Wasze wyprawy

Ruta 40 - najdłuższa trasa panoramiczna świata!

Okolice Cachi

fot.: Koniczyna70

Okolice Cachi
Pięć tysięcy kilometrów, od północy Argentyny, wzdłuż Andów aż do zimnego południa. Podróż, co najmniej na miesiąc…

Droga krajowa 40 to nie jest zwykła droga, to najdłuższa droga w Argentynie. Ponad 5000 kilometrów biegnie równolegle do Andów, z La Quiaca przy boliwijskiej granicy do Rio Gallegos, w samym sercu Patagonii. 
Czasem można spotkać kawałek wyasfaltowany, ale połowa drogi jest nieutwardzona. Pomimo tego, trasa jest hitem wśród turystów.
Na pokonanie tej trasy wraz z licznymi przystankami, potrzebujesz, co najmniej miesiąc… ogromny lodowiec Perito Moreno, Bariloche-raj dla narciarzy, winnice Mendozy, górskie jeziora andyjskie, kolonialne miasto Salta… Trasa prowadzi przez dwadzieścia parków narodowych i przez przełęcze na wysokości prawie 5000 metrów.

Jednak nie każdy z nas, może pozwolić sobie na tak długie wakacje… i choć odcinek Cachi-Cafayate, w okolicach Salty to tylko kilka procent tych pięciu tysięcy kilometrów, to nawet tak mały kawałek trasy, zachwyca!
Do Salty przylecieliśmy z Buenos Aires. Jest sierpień, 1600 km stąd, w stolicy Argentyny było zimno i deszczowo, ale w Salta świeci słońce i temperatura powietrza dochodzi do 25 stopni. W Argentynie jest właśnie środek zimy a my w samych koszulkach siedzimy na tarasie.
Salta to przyjemne miasto. Są tu liczne zabytki, których historia sięga odległych czasów: bazylika, przeróżne kościoły, klasztor, targ rękodzieła i interesujące muzea. Odwiedzić miasto i nie wejść do muzeum, to tak, jak odwiedzić Paryż bez wieży Eiffla. Warto zajrzeć do MAAM, muzeum archeologiczne Alta Montana, gdzie możemy zobaczyć najlepiej zachowane mumie Inków na świecie.
Można też wjechać kolejką na szczyt San Bernardo, skąd rozciąga się wspaniały widok na miasto i okolice lub po prostu przysiąść i zrelaksować się, przy głównym placu: Plazza 9 de Julio. Stoi tu mnóstwo ławek w cieniu wysokich drzew palmowych a wokół jest wiele tarasów, gdzie przy promykach argentyńskiego słońca, można spróbować empanady, argentyńskich pierożków. Najlepsze są w „Dona Salta”, palce lizać!

W drodze do Cachi
W drodze do Cachi

Kolejnego dnia odbieramy samochód i wyruszamy na podbój okolicy. Jedziemy na południe, drogą 33. Po kilkunastu kilometrach, krajobraz zmienił się tak drastycznie, iż wydaje mi się, że Ziemia nagle wymieniła się z Marsem. Gładkie, zielone doliny w szybkim tempie zamieniają się w szorstkie, górskie pasmo, pokryte śniegiem. Park narodowy Los Cardones, nieskończona równina krzewów karłowatych i setki, nie tysiące, może nawet miliony drzew kaktusowych. Nagle wszystko jest inne…
Dojeżdżamy do Cachi. Na wiejskim rynku, na wysokości powyżej dwóch tysięcy metrów, starsi mieszkańcy, przyglądają nam się z zaciekawieniem. Każdy przyjazd turystów jest dla nich przeżyciem, istoty żywe są rzadkością, w tym słabo zaludnionym regionie, tego rozległego kraju.
W malowniczej wiosce Cachi jest sklep spożywczy, kawiarenka, kościół w stylu kolonialnym, klasztor a nawet muzeum, które ze względu na sjestę, jest zamknięte. Dla głodnych, jest stoisko żywnościowe, a właściwie rodzinny biznes: mama wyrabia ciasto, córka troszczy się o nadzienie, dwóch nastoletnich synów wypieka emapandy na żółtozłoty kolor a ojciec jest kasjerem.
Zostajemy na noc.

Quebrada de las Flechas
Quebrada de las Flechas

Odcinek Cachi-Cafayate to tylko ułamek drogi krajowej 40.
Opuszczony, jałowy krajobraz wiedzie nas przez Quebrada de las Flechas, szczelina wypełniona stromymi klifami w kolorze szarości i brązu, które pod wpływem elementów erozji zmieniły się w ostre skały. Niemal ryzykując życiem, wspinamy się na klif, skąd rozpościera się niezapomniany widok!
Droga do Cafayate jest piaszczysta, za nami unoszą się tumany kurzu… żadnej ludzkiej istoty, tylko stado pasącego się bydła, które za pewne już wkrótce przemieni się w soczysty stek. Czasem mijamy malutką osadę, składającą się z kilku lepianek o pięknej nazwie: Angastaco Lub Animana. Ponadto jest pusto, ale nie nudno, dzięki otaczającym nas krajobrazom… góry w kolorze zieleni, żółci, czerwieni, różu i pomarańczu, po obu stronach drogi a naprzeciw ośnieżone szczyty Andów, które postrzępione, pięknie kontrastują z jasnym błękitem nieba.

Okolice Cafayate
Okolice Cafayate

Dojeżdżamy do Cafayate.
Cafayate jest podobne do Cachi, ale znacznie większe i bardziej turystyczne. Wokół rynku znajdziemy wiele kafejek, sklepików, indiański targ z ręcznie wykonanymi kocami, ponczami i zimowymi czapkami a nawet osiołka, którym można przejechać się wokół centrum i sklep z winem. Miasteczko otoczone jest winnicami. Rynek jest doskonałym miejscem, by przysiąść i przy lampce białego, schłodzonego winka, podziwiać jak słońce chowa się za górami.
Drogą krajową 9 lub jak kto woli Pan-American Higway, wracamy do Salty, by następnego dnia wyruszyć na północ, do kolejnej wioski indiańskiej… Jest tam tylko kościół, kafejka i stragany z żywnością. Siedemset żywych dusz liczy Purmamarca, ale dzięki swemu bliskiemu położeniu przy Cerro de los Siete Colores czyli „Górze Siedmiu Kolorów”, wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Cerro de los Siete Colores
Cerro de los Siete Colores

Prawie o zmroku dojeżdżamy na miejsce.

Wieczorny przyjazd ma też i swoje zalety: otwieram rano zasłony i zaniemówiłam z zachwytu. Delikatne, poranne słońce cudownie oświetla siedmiokolorową górę. Warstwy skalne, mienią się w kolorach: żółtym, pomarańczowym, brązowym i czerwonym, przeplatając się z zielonym, różowym i fioletowym. Przy wiejskim cmentarzu, rozpoczyna się trzy kilometrowy szlak wędrowny (Paseo de los Colorados), prowadzący z jednego do drugiego punktu widokowego… rozpościerające się krajobrazy, widziałam wcześniej tylko na filmach w kanale Discovery.

Tę część Argentyny odwiedziliśmy przez przypadek, ale jedno jest pewne: na pewno warto!

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.