Wasze wyprawy

Wśród lodowców Argentyny

Odłamki lodowca Spagazzini blisko El Calafate- Argentyna

fot.: InSearchOfUmami

Odłamki lodowca Spagazzini blisko El Calafate- Argentyna
Patagonii nie było u nas w planach. W naszej podróży dookoła świata chcieliśmy uciec przed zimą. Ale czy tym górom lodu można się oprzeć?

Przyjeżdżamy do Calafate, które o tej porze roku wygląda jak miasto widmo. Turystów jest mało a nawet niektórzy lokalni opuszczają tą mieścinę. Trudno się dziwić większość żyje tu z turystki a szalonych, którzy chcą odwiedzić Południe Argentyny na początku zimy jest mało. Wchodzimy do jednego z hosteli. Pustki i niższe ceny. Zastanawiamy się ile musi kosztować łóżko w pokoju wieloosobowym w sezonie skoro teraz kosztuje aż 19 euro. Przechadzając się po mieście widzimy, że niczego ciekawego tutaj nie ma. Co prawda miasto jest zadbane, pojawia się coraz to nowa infrastruktura, ale nie ma niczego, co mogłoby zatrzymać na dłużej. Na szczęście dla miasta nie przyjechaliśmy a dla lodowców.

Perito Moreno
Perito Moreno

Perito Moreno to chyba najsłynniejszy lodowiec i jest on dość niezwykły, bo ciągle rośnie, podczas gdy inne topnieją. Żeby go zobaczyć wybieramy się autobusem z miasta. Widoki z okna są przepiękne, gdzie niegdzie góry, gdzieś indziej nic. Ale ta nicość to tak naprawdę piękne, rozciągające się kilometrami ziemie niczyje. Przynajmniej tak to wygląda. Po ponad godzinie jesteśmy na miejscu. Do i wokół jednej części lodowca zbudowane drewniane ścieżki, które wiją się trochę jak chiński mur. Przypominają go też długością. W oddali widzimy już biel lodu. Ale dopiero, gdy podchodzimy bliżej zdajemy sobie sprawę z wielkości Perito. 250 km2 można przeczytać w Internecie, ale zobaczyć i zdać sobie sprawę to już coś innego. Robimy zdjęcia, ale żadne nie oddaje rozmiaru dumy Argentyny. Widzimy podpływające, co jakiś czas łódki, które przy ścianie lodu wyglądają jak muchy. Dryfujące odłamki Perito mają intensywny, niebieski kolor. Oszołomieni przechadzamy się po drewnianych ścieżkach godzinami, co jakiś czas przysiadając na pustych ławkach. Nagle rozlega się niesamowity huk, przypominający odgłos wybuchu. Wszyscy podbiegają do barierek i krzyczą. Odłamał się kawałek lodu, pewnie wielkości bloku. Niesamowity widok. Blok spadającego lotu wydaje się lecieć w zwolnionym tempie jak budynek walący się po wybuchu. Fala zalewa dryfujące odłamki. Emocje przypominają te podczas meczu piłki nożnej. Jest nas garstka i wszyscy marzniemy, ale nikt nie chce się ruszyć, bo to jak wyjść przed ostatnim golem. Spektakl natury.

Zagubiony mieszkaniec krainy lodu
Zagubiony mieszkaniec krainy lodu

Perito Moreno, mimo że cieszy się światową sławą, nie jest jedyny. W okolicy znajdują się jeszcze inne lodowce i niektóre Spagazzini słyną z dryfujących odłamków. Żeby się tam wybrać trzeba zapłacić za wycieczkę. Nie jest to tanie, ale decydujemy, że teraz jest dobry moment by nadszarpnąć trochę nasz budżet. Wyruszamy przed świtem. Wstające słońce witamy już na łodzi. Z wielką radością, bo i we wszystkich naszych rzeczach jest nam bardzo zimno. Obiecujemy sobie, że następnym razem lepiej się do takiej wyprawy przygotujemy. Większość ludzi wychodzi na zewnątrz tylko na parę zdjęć i resztę czasu spędzają w środku statku. My chcemy jak najwięcej zobaczyć i powdychać trochę zimnego powietrza. Góry lodowe wyrastają wszędzie. Jedna przypomina operę w Sydney, inne zwierzęta lub po prostu góry. Wszystkie są bardzo niebieskie, ogromne i imponujące. Po ponad godzinie nawet i my wchodzimy do środka łodzi żeby się trochę ogrzać. Najwyższy czas, bo już nie czuję palców u rąk. Natychmiast zagaduje do nas sympatyczna Argentyńska para, która częstuje nas mate. Mate to w Argentynie religia i pije się ja dosłownie wszędzie. Każdy tu chodzi z termosem, specjalnym, wybrzuszonym kubkiem i metalową słomką. Bez mate nie dzieje się w tym kraju nic. Smakuje jak silna, zielona herbata, ale to ceremonia jej picia jest najbardziej niezwykła. Jest wiele reguł. Jak trzeba trzymać, kto może dotknąć metalową słomkę, kto komu podaje, lista jest długa. Nasi towarzysze są zdecydowanie bardziej wyluzowani, bo ich mate jest z… cukrem. Większość kraju by ich za takie świętokradztwo wyklęła. My za słodzonym mate też nie przepadamy, ale przynajmniej jest ciepłe a to już dużo w krainie lodu. Popijając, myślimy już jak to by było cudownie wyruszyć dalej na południe aż do Antarktydy.

Pełnia szczęścia
Pełnia szczęścia
Dryfująca opera Sydney
Dryfująca opera Sydney

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.