuszczonym miasteczku na prowincji, które lata świetności ma dawno za sobą. Mimo wszystko trzeba tutaj przyjść, bo to właśnie w tej części miasta zlokalizowane są najważniejsze zabytki Radomia. Poza wspomnianym ratuszem i murami obronnymi znajdziemy tutaj m.in. gotycki kościół farny, barokowe kamieniczki Gąski i Esterki oraz monumentalny gmach dawnego Kolegium Pijarów – dzisiaj Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Wszystkie te obiekty są wyremontowane, czym wyróżniają się na tle otaczającej zabudowy. Wizyta w tym ostatnim, tj. Muzeum im. Jacka Malczewskiego, była ciekawym doświadczeniem. Po kupieniu biletu na wszystkie ekspozycje (16 zł), została mi przydzielona „opiekunka”, której zadaniem było otwieranie sal, zapalanie światła oraz pilnowanie, żebym niczego nie dotykał. Wystawy muzealne (m.in. archeologia, ekspozycja przyrodnicza, malarstwo polskie XIX i XX wieku) są raczej skromne. Nieco rozczarowuje nieduża kolekcja obrazów Jacka Malczewskiego (najbardziej znanego obywatela Radomia).

Kamieniczki przy Rynku oraz wieża radomskiej fary
Kamieniczki przy Rynku oraz wieża radomskiej fary

Co jeszcze?

Kawałek za Miastem Kazimierzowskim, po drugiej stronie szerokiej i ruchliwej ulicy znajduje się „Stare Miasto”. Celem mojego spaceru był niewielki kościółek pw. św. Wacława - najstarsza zachowana do dzisiaj świątynia Radomia. Ponieważ kościół na przestrzeni wieków pełnił różne funkcje (był m.in. magazynem mąki, więzieniem, przytułkiem dla psychicznie chorych), jego wnętrze jest na wskroś współczesne. Nieopodal znajduje się wzniesienie Piotrówka – miejsce po wczesnośredniowiecznym grodzie, który dał początek miastu Radom. Dzisiaj całe „Stare Miasto” ma charakter spokojnego osiedla mieszkaniowego. Wracając tą samą drogą przeszedłem znowu przez Miasto Kazimierzowskie i „deptak” dochodząc do pl. Konstytucji 3 Maja. Na pożegnanie z Radomiem robię jeszcze małą pętlę wokół placu – przechodząc przez Ogród Saski a następnie ulicę Sienkiewicza i Piłsudskiego, kończąc znów na placu. Ten krótki spacer jest niczym przyspieszona lekcja XIX i XX wiecznej architektury. Po drodze mijam m.in. okazałe, klasycystyczne gmachy użyteczności publicznej oraz eklektyczne kamienice. Te pierwsze dowodzą roli, jaką miasto pełniło w czasach zaboru rosyjskiego (było stolicą województwa); drugie -  zamożności (i gustu) radomskich mieszczan. Wielkomiejskimi kamienicami przyozdobionymi wieżyczkami, kopułami, wykuszami, czy kolumnami nie powstydziłoby się niejedno miasto wojewódzkie. Po drodze udało mi się jeszcze zobaczyć radomską katedrę zaprojektowaną przez Józefa Piusa Dziekońskiego w stylu neogotyckim. To ten sam architekt, który zaprojektował znane warszawskie kościoły – katedrę św. Floriana na Pradze,  czy kościół Karola Boromeusza na Starych Powązkach. Wysokie wieże radomskiej katedry wyraźnie nawiązują do Hejnalicy Kościoła Mariackiego w Krakowie.

Katedra w Radomiu
Katedra w Radomiu
  • 1
  • 2

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.