Małopolska

Polskie dolce vita, czyli sielskie wakacje w Małopolsce

Grzegorz Dzięgielewski, 4.05.2017

Kozy Karpackie w Gorcach

fot.: Artur Kot

Kozy Karpackie w Gorcach
Jest taki rodzaj wakacji, który nie polega na plażowaniu ani zwiedzaniu, tylko na byciu tu i teraz. Na prostych przyjemnościach. Szuka się ich hen daleko w Toskanii. A są dużo, dużo bliżej.

Jak spojrzycie w górę, zobaczycie okopcony sufit. Pomalowała go sadzą, gdy była jeszcze małą dziewczynką. To jej pierwsze dzieło – przewodniczka w Zagrodzie Felicji Curyłowej zatrzymuje nas na chwilę, by zaraz poprowadzić głębiej do wnętrza domu malarki. Tu od kolorów i kształtów mieni się w oczach. Felicja pokryła ornamentami ściany, meble, obrusy, talerze, aż zabrakło jej miejsca w izbie. Wzory wypełzły na zewnątrz, na drzewa i studnię.

Dzięki artystce sztuka ludowa w Zalipiu zamiast powoli zanikać, rozkwitła. Od 1948 r. odbywa się tu konkurs „Malowana chata”. Każdej wiosny nowe wzory pokrywają ściany ponad setki domów. Ich zdjęcia krążą w internecie, a obraz polskiej sielanki wzbudza niemałe zainteresowanie.

NA TEMAT:

Polski biegun ciepła

Z Zalipia jedziemy do Tarnowa. Na starówce trafiamy do lokalu o obiecującej nazwie U Włocha. Nie ma w niej pułapki, pizza na cienkim cieście wyszła spod ręki mistrza z Italii. Jemy na zewnątrz i obserwujemy pustą uliczkę skąpaną w popołudniowym upale – Tarnów to polski biegun ciepła. Ta scena równie dobrze mogłaby się rozgrywać po słonecznej stronie Europy.

Zaglądamy też na renesansowy rynek, gdzie czujemy się jak w odkrytym przypadkiem włoskim miasteczku. Podejmujemy ten trop i jedziemy na południe. Podziwiamy pejzaż, który od razu kojarzy się z Toskanią. Rzędy jabłoni wspinające się na wzgórza są nam jednak jakoś bliższe niż smukłe cyprysy. A do tego zamek.

Wznosi się nad samym brzegiem Dunajca. Już z daleka ponad drzewami widać wieżę, na której dumnie powiewa polska flaga. Zamek Tropsztyn zbudowano w XIII w., by strzegł szlaku handlowego na Węgry, jednak przez pewien czas sam był gniazdem zbójników. Czytam o tym później, na razie skupiam się na krętej drodze, która znika w mroku. Tam, dokąd jedziemy, niełatwo trafić. Na nocleg szukałem miejsca pasującego do wzoru na idealne włoskie wczasy.

Zaczerpnąłem go z… „Podróży”. W numerze 9/2009 Filip Niedenthal wioskę w Toskanii, gdzie spędzał wakacje, opisał tak: „Na domach bluszcz, na podwórku stół z karafką wina, ktoś drzemie na ławce, pies sapie w cieniu niskiego murku, za którym ciągną się winnice i gaje oliwne”. Chcę odnaleźć podobne klimaty w Małopolsce.

Tarnów
Kamienice Muzeum Okręgowego w Tarnowie, fot. Artur Kot

Polska gościnność

Kocham to uczucie, gdy docieram do celu nocą, zasypiam w nowym miejscu i oglądam je dopiero rano. Jest szczególnie silne poza miastem, gdzie po zmroku zapada kompletna ciemność. Auto zostawiliśmy nad strumykiem i prawie po omacku wspinaliśmy się stromą, błotnistą drogą. Telefony zgubiły zasięg – nie byliśmy pewni, czy to na pewno tutaj. Nadzieję dawały światła w oddali. I szczekanie psów, które wybiegły na powitanie i zaczęły się łasić. Wtedy wiedziałem już, że dobrze trafiliśmy. Z gospodarzami od razu przeszliśmy na ty, zabrali nas nawet na dojenie kóz, ale okolica była skryta w mroku.

Teraz budzę się i widzę, że jest tu piękniej, niż przypuszczałem. Za oknem polana, na której pasą się konie, dalej zielone stoki Gorców, horyzont zamyka poszarpana linia Tatr. Schodzę do kuchni, zaparzam kawę i układam się w hamaku na werandzie. Jest rześko, pachnie latem i górami. Obok dzieci gospodarzy prowadzą na polanę stado kóz. To kozy karpackie, niemal wymarła rasa. Od nizinnych krewniaków odróżnia je gęstsza i dłuższa sierść. Kasia i Leszek Górni postanowili pomóc w odtworzeniu tej pięknej rasy. Nawiązali kontakt z innymi hodowcami i sprowadzają zwierzęta do Górnej Chaty, przysiółka w Ochotnicy Górnej na 939 m n.p.m.

Trafili tu z Bieszczad, dokąd uciekli przed zgiełkiem miasta, by prowadzić agroturystykę. Cywilizacja ich tam jednak dogoniła, więc porzucili połoniny dla spokojniejszych Gorców. Mieszkają tu trzy lata, a ich stado liczy już ponad 30 sztuk, co czyni je największym w Polsce. – Kozy jedzą świeżą trawę i górskie zioła, dlatego nasze sery są takie wyjątkowe – mówi Leszek, gdy pod ich domem zjawia się klient z daleka i odbiera kilka serów naraz.

Drugą wizytówką Górnej Chaty są drewniane meble, które wychodzą spod rąk gospodarzy. Obróbka to zadanie Leszka, plastyczka Kasia jest odpowiedzialna za stronę projektową. Finezja wystroju domu gościnnego to jej zasługa. Mnóstwo tu ludowych motywów, ale nie idą one w stronę sztuki naiwnej jak w Zalipiu, lecz flirtują z nowoczesnym wzornictwem.

Górna Chata
Niemal każdy element wystroju Górnej Chaty jest dziełem jej gospodarzy, fot. Artur Kot

Polskie wino

Koło południa wyruszamy na wizytę w winnicy – odnaleźć kolejny element naszych „śródziemnomorskich” wakacji. Jeszcze w średniowieczu winiarstwo w Małopolsce kwitło. Krzewy winne porastały nawet wzgórze wawelskie. Ochłodzenie klimatu w XVII w. przerwało tę tradycję.

Odrodziła się ona dopiero w ostatnich latach. Powstał Małopolski Szlak Winny, który kieruje nas do winnicy Smykań. Jej właściciel Jakub Lorek prowadzi nieopodal agroturystykę Koziarnia i organizuje gościom objazd po swoich włościach. Przybywamy w samą porę, by dołączyć do wycieczki. Jedziemy przez labirynt krętych bocznych dróg. Za oknami poletka i sady przyklejone do wzniesień Beskidu Wyspowego. W końcu są! Rzędy winorośli spływają malowniczo w dół doliny. Próbujemy różnych gatunków winogron. Zbiory już za kilka dni, więc kiście są dojrzałe i słodkie.

Jeśli nie mieszka się jednak w pobliżu winnicy, czemu by nie spróbować cydru? Wygląda na to, że napój ten stanie się polskim przepisem na dolce vita. – Kilka lat temu, gdy mówiłem, że robię też cydr, ludzie pytali, co to takiego. Teraz sprzedaję go więcej niż wina – opowiada Jakub. Temu trunkowi poświęcona jest druga część wycieczki. Oglądamy przetwórnię i wdychamy zapach z kadzi. Przy produkcji cydru nie opłaca się zakładać własnej plantacji. Jakub kupuje jabłka od sadowników. Wyjaśnia, że te słodkie na półkach w sklepie nie nadawałyby się. Za to kwaśne z półdzikich polnych jabłoni dają idealny smak.

Przepis na tu i teraz

Bazę mamy w Górnej Chacie, ale mnóstwo czasu spędzamy w aucie. Nie trzymamy się podziałów geograficznych. Gorce, Pieniny, Beskid Wyspowy, Pogórze, Beskid Sądecki – przeskakujemy między krainami i szukamy miejsc z klimatem. Jeszcze jeden zamek nad Dunajcem? Jasne, może Niedzica? Dworek w Świdniku z fabryczką soku jabłkowego? Czemu nie. Rynek i klasztor w Starym Sączu? Pewnie, to nawet po drodze.

Docelowo zmierzamy dziś wysoko w Beskidy. Sopatowiec, dokąd chcemy dotrzeć, stał się legendarny za sprawą kulinarnego talentu Małgosi Kacner. Od gotowania zresztą zaczęła się historia tego miejsca. Sięga czasów, gdy w Krakowie nie było barów wegetariańskich, a obiady Gosi pomagały przetrwać nielicznym fanom zielonej żywności. Pewnego razu pojechała z grupą joginów gotować im w samotnym domu w górach. Jak się okazało, był na sprzedaż…

Spóźniamy się na obiad, ale Gosia z tajemnego schowka wyciąga wegańskie gołąbki. Jej dom często wynajmują grupy joginów na warsztaty. Poza zdrową dietą znajdują tu sprzyjającą aurę. Nad wejściem wiszą tybetańskie flagi modlitewne, a ogród skrywa miejsce do medytacji. Gosia jest buddystką, jednak osoby, których nie pociąga filozofia Wschodu, nie czują się u niej obco. Ta drobna kobieta z dredami do pasa zjednuje ich otwartością i sercem, które wkłada w to, co robi.

W swojej książce kucharskiej między zupą z amarantusa a warzywami po bengalsku umieściła „przepis na tu i teraz”. Zaczyna się tak: „Nie musisz gromadzić składników, nie musisz myśleć w panice, gdzie zdobyć wodorosty, na sto procent nie musisz ruszać się z domu, zwłaszcza że pogoda jest wredna. Zacznij od miejsca, w którym jesteś. To bardzo ważne”.

Mapa Małopolski
Grafika: Michał Maj
W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów
Wyprawa tygodnia W Tarnopolu i w Kijowie, czyli ukraińska księga zachwytów

Plan zakłada cztery dni w Tarnopolu i sześć w Kijowie. Choć już w drodze wiem, że mi się spodoba, ani na chwilę nie przychodzi mi na myśl, z jak niezwykłą serdecznością się tu spotkam i jak wiele mnie zadziwi.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.