Wasze wyprawy

„Rzymskie La Dolce Vita”

Wiosna w Rzymie

fot.: FloridaGirl

Wiosna w Rzymie
Kiedy myślę o „wiecznym mieście” do głowy zawsze przychodzi mi klasyk z 1953 roku- „Rzymskie wakacje”, który jest jednym z moich ulubionych filmów.

Romans księżniczki i amerykańskego dziennikarza, rozgrywający się na tle odbudowanego po wojnie Rzymu, odzwierciedla romantyczną stronę miasta. 

Nasza pierwsza wycieczka do Rzymu przypada na dzień, kiedy do portu Civitavecchia przypłynęlo 6 statków rejsowych. Większość pasażerow, włącznie z nami, zaplanowało odwiedzenie la citta di eternità. Półtorej godziny drogi i w końcu jesteśmy w centrum. Nasz pierwszy przystanek to Koloseum i okolice, gdzie spędzimy dwie pierwsze godziny. Po wyjściu z autobusu zlewamy się z tłumem turystów, którzy też właśnie dotarli na miejsce. Duże zamieszanie sprawia, że dopiero po momencie dociera do nas fakt, że jesteśmy oddaleni od Koloseum jedynie kilkadziesiąt kroków. Wychodzimy z zacienionego obszaru prosto na rzymskie słońce. Zapomniałam ochronić ramiona tego ranka i szybko przekonuję się, jak mocne jest włoskie słonce...

Obchodzimy najpopularniejszy zabytek dookoła i znajdujemy miejsce, gdzie udaje nam się zrobić kilka zdjęc bez tłumów. Mając tak mało czasu próbujemy zobaczyc najwięcej, jak to możliwe. Mijamy Forum Romanum, ulicznych artystów, żebraczy i obcokrajowców, którzy za wszelką cenę chcą nam sprzedać wodę w butelce, parasolkę i selfie stick. Odganiamy się od nich i szybkim krokiem idziemy przed siebie. Dopiero na Piazza Venezia odnajdujemy odrobinę spokoju. Siadamy na chłodnych schodach, rozglądamy się dookoła i chwilę cieszymy się widokiem tętniącego życiem Rzymu. Po kilku minutach uświadamiamy sobie, że czas wracać. Jeszcze krótki przystanek na zdjęcia w kilku miejscach, kolejna przepychanka z natrętnymi „ gladiatorami” i już jesteśmy obok naszego autobusu. 

 

Ruszamy dalej: czas na przystanek przy Piazza del Popolo. Nasz kierowca brawurowo przemierza ulice Rzymu, a my z nosami przyklejonymi do okna podziwiamy widoki Bella Roma. 

Tak wiele do zobaczenia, a tak niewiele czasu. „Wrócimy po sezonie, na dłużej” obiecujemy sobie nawzajem. 

Kiedy zatrzymujemy się niedaleko wyznaczonego miejsca, zaczynamy desperacko szukać publicznej toalety. Z wstydem przyznam, że decydujemy się na znaną sieć fast food, tuż obok, gdzie również kupujemy smoothie. Przyrzekamy sobie, że nie opowiemy o tym naszym znajomym. Co za hańba: pierwszy posiłek w stolicy Włoch prosto z Burger King...

Przechodzimy przez Porta del Popolo, majestatyczny łuk, który prowadzi nas bezpośrednio na plac. Widzimy turystów siedzących dookoła fontanny, jedzących lunch i cieszących się słońcem. Okolica ta przypomina już mniej pułapkę i pozwala bardziej poczuć atmosferę Rzymu.   Spacerujemy Via del Corso, ulicą pełną luksusowych butików. W ciagu następnych dwóch godzin chcemy odwiedzić Fontannę di Trevi i Hiszpańskie Schody. Kierujemy się mapką, którą dostaliśmy od przewodniczki w autobusie, ale i tak jakoś się gubimy. W końcu przypominamy sobie, że możemy użyć GPS na telefonie. Mijamy kolejne uliczki, aż w końcu słyszymy szum wody i wiemy, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych fontann na świecie, czeka na nas za rogiem. Barokowy styl tej fontanny zawsze urzekał mnie swoim pięknem i od dawna marzylam, by ją zobaczyć na własne oczy. Po cichu mamy nadzieję,  że może nie będzie aż tak tłoczno i uda nam się dojść bliżej  i wrzucić monetę, która zagwarantuje nam powrót do Rzymu. Niestety jest gwarniej, niż sobie to wyobraziłam. Udaje nam się zrobić kilka zdjęć pamiątkowych i ruszamy dalej, by znaleźć Hiszpańskie Schody. Kiedy szybkim krokiem w końcu dochodzimy do naszego ostatniego celu, nie mam już czasu odegrać roli Audrey Hepburn, delektującej się gelato...

Chcemy również zatrzymać się po drodze, by kupić jeszcze coś do picia i jakąś mąłą przekąskę. Wchodzimy do małego baru, gdzie pod wpływem zmęczenia i odwodnienia, próbuję zamówić kawałek pizzy mieszając włoski z angielskim. Sprzedawca mówi nieźle po angielsku, więc sobie odpuszczam próbę konwersacji w jego języku. 

Siadamy w cieniu na Piazza del Popolo, pijemy zimną wodę i zajadamy zachłannie pizzę. Mała chwila odetchnienia i refleksji. Następnym razem będziemy bardziej przygotowani: przeznaczymy przynajmniej kilka dni na zwiedzanie.

 

Ostatni przystanek- Watykan. Czyste szaleństwo. Pielgrzymi z całego świata pragnący odwiedzić to wyjątkowe miejsce, natarczywi sprzedawcy biletów, które mają zapewnić szybsze wejście, dziesiątki żebraczek w zdartych szatach, spod których wyłaniają się niezbyt skromne suknie- ta mieszanka łatwo przysporzy każdego o ból głowy. Upamiętniamy na zdjęciach katedrę Świętego Piotra i udajemy się na spacer po okolicy. Dłuższą chwilę zatrzymujemy się na moście prowadzącym do Castel Sant’Angelo, z którego mamy piękny widok na kopułę Katedry. 

 

 

Pozostały czas poświęcamy na relaks i posiłek w pobliskim barze. Zamawiamy kolejną pizzę, wodę mineralną i espresso, by dodać sobie odrobinę energii po długim dniu. 

Zauważamy, że rzymska pizza ma grubszy spód i jest o wiele bardziej miękka w porównaniu do tej z Capri. Mimo wszystko smakuje równie dobrze i zjadamy z apetytem ostatni kawałek. 

Takie chwile wytchnienia należą do moich ulubionych: wreszcie zatrzymujemy się i obserwujemy pędzący świat. Przyglądam się rzymianom pracującym w tym barze, którzy wcale nie wydają się być znurzeni w swojej pracy. Żartują między sobą, popisują się sztuką wyrabiania pizzy i z wdzięcznością uśmiechają się, kiedy zostawiamy dobry napiwek. 

 

W drodze powrotnej podziwiamy niecodzienny talent rzymian do parkowania. Fiat obok drugiego, trzeciego, czwartego fiata...poziomo, pionowo, gdzie się tylko uda, widok niczym z gry Tetris. Większość miejsc parkingowych, które mijamy, jest nielegalne, ale...konieczne! Obowiązkowy kilkuminutowy przystanek na poranną kawę. 

 

 

 

Piazza Venezia
Piazza Venezia
Piazza  Venezia
Piazza Venezia
Fontana di Trevi
Fontana di Trevi
Castel Sant'Angelo
Castel Sant'Angelo
Castel Sant'Angelo
Castel Sant'Angelo

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.