Wasze wyprawy

Wujek Sam, rozmach i brak płotów

Uncle Sam

fot.: obywatelswiata5

Uncle Sam
Podróż do Stanów Zjednoczonych - to pojęcie było dla mnie do niedawna tylko abstrakcją. Jednak niespodziewanie stało się czymś realnym. Mimo że nie jestem szczególnym entuzjastą USA, cieszyłem się na tę „egzotyczną”, jak dla Europejczyka, podróż.

Podróż do USA, a przynajmniej coś, co nam jest do niej niezbędne, zaczyna się w amerykańskiej ambasadzie. Tam, po perypetiach powstałych przy składaniu wniosku, otrzymuje się (bądź nie) wizę do Stanów Zjednoczonych. Tę ceremonię wyobrażałem sobie trochę inaczej, ale mniejsza z tym.
Po dokładnej kontroli i kilkukrotnym sprawdzeniu dokumentów, wchodzimy na pokład samolotu. Po kilku godzinach przez okna dostrzegam znajome kształty nowojorskich wieżowców, które szczerze mówiąc, widzimy częściej niż np. poznański ratusz.
Lądowanie, kołowanie i ustawienie się w długiej kolejce do budek, gdzie strażnicy graniczni sprawdzą, czy na pewno twoja wiza podczas lotu nie straciła swojej ważności.
„Well, everything is OK. Welcome to the US!” Te dwa zdania i uśmiech strażnika to nasze powitanie na amerykańskiej ziemi. Bagaże, kontrola celna i stoimy na zewnątrz, czekając na naszego kierowcę, który ma nas zawieźć z lotniska JFK do małego amerykańskiego miasteczka - Troy.
Po chwili pojawia się ogromny, biały samochód, który pomieściłby spokojnie 10 osób. Wysiada mężczyzna około trzydziestoletni, uprzejmie pomaga nam włożyć bagaże i zagaduje nas. Zmęczeni po długiej podróży, pragniemy się zdrzemnąć, jednak, gdy stoimy w jednym z licznych korków, kierowca informuje, że od dwóch miesięcy jest wegetarianinem, więc „leci” na energetykach i oprócz tego choruje na ADHD. Jak łatwo można się domyślić, nie daje nam zasnąć, dzieląc się z nami przez cały czas swoimi życiowymi anegdotami.
Po przyjeździe okazuje się, że miasteczko nie jest aż takie „małe”, przynajmniej na europejskie standardy. Żegnamy się z kierowcą i idziemy na późną kolację. W recepcji polecono nam znajdującą się nieopodal knajpkę - Dinosaur BAR-B-QUE. Chwila spędzona tam potwierdza to, co było mi dane zobaczyć w filmach i serialach: grupa mężczyzn w średnim wieku siedząca przy barze i oglądająca futbol, pracownicy w czapkach, menu oferujące wszystkie rodzaje dań z grilla.
Następnego ranka postanowiliśmy udać się na znajdujący się w mieście kampus. Uprzejma recepcjonistka zamówiła dla nas taksówkę. Pech sprawił, że linia taksówkarska działająca w Troy ma najgorsze opinie w całym stanie. Przyjechał po nas VAN, które najlepsze lata miał już raczej za sobą, a „drobne” niedoskonałości zaklejono srebrną taśmą. Podczas podróży kierowca raczył nas death metalem, a parkując, zatrzymał się na krawężniku.
W czasie pobytu w Stanach na pewno zauważymy, że na tamtejszych podwórkach brakuje czegoś, co w Polsce jest wręcz obowiązkowe - płotów. Idealnie przystrzyżone trawniki, powiewające na wietrze flagi i wyglądające niemal bliźniaczo domy - taki stereotypowy obraz amerykańskiej ulicy, okazał się naprawdę istnieć.
Wracając z kolacji nasi amerykańscy znajomi zaprosili nas do jednej ze słynniejszych lodziarni w Stanach, jednak, gdy doszliśmy do lokalu, okazało się, że jest zamknięty od 10 minut. W środku nadal krzątała się obsługa. Znajomy nie dał za wygraną i zapukał do drzwi. Wtedy właściciel zrobił coś, czego się nie spodziewaliśmy, podszedł i otworzył drzwi, witając nas z uśmiechem. To jeden z wielu przykładów życzliwości Amerykanów, która spotkała mnie w Stanach.
Mimo bezdyskusyjnego panowania amerykańskiego, wielokulturowego charakteru, miasto architektonicznie jest bardziej europejskie. Urokliwe śródmieście, o którego zachowanie walczyły władze miasta, to idealny przykład zabudowy wiktoriańskiej. W Troy znajdziemy również liczne świadectwa ery przemysłowej.
Większość Amerykanów kojarzy Troy z jednego powodu - Wujka Sama. Niemalże każdy zna postać mężczyzny w kapeluszu z wyciągniętym palcem, zachęcającego do wstąpienia do wojska. Pierwowzór tego sympatycznego staruszka (Samuel Wilson) mieszkał właśnie w Troy. Ma nawet swój pomnik, nie jeden, ponieważ jest obecny w wielu miejscach pod postacią np. plakatów lub obrazów.
Zagadnienie Stanów Zjednoczonych zostało jedynie muśnięte tym tekstem. Słowem, które najlepiej opisze USA jest ogrom. Ogrom informacji, produktów, kultur, ludzi, nadal istniejąca ogromna nierówność społeczna. Stany Zjednoczone można porównać do ich ikonicznego sklepu - Walmartu. Jest połączeniem różnych produktów z różnych branży, stanowi jednak ogromną lecz harmonijną całość.

"małe", amerykańskie miasteczko
"małe", amerykańskie miasteczko
Moja ulubiona sygnalizacja świetlna
Moja ulubiona sygnalizacja świetlna
More Uncle Sam
More Uncle Sam
Jeden z uczelnianych stadionów (ten mniejszy)
Jeden z uczelnianych stadionów (ten mniejszy)

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.