Wasze wyprawy

Zakarpacie. Kraina płynąca miodem i winem

Zakarpacie. Kraina płynąca miodem i winem

fot.: krysyuka

Moja opowieść będzie o tym regionie Ukrainy, który niby należy do niej pod względem geograficznym i politycznym, ale w tym samym czasie jest osobnym państwem ze swoją specyficzną kulturą, mową i ludźmi. To Zakarpacie...

Po raz pierwszy przyjechałam do stolicy tego regionu, Użhorodu, na festiwal miodu i wina. To wydarzenie cieszy się popularnością wśród mieszkańców Ukrainy (i nie tylko) w ciągu ostatnich pary lat. Wygląda na najlepszy sposób dla turysty na bieżąco zapoznać się z kulturą, kuchnią i świetnym winem z tamtych stron. Wybrano dla niego również idealny czas: na początku maja, gdy kwitnie sakura, a pogoda pozwala na najlepsze wyprawy i świetny odpoczynek. Po przyjeździe tutaj składa się wrażenie, że oto jest kraj, płynący miodem i winem...

Festiwal rozkręca się dookoła zabytkowej winnej piwnicy w centrum miasta. W skwerze obok rozbijają jatki z regionalnym jedzeniem oraz pamiątkami. Większość sprzedawców, przyjeżdżających tutaj z całego Zakarpacia, zaledwo rozmawia po rosyjsku lub też po ukraińsku, więc czasami trudno bywa z nimi się dogadać.

Jasne, że spośród wszystkich atrakcji na terenie festiwalu najwięcej przyciąga winna piwnica. Po pierwsze dla wspaniałego trunku, aromatem którego przesiąkło jej wnętrze, ale też i dla boskiego zimna w czasie niesamowitych majskich upałów. Chociaż własnie ta ochłoda w połączeniu z winem (albo również innymi rozgrzewającymi napojami typu koniaku czy śliwowicy, które można próbować prawie że w nieograniczonych ilościach), często sprawiały że zbyt zachłanni nie mogli później wyjść z piwnicy na zewnątrz przez drzwi szerokością ponad 3 metry!

Szkoda, że jakikolwiek z takich festiwalów jest od początku skazany na komercjalizację. Więc i śmiesznie i smutnie obserwować taką imprezę zboku. Większość turystów są z Kijowa (czy też z Rosji: tamtych odróżnia specyficzna umiejętność i chęć pić wódkę w kraju win). Zachowują się oni w większości wyjątkowo śmiesznie: chodzą po piwnicach z widokiem znawców wina, ale tłoczą się, pchają się i krzyczą, nadeptując nawzajem nogi i starając się za free spróbować jak najwięcej wina, w tym preferując wyłącznie wina słodkie.

Wśród bogatego wyboru win (część z których można spotkać tylko w tym regionie) trafiają się też inne specyficzne produkty winiarstwa, na przykład żel winowy. Byłam bardzo ciekawa spróbować ów żel, ale wiedząc, że może spowodować nieprzywidywanie mocny efekt, podstąpiłam do procesu degustacji ostrożnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę upał na zewnątrz. Tuż obok stała matka ze swoją córeczką w wieku około 11 lat. Dziewczynka też była bardzo zainteresowana żelem o słodkim cukierkowym smaku. Zaczęłam z ciekawością przyglądać się jej, kiedy połknęła dziesiąty kawałeczek żelu... Nie doświadczyłam zakończenia całej historii, ale całkiem możliwie, że dziecko odczuło się po raz pierwszy w życiu pijane po wyjściu z tej piwnicy...

Informacje praktyczne: w celach oszczędności, wina na festiwalu są sprzedawane w butelkach plastikowych. Długoterminowe przechowywanie wina w takich pojemnikach działa w zły sposób na jego smak oraz właściwości. Więc warto kupować wina przy tych stoiskach, gdzie wino nalewa się w butelki bezpośrednio z beczki. Tuż po powrocie do domu trzeba przelać wino w szklane pojemniki.

PIWNICE WINNE W SEREDNIM

Wyprawa winna nie kończyła się odwiedzeniem festiwalu, więc nie mogliśmy ominąć najbardziej kultowe (jak wśród tubylców, tak i przybyszów) miejsce dla miłośników wina: winnych piwnic w Serednim (20 km od Użhorodu). Przejażdżka autobusem była niedługa, a dopiero po tym zaczęła się frajda.

Po kilometrze deptania się w krowim łajnie doszliśmy do "centrum", czyli podobieństwa skrzyżowania i rozszerzonej ulicy ze sklepikiem. Na szczęście od razu zwróciliśmy uwagę na drogowskaz ze strzałką naprawo, do piwnic. Niedługo byliśmy już na miejscu.

Od zewnątrz piwnice nie robią żadnego wrażenia, albowiem wygląda to jak typowe radzieckie zabudowanie. Szczególnie dziwnie to kojarzyło się, ponieważ owe piwnice zostały wybudowane w XVI wieku. Później okazało się, że wejście do piwnic jest schowane pod budynkiem.

W trakcie wycieczki, przeprowadzanej przez pracownic winiarni "Leanka", w czyjej własności znajdują się teraz piwnice, opowiadano historię rozwoju winiarstwa w tej miejscowości, jak również i technologię robienia i dalszego przechowywania win. Winiarnia znajduje się obecnie w dość zaniedbanym stanie: składa się wrażenie, że nic tutaj się nie zmieniło od czasów radzieckich (ani pracownicy, ani technologie, ani wygląd winiarni). Rzeczywiście, że wycieczka przeprowadza się jedynie w języku ukraińskim, albowiem rzecz jasna, że pracowniczki zakładu nie są pilotami wycieczek z fachu. Tak więc nierosyjskojęzyczni turyści mogą jedynie obserwować tą małą część pokazywanych winnic, po czym wziąć udział w degustacji win, produkowanych przez winiarnie. Jedyne, co wskazuje na turystyczność tego miejsca, to para straganów z prymitywnymi upominkami przy wejściu, widocznie owocami przemysłu chałupniczego.

Po wycieczce była zorganizowana degustacja 7 rodzajów win, produkowanych w tej winiarni. Po degustacji wszyscy jej uczestnicy zostali szczególnie zadowoleni, a zwłaszcza kiedy wyszli na zewnątrz pod gorące słoneczko majowe z zimna piwnicy. Winko tuż zaczęło szumieć w głowie, szczęście, że nie długo.

Po tym wszystkim podjęliśmy decyzję pójść jeszcze zobaczyć ruiny zamku templariuszów. Opowiadano, że od zamku do piwnic były wykopane podziemne przejścia, żeby ludzi mogli się ukryć i bezpiecznie przetrwać w czasach najazdów wrogów. Obecnie od zamku XII wieku zostały tylko zaniedbane ruiny, gdzie dzieciaki w wieku 10-12 lat chowają się, żeby zapalić papierosa lub popić piwka. Naprawdę oryginalnym elementem dekoru zamku jest gaśnica, powieszona na takiej wysokości, że dostać się do niej mógł by chyba zawodowy alpinista, więc wątpię, żeby w przypadku pożaru udało się uratować ostatnie szczątki byłego zamku.

Widocznym minusem zwiedzania zamku też jest to, że znaleźć ruiny dość ciężko: znajdują się w innej części wioski, schowane w bocznych uliczkach bez żadnych drogowskazów. Spotkaliśmy tam małych dzieci, które bardzo narzucały się, żeby opowiedzieć nam o historii zamku i dostać za to pieniążki, zwłaszcza usłyszawszy język polski. Później w rozmowie z nimi dowiedzieliśmy się, że na przeprowadzaniu takich "wycieczek" dla turystów zarabiają sporo kasy.

Informacje praktyczne: wybierając się na wycieczkę do winnych piwnic, warto zadbać o ciepłe ubranie, ponieważ w środku przez cały rok utrzymuje się stała temperatura +12 stopni. W Serednim trzeba również uważać na cyganów, którzy są szczególnie natrętni i których w tej miejscowości jest bardzo dużo.

ŁUMSZORY

55 km od Użhorodu, zagubione wśród zielonawo-szarych gór, przyczaiła się wieś Łumszory, chowająca w sobie jedną z najlepszych atrakcji turystycznych całego regionu: kąpiel w kotłach (tzw. "czanach"), podgrzewanych na ognisku. Na tej wsi kończy się jakakolwiek droga i połączenie transportowe... Dalej są tylko góry, w niektórych miejscach potratowane przez ciężarówki walące i przewożące las...

Co prawda nie byliśmy pewni, czy będzie to wszystko czynne w sobotę przed Wielkanocą, ponieważ w górach mieszkają zazwyczaj dość religijne osoby, ale... Na szczęście dla nas, okazało się, że chęć zarobić na turystach jest silniejsza, niż uczucia religijne. W ogóle byliśmy bardzo zdziwieni, na ile rozwinięta turystycznie jest ta zagubiona w górach wieś. Kotły, dla których jechaliśmy tak wcześnie, tak daleko i tak w góry, stały prawie na każdym podwórku. Też niemal we wszystkich sadybach, gdzie są kotły, oferują noclegi oraz inne atrakcje. Pośród lasów ciągle budują się olbrzymie kompleksy hotelowe, rozrywkowe i turystyczne. Zauważyliśmy, że Łumszory są bardzo popularne wśród mieszkańców Moskwy. Ceny dla nich tu są bardzo atrakcyjne, i też jest dużo możliwości dla rozrywki.

Z pewnością można powiedzieć, że 4-5 godzin zdecydowanie wystarczy, żeby zrobić w Łumszorach wszystko i nawet więcej: wykąpać się w kotłach, zobaczyć wodospad Łumszorski i zjeść obiad po kąpieli. Nasza wyprawa odbyła się właśnie w taki sposób: umówienie się o przygotowaniu dla nas kotłów na dwunastą, spacerek do wodospadu i z powrotem, kąpiel w kotłach i obiad, po czym powrót do Użhorodu.

Najpierw warto powiedzieć, że kotły (czyli "чани") w tej wiosce są dwóch rodzajów: ze zwykłą wodą górską z ziółkami itp.; i z wodą siarkowodorową. Pierwsze w cenie 250 hrywnie/godzina; drugie - 300. Tak więc każdy może wybrać odpowiedni dla siebie. Najlepiej jechać na taką wyprawę we czwórkę lub w piątkę (najlepiej swoim samochodem): to optymalna ilość ludzi dla zabawy w kotłach.

Najprawdopodobniej nie będzie żadnych problemów z zamówieniem kotłów na miejscu, więc nie obowiązkowo umawiać się zawczasu. We wsi nie ma nic ciekawego, oprócz kotłów, ale niedaleko stąd jest wodospad Łumszorzski. Idąc cały czas drogą nad rzeką przeciw nurtu ze 2-3 km, można się tam dostać. Spacer w jedną stronę wynosi mniej-więcej 30-40 minut.

Po tak przyjemnym spacerze porannym wróciliśmy się do wsi, żeby przystąpić do realizacji głównego celu naszej wycieczki, czyli wykąpać się w kotłach. Zwykle kocioł wynajmuje się na godzinę, ponieważ wątpię, żeby ktoś wytrzymał więcej.

Wygląda to tak: olbrzymy kocioł (objętości 250 litrów) napełnia się zimną wodą i podgrzewa się na ognisku z wielkich bierwion. Gdy woda nagrzewa się do 30 stopni, można zaczynać się kąpać. Na dno kotła kładzie się kamyki z rzeki, do środka rzuca się zwykle różne ziółka. Po dziesięciu minutach kąpieli należy się wejść do zimnej wody górskiej rzeki, żeby ochłodzić się. Później znów można wracać do kotła. Gdy woda podgrzeje się do 50 stopni, trzeba dolać do kotła zimnej wody, żeby się nie przegrzać i nie ugotować się. Jednocześnie w kotle może się zmieścić 4-6 osób. Warto zauważyć, że kąpiel w takich kotłach podgrzewanych funkcjonuje w Łumszorach z XVII wieku.

Owszem trzeba bardzo uważać na reguły brania takiej kąpieli i przestrzegać je, żeby nie naszkodzić swojemu zdrowiu zamiast go poprawić. Jeżeli jest ciężko z językiem ukraińskim lub rosyjskim (a zwłaszcza, z ich góralskimi dialektami), może być lepiej jednak zamówić kąpiel w kotłach zawczasu u ludzi, rozmawiających po angielsku lub po polsku (z czym może być trudno). Ale ponoć nie warto się martwic, bo zawsze w jakiś sposób da się porozumieć.

Po kąpieli byliśmy pod wielkim wrażeniem. Naprawdę było to warte tego, żeby budzić się o 6-ej rano i jechać przez godzinę górskimi drogami (czy raczej brakiem takowych). Przypominaliśmy sobie Kurczaka z filmu animowanego "Na fali", gdy gotowano go w kotle przez pingwinów-aborygenów.

Po obiedzie w miejscowej "kołybie" (rodzaj karpackiej restauracji), gdzie, nawiasem mówiąc,  też można zamówić kąpiel w kotłach albo, na przykład, złapać sobie pstrąga na obiad w stawie (czym bawią się najczęściej dzieci), akurat czas było jechać z powrotem do Użhorodu. Żadnych problemow z wyjazdem ze wsi tym jedynym busikiem nie było.

Informacje praktyczne: parę słówek o szczegółach organizacji takiej wycieczki. Wyjeżdżaliśmy tam autobusem z Użhorodu, który jeździ do Łumszorów 2 razy dziennie, o 7.50 i o 14.00. Jasne, że jeżeli nie chce się zostawać w Łumszorach na nocleg, warto wyjeżdżać autobusem porannym. W godzinę ten jedyny pojazd dojeżdża do swej pętli (utworzonej z błota i kamieni). Z powrotem z Łumszorów wyjeżdża o 9.40 i po 15-ej, ale warto przyjść na "przystanek" zawczasu, bo jeśli autobus przyjedzie wcześniej, to nie będzie czekać. Również można zamówić taksówkę za 120-150 hrywnie w jedna stronę, ale lepiej umówić się z taksówkarzem zawczasu lub poprosić zadzwonić kogoś z tubylców, bo z zasięgiem tam jest katastrofa. Miejscowi też proponują transfer do Użhorodu za nieco wyższą cenę - 200 hrywnie.

BOGRACZ

Kolejną frajdą, atrakcją i symbolem Zakarpacia zdecydowanie jest miejscowa kuchnia. Najbardziej słynną potrawą kuchni zakarpackiej występuje rzeczywiście bogracz. Bogracz - to rodzaj gęstej zupy pochodzenia węgierskiego. Zawiera w sobie zwykle 2-3 rodzaje mięsa, smalec lub tłuszcz, ziemniaki, marchewkę, cebulkę i czosnek, fasolkę, a także paprykę (świeżą oraz zmieloną) i pomidory. Bogracz można spróbować w każdej restauracji na Zakarpaciu. Za czas, który spędziliśmy na Zakarpaciu, skosztowaliśmy dziesiątki wariantów tej potrawy. Na pewno można powiedzieć, że bogracz na smak był zawsze różny. Każdy gospodarz lub gospodyni ma własny przepis, w czym różnią się nie tylko składniki, ale też koncepcja gotowania. Każdy kucharz oczywiście uważa swój sposób przygotowania za najlepszy i najpoprawniejszy.

Tak więc umówiliśmy się z gospodarzem wynajmowanego przez nas mieszkania, żeby razem przyrządzić na ognisku (a to właściwy sposób na przygotowanie bograczu) to pyszne danie. Gotowanie szybko przekształciło się w sporą imprezę z domowym winem i muzyką przy ognisku, przy czym my raczej przygladalismy sie przygotowaniu bograczu. W każdym bądź razie ten bogracz był chyba najlepszym z tych, co próbowaliśmy. Może dlatego, że trochę uczestniczyliśmy w tym procesie, albo też dlatego, że dla nas starali się przyrządzić tą potrawę jak najlepiej. To co na pewno zawierał przygotowany przez nas bogracz - to miejscową gościnność, szczerość i pozytywny klimat.

Zamiast zakończenia...

Mimo że Zakarpacie jest dość zacofanym (jak w ekonomicznym, tak i w geograficznym i transportowym planie) regionem Ukrainy, już w ciągu pary lat pozostaje moim ulubionym zakątkiem tego różnorodnego i kontrowersyjnego kraju z kilku powodów. Po-pierwsze, jako niewyczerpalny skarbiec pamiątek historycznych i przyrodniczych. Po-drugie, jako region, jak najlepiej reprezentujący wielokulturowość, gościnność i tolerancyjność Ukraińców. Przy czym nawet jego mieszkańcy często nie są Ukraińcami, ale podają świetny przykład tolerowania różnych kultur i narodowości oraz stwarzają dla wszystkich przybyszów miły i przyjazny klimat. Po-trzecie, nie mogę ominąć uwagą świetne winko i wyśmienitą miejscową kuchnie: radość dla smakosza. Każdy kto kiedykolwiek bywał na Ukrainie, przyjechawszy na Zakarpacie będzie zdziwiony, na ile ten malutki region rażące się różni od innych części kraju oraz jak klimatyczna jest ta różnica. Żeby opisać wszystkie możliwe atrakcje nie starczyło by nawet książki, ale z pewnością można powiedzieć, że każdy znajdzie tu coś dla siebie: bądź rewelacje kulinarne, bądź narty, bądź dolinę kwitnących narcyzów, bądź wyprawy w góry pod namiotami, bądź szeregi zamków, bądź całkiem europejski minimalistyczny Użhorod... Wymieniać można bardzo długo, tak że prędzej będzie pojechać i zobaczyć coś z tego samemu, dodać do listy swoje własne turystyczne odkrycia, których zdecydowanie niezliczoną ilość chowa Zakarpacie pośród swoich błękitnych gór i delikatnie zielonych dolin.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.