Wasze wyprawy

Tam gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda

Denali hwy

fot.: namiotnaszdom

Denali hwy
,,Tam gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda,, ta myśl towarzyszy nam od początku naszej wyprawy.

Zawsze, gdy jest okazja, staramy się jeździć bocznymi drogami, omijając z daleka wszelkie atrakcje turystyczne, a  asfalt zamieniamy  na małe szutrowe dróżki, gdzie mamy styczność z prawdziwą  naturą i autentycznymi mieszkańcami,  którzy nie są przesiąknięci turystyką. Tak było i tym razem na Alasce. Zmęczeni nieustającym hałasem tysięcy karawanów, przyczep campingowych i drugich tyle aut pędzących przez siebie,  w połowie głównej autostrady łączącej  dwa największe miasta Alaski Anchorage Firebanks, w miejscowości Candwell skręcamy na drogę nr.8 czyli Denali Hwy.  Owa miejscowość zaznaczona na mapie sporą kropką okazuje się być stacją benzynową, małą szkołą,  paroma domkami i nic pozatym (chociaż jak się później okazjuje, jedyne miejsce gdzie możemy kupić cokolwiek, następna okazja żeby kupić chleb za okolo 400km)   Tego dnia pogoda znów nie nastraja pozytywnie do jazdy. Nie dość, że wieje silny i zimny wiatr w twarz, to jeszcze co chwila z nieba leci tzw ,,kapuśniaczek”. Zziębnięci zatrzymujemy się w jedynym barze w promieniu 100km i szczęśliwi, że nie pada nam na głowę wcinamy najdroższe hamburgery w naszym życiu, popijając dwoma kubkami darmowej gorącej kawy

jeszcze gładziutki asfalcik
jeszcze gładziutki asfalcik

po długim odpoczynku najedzeni, z walącymi od nadmiaru kofeiny sercami, ale co najwazniejsze zmobilizowani na nowo do jazdy żegnamy na jakiś czas gładziutki asfalt zamieniając go na szutrowo-kamenistą droge. Droga licząca 200km Pierwsze dwa dni nie należą do najlepszych, pogoda psuje się na tyle, że oprócz grubej warstwy chmur nie widać nic… ciągłe podjazdy i często padający deszcz demotywuja do jazdy z każdym przejechanym kilometrem na tyle, że zazdrością patrzymy na kierowców camperów, którzy wygodnie w ciepłych samochodach suną przed siebie i z grzecznosci oraz żeby nie pokazywać, że jest nam źle, reagujemy na pozdrowienia odwzajemniąjac ogromne uśmiechy radości . Jednak najgorsze w czasie takiej pogody są poranki. Wyjść ze śpiwora, gdy temperatura spada poniżej 0*C, a woda w bidonach zamienia swój stan skupienia z płynnego na stały, to istny koszmar. Na szczęście drewna na Alasce jest pod dostatkiem, więc ognisko rozgrzewa nas do działania. Co wieczór zbieramy opał i chowając go pod folią zostawiamy na ranne przebudzenie.

ognisko
ognisko
urok Alaski
urok Alaski

Trzeciego dnia budzimy sie wcześnie i patrzymy przez spuchniete od snu oczy na siebie z wyraźnym błyskiem i lekkim usmieszkiem na ustach . Na zewnątrz cisza… żadne kropelki deszczu nie pukaja jak dotychczas co ranek w dach namiotu, ale i tak boję się wyjrzeć na zewnątrz namiotu by znów zobaczyć zachmurzone niebo. Lecz tego poranka jest inaczej! Słońce świeci pełną parą pośród błękitu nieba! Trudno opisać to uczucie szczęścia! Dookoła nas soczysta Alaskańska zieleń i biel ośnieżonych szczytów gór i śpiewające radośnie ptaszki cieszące się tak jak my z poprawy pogody!

miejsc pod namiot nie brakuje
miejsc pod namiot nie brakuje
przyroda
przyroda
bezdroża Alaski
bezdroża Alaski
  • 1
  • 2

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.